„Am I the monster or is this what it means to be a person?”
Stranger Things
Game of Thrones Daily

roma★
Show & Tell

oozey mess
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year
ojovivo

Andulka
tumblr dot com
No title available

No title available

Discoholic 🪩
Claire Keane
we're not kids anymore.
AnasAbdin

JVL
art blog(derogatory)
Misplaced Lens Cap
Monterey Bay Aquarium

pixel skylines
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from United States
seen from Russia
seen from Canada

seen from Denmark

seen from United States
seen from Netherlands

seen from Canada
seen from Brazil
seen from Netherlands
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
@realimme
„Am I the monster or is this what it means to be a person?”
Poczucie winy ? Jak to u was wygląda ? Jakie to dla was uczucie ?
Czekam na wasze odpowiedzi 🙏
Guilt, feeling guilty? How it looks like for u? How it feels like?
Waiting for yours answers!🙏
Bezradność jest jednym z uczuć, które przeraża mnie najbardziej.
Może to dla tego, że odbiera kontrolę - a ja zawsze miałam głęboką potrzebę kontrolowania siebie, innych, świata.
Gdy się pojawia i słyszę krzyk w mojej głowie - „nic nie możesz zrobić” - czuję ogromny smutek.
Może i frustrację ? Tak. Żal ? Tak.
Ale smutek - przede wszystkim -
ciężki, przygniatający smutek, który wbija moje nogi w ziemię i nie pozwala się ruszyć.
Wtedy patrzę - tylko patrzę na to, co się dzieje, jak jakiś bohater trzecioplanowy dramatu.
„Nie możesz tego powiedzieć.”
„Nie możesz jej pomóc.”
„ To nic nie da.”
„To nie twoja rola.”
„To nie twoja odpowiedzialność.”
„To nie twoja decyzja.”
„To nie Twoje życie.”
I kiedy tak patrzę, wbita w ziemię, bez ruchu, dociera do mnie jedna rzecz - świat się kręci dalej.
I to smuci mnie najbardziej - świat kręci się dalej -
z moją kontrolą czy bez niej, ze mną czy beze mnie.
I co jeśli ta bezradność pokazuje mi, jak to jest odpocząć? Jak to jest nie kręcić się w raz z całym światem? Jak to jest nie starać się być zawsze bohaterką?
Smutne. Smutne, jak ciężko uwolnić się od nieustannej potrzeby kontroli, trzymania wszystkiego razem, jakby świat miał się rozpaść.
Obudziłam się gwałtownie
z tego samego snu raz jeszcze -
z pytaniami bez odpowiedzi,
z chęcią i nie mocą,
z uśmiechem przepełniającym oczy łzami,
z pasją i obrzydzeniem.
Z tego snu, w którym po prostu „ja” - to za mało.
Bezradność
„Dlaczego nienawiść jest zaraźliwa, a miłość - nie?”
Nie krzyczałam
Nie płakałam
Nie sprzeciwiałam się
Tylko czekałam -
tuląc ból, złość, zazdrość
I spokoju - dość by zasnąć
Nie krzyczałam
Nie płakałam
Nie sprzeciwiałam się
Po prostu patrzyłam -
Jak przestaje mi zależeć
Jak przestajesz kochać
Jak odchodzisz
Byłam tą, która odeszła i tą, która została
Tą, która dawała i tą, która zabrała
Pamiętam to ciepło, gdy głośno się śmiała,
Gdy swoje serce tak łatwo oddala,
Nie mówiąc nic więcej , po prostu czekała
To nie to samo gdy jestem sama
Ale nie boli już tak, jak wtedy, gdy byłam mała.
I może odeszłam, by już nie czekała
A może zostałam, by ona swe serce przy sobie zachowała.
Jak myślisz, czy słowa mają w sobie taką moc, że potrafią zmienić czyjeś życie? Z chęcią przeczytam coś bardziej rozbudowanego, jeśli zechcesz. ✌🏻
Uważam, że to my nadajemy im moc -
Naszym słowom poprzez to, jak się zachowamy po nich/ przed nimi, jaką ekspresję im nadamy, jak bardzo będą zgodne z tym kim jesteśmy, co będziemy chcieli nimi osiągnąć, jakiej odpowiedzi będziemy oczekiwać.
A słowom innym poprzez to, jak odbierzemy ich ton, ich emocje, czy będzie to coś, co chcemy usłyszeć czy nie, czy będzie to coś czemu chcemy nadać sens czy wręcz przeciwnie, czy będą to słowa z “jakiś” ust czy “tych” ust.
Więc czy słowa mają taką moc aby zmienić czyjeś życie ? Zależy czy chcemy by zmieniły nasze życie , czy chcemy nadać im takie znaczenia. Co z nimi zrobimy? Ile znajdziemy interpretacji? Myślę że ludzie przywiązują zbyt dużą wagę do słów, a raczej ich interpretacji - i doskonale to rozumiem, tak jest łatwiej.
Jest taka piosenka musicalu, z której jeden cytat zapadł mi szczególnie w pamięci “nie obiecuj nic, słowa nam nie służą”. Myślę, że to czyny nam służą i my sami - albo wręcz przeciwnie ;)
The word „love” has been pillaged and abused.
Do you know what that pain feels like?
When I suddenly fold into myself, and every inch of my body screams with presence. Every feeling scratches at me from the inside. And the pressure in my chest—like someone’s forced so much air into me I can’t stand, can’t breathe. Every movement, every sound, every glance hits like a wave of panic—cold, sharp, relentless.
And no pill, no cream, no patch can soothe it. No one can reach it.
That pain - that’s the one that truly terrifies me.
Maybe that's why no other pain really bothers me.
My voice doesn’t reflect my lowest and deepest thoughts.
"Może tylko nam odchodzenie wydaje się straszne?
Może bardziej cierpią Ci, co zostają?"
Czy zawsze już tak będzie?
Czy zawsze każdą ciszę w moim życiu będą wypełniać dźwięki, których nie zagrałam? Chwile, do których nie dotrwałam ? Ambicje, których nie spełniłam?
Nie żałuję decyzji, którą podjęłam 3 lata temu - można powiedzieć, że gdybym żałowała to tak, jakbym żałowała tego że żyję. Ale zawsze gdy zwalniam, gdy zatrzymuję się na chwilę przy sobie , myślę o tej “wyjątkowości” bycia tym kim byłam. Czy ta wyjątkowość to było ciężkie życie ? Brak snu? Ataki paniki? A może satysfakcjonujący ból palców po ćwiczeniu? Uśmiech po udanym fragmencie? Ulga po włożeniu całej duszy w utwór ? Ulga po spełnieniu oczekiwań wszystkich wokół mnie? Nie mam pojęcia czemu tak bardzo męczy mnie bycie kimś innym niż tym kim byłam. A jestem szczęśliwsza. Naprawdę jestem. I czuję do siebie ogromny żal, że tak myślę i wstyd-ogromny wstyd.
Może brakuje mi tej atencji, którą dostawałam za to że nie byłam tacy jak inni, że grałam inaczej, że grałam całą sobą, że pracowałam ciężko, że byłam dumą rodziny. Jeśli to właśnie o nią chodzi - to naprawdę muszę nienawidzić siebie, naprawdę jestem okropną osobą.
Wiem przecież, że teraz jak jestem studentką to i tak nie czyni mnie to taką samą studentką, co inni prawda ? Różnię się ? Nie ma innej takiej osoby jak ja? Nie robię dokładnie tego co inni i jak inni?
Więc pytam siebie jeszcze raz: czy zawsze tak będzie ? Czy już zawsze swoją wyjątkowość będę przypisywać tej osobie którą byłam kiedyś ?
ENGLISH ⬇️
"I fear the memory of all those people with whom I once shared something, but from whom I drifted apart into silence."
Zapragnęłam Cię, jak wiosny,
Jak ognia mroźną zimą,
Jak tlenu pośród lęków.
Zapragnęłam Cię, jak deszczu ciemnej nocy,
Jak krwi z niewidocznej rany,
Jak ust czerwieni moich - i Twoich - zimnych
Snujących po mej szyi.
Zapragnęłam Cię wsród cząstek mego serca,
Atrybutu prawdy,
Znamienia bieli,
Zapragnęłam Cię jak siebie, której szukam w odbiciu oczu lustra.
“my heart is still open, even though it’s been ripped, stabbed, and bruised a few times.”
“heart does get closed off after awhile but I still have hope there’s somebody out there made for me as I am for them” ”It’s all apart of growing up”
“I still believe love like it's your first time, other wise you're not loving at all” ”I became more guarded but not closed off.” ”Nigdy nie miałem takich myśli, że trzeba się zamykać na ludzi.”
Dostając wasze odpowiedzi na moje pytanie (odnośnie pozostania otwartym na innych/zamkniętym po ciężkim rozstaniu) pozytywnie się zaskoczyłam. Jestem wdzięczna za waszą nadzieję, serce pełne miłości, odwagi. Po tym jak zostaliście zranieni - pewnie nie jednokrotnie - nadal szukacie swojego miejsca, nadal walczycie o siebie, nadal ufacie i kochacie.
Mimo to jest wiele osób, które po rozstaniu, zranieniu postanawiają zamknąć się na innych. Niejednokrotnie rozmawiałam z osobami które mówiły mi, że już nigdy nikomu nie zaufają, że ludzie są okropni, że każdy chce cię okłamać, zrobić ci krzywdę. I było mi przykro kiedy tego słuchałam, a jednocześnie wiedziałam, że ten stan ich ostatecznie opuści. Sama przeżyłam wiele bolesnych rozstań. Zostałam oszukana, skrzywdzona, zdradzona, pozostawiona - niejednokrotnie. I mimo ogromnego ciężaru, bólu, który czułam w każdej części mojego ciała - nie zamykałam się na nowe życie, relacje, uczucia. Najgorsze moim zdaniem zawsze było wrzucanie wszystkich i wszystkiego do tego samego worka. Ja nie chciałam zostać tak oceniana więc nie robiłam tego innym. Wierzyłam w ludzi i w to, że każdy jest inny, jeżeli jedna osoba mnie zraniła wiedziałam, że nigdy nie spotkam już takiej osoby - identycznej. Ceniłam sobie poznawanie, odkrywanie tego, że każda nowa osoba w moim życiu pozwala mi poznać siebie ze strony której jeszcze nie znałam.
Ogólnie jeśli chodzi o ten cały temat “zamknięcia się, swojego serca” wydaje mi się, że dla naszego gatunku jest to niemożliwe żeby zostać tak na stałe - zamkniętym. Potrzebujemy ludzi, potrzebujemy akceptacji i podświadomie zawsze tego szukamy. Nawet jak stoimy na krawędzi, jedyne czego potrzebujemy to ręki która wciągnie nas z powrotem. To że uruchamiają się w nas mechanizmy obronne (już nie zaufam, już nie pozwolę się skrzywdzić) nie jest czymś złym - jakoś musimy się chronić, zachować ostrożność. Nie oznacza to jednak tego, że nie chcemy odzyskać tej wiary, nadziei. Mimo wszystko w końcu wejdziemy w kolejną relację i jeszcze kolejną, aż poczujemy się jak w domu.
“Może nie chodzi o to, by znów czuć to samo, ale by poczuć coś nowego” - napisała mi jedna osoba z was. I myślę że jest to wszystko co chcę wam przekazać przez tą wypowiedź. Jeśli nie spróbujemy znowu to zostaniemy przy bólu. Jeśli spróbujemy to poznamy cos innego - i może to będzie kolejny ból- ale nigdy nie ten sam- a może będzie to szczęście - takie którego nigdy nie doświadczyliśmy.
Nie zostawajcie w bólu , nawet jeśli to jedyne co obecnie znacie. Jest dużo więcej do poczucia w życiu.
ENGLISH VERSION⬇️