Na tę chwilę jestem tym powyżej! Synteza dusz zaczyna zbliżać się wielkimi krokami. Oddziały ds. walki z duszami wysłane na front. Na dniach powinna pojawić się faza oddalania. Jeśli nie, to wpadłam po uszy.
Misplaced Lens Cap
Xuebing Du
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
One Nice Bug Per Day
Keni
"I'm Dorothy Gale from Kansas"
NASA
wallacepolsom
Today's Document
PUT YOUR BEARD IN MY MOUTH
noise dept.

roma★

JBB: An Artblog!
will byers stan first human second
art blog(derogatory)
No title available
DEAR READER

JVL
No title available
Lint Roller? I Barely Know Her
seen from United States

seen from Gabon

seen from Malaysia

seen from United States
seen from United States
seen from Brazil

seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from Chile
seen from United States

seen from United States
seen from India

seen from Nepal
seen from Ukraine
seen from Iraq
seen from Ireland
seen from Australia
seen from United States
seen from United States
@siemamisia
Na tę chwilę jestem tym powyżej! Synteza dusz zaczyna zbliżać się wielkimi krokami. Oddziały ds. walki z duszami wysłane na front. Na dniach powinna pojawić się faza oddalania. Jeśli nie, to wpadłam po uszy.
10-12-2017
Wróciłabym do spraw sprzed roku, czy półtora. Nie wrócę, bo lubię tu zaglądać i mieć zagadkę co było przed, co po i co pomiędzy. Wszystkie poprzednie etapy schowałam do szuflady [przeterminowane], zrobiłam kopię do [znaczące] i [uczące]. I wystarczy.
Dawno Cię tu nie było, Misia. Co u Ciebie? Wróciłaś? Dopiero? Dopiero. Jak to człowiek goniąc za schematem potrafi zgubić gdzieś siebie... Ale jestem, cieszysz się?
Jestem w miejscu, w którym nie chciałam nigdy być, ale w tej chwili to jedyne co może zaprowadzić mnie do szczęścia. Nigdy nie byłam szczęśliwsza... O ile łatwiej, gdy widzisz drobne rzeczy, cieszące! Jest dobrze przecież. Przecież jestem zdrowa, mogę tańczyć, mam pieniądze i przyjaciół. Reszta jest do zdobycia za chwilę. I za chwilę wróci artyzm i wszystko wróci. I przyjdzie drugi człowiek, tak samo spragniony pięknych dusz jak ja. Trzeba tylko być duszą i nie uciekać.
POZNANIE
To nic.
Nic się nie wydarzyło, nie ma tematu. Żartowałam. Zapomnijmy. Nie szkodzi.
Matty and Adam perform Somebody Else at Channel 93.3 - May 2nd 2016 A Change of Heart in studio: https://www.youtube.com/watch?v=rI0q6YHdpto All rights go to...
Mogę już iść nową drogą?
Hiatus https://www.youtube.com/user/djhiatus https://soundcloud.com/hiatus https://www.facebook.com/hiatusmusic https://twitter.com/hiatusmusic https://sound...
Chciałabym dotknąć ostatnich w świecie ust.
niePOZNAnie
16:26
Wyobrażasz sobie? Czekać na coś całe życie i to dostać. DOSTAĆ TO, ROZUMIESZ?! Ale tylko na chwilę... Bo potem to samo coś, co Ci to coś dało, to coś Ci zabiera. I Ty żyjesz jedynie tą chwilą, w której miałeś wszystko. Nazywasz ją TĄ chwilą, żeby inne zwyczajne chwile nie mogły równać się tamtej. I nieważne, że właśnie zostałeś magistrem farmacji. Nieważne, że wygrałeś nowe najki w fejsbukowym konkursie. Nieważne, że od miesiąca autobusy miejskie jeżdżą nadzwyczaj punktualnie. Żyjesz tym co miałeś, co mogłeś... a już nie masz. I nie możesz. Ty, Człowieku, którego jeszcze nie znam, ale poznawać będę... Nie chcę Cię znać w ogóle, jeśli chcesz mi zabrać tylko chwilę. Zabierz moje całe życie, bo kolejny raz nie zniosę znów nie mieć. I nie móc.
Bądź
cierpliwa.
06-05-2015
Piszę, żeby nie zapomnieć. Nieczęsto mi się to przydarza. Bowiem są takie dni, że nie możesz spać i jeść. Śpisz 5 godzin i czujesz się wypoczęta, mimo, że sen to Twoje drugie imię. Jesz pierwszą z trzech kanapek, po czym wyrzucasz dwie pozostałe, bo czujesz się najedzona. Chorujesz, ale to przecież nie ma znaczenia. Wychodzą Ci dwie dolne ósemki i dopiero pod koniec dnia przypominasz sobie, że na takie dolegliwości ludzie biorą leki przeciwbólowe. Tłuczesz szklanki. Zostawiasz słuchawki w autobusie. Wyrzucasz do kosza łyżeczkę. Mocujesz się 15 minut z zamkiem używając nie tego klucza. Ale masz usta muśnięte czerwoną szminką. Masz na sobie ulubioną koszulę i skomplementowany złoty zegarek. Wydłużasz kreskę na oku, skrapiasz szyję perfumami. Uskrzydlasz się, nie ma rzeczy niemożliwych. Myślisz, marzysz, oczekujesz.
Jestem Misia. Mam 21 lat.
04-04-2015
Cześć. Dużo się zmienia. Nic nie jest już takie jak 5 lat temu, jak tydzień temu, jak wczoraj. Ale tak naprawdę nie zmieniło się nic. Tylko śmierć skreśla kolejne sekundy mojego życia.
Jestem na etapie poszukiwania siebie. Wydaje mi się, że jestem obrazkiem ułożonym z puzzli moich rodziców, babć, cioci i wujków. Próbuje znaleźć pierwiastek siebie. Z marnym skutkiem. Nie wiem kim jestem, nie wiem czego chcę, nie wiem kim mogłabym być. A jednak coś ciągle trzyma mnie przy życiu i każe szukać. Czy więc jest jeszcze nadzieja, że stawię sobie pomnik twardszy niż ze spiżu?
Tak poza tym, to głupieję. Studia wysysają mi mózg i resztki elokwencji. Nawet książki nie pomagają. Chcesz żebym napisała felieton o globalnym ociepleniu? Pozwól, że Ci o tym zatańczę. No cóż, przypau
21-12-2014
Zbliżają się święta, więc czas na słowo. Dojrzałam dziś do stwierdzenia, że tylko słowo może uzdrowić moją duszę. Toteż je popełniam. Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Im mniej jesteś świadomy, tym lżej żyjesz. Im mniej... tym bardziej potrafisz się zatrzymać. Ja idę w przód, czekam, kiedy powiem sobie "stop". A kiedy już powiem, na horyzoncie pojawi się nowy cel. Do osiągnięcia. Czy jest ktoś w stanie mnie zatrzymać? Tak bardzo bym chciała się pomylić co do słuszności mojej teorii. Póki co, jest gówno nie miłość. Jest gówno nie przyjaźń na zawsze. Jest gówno nie marzenia. Jestem zwykłym pionkiem, który po prostu osiąga kolejny level. Czy ja w ogóle jeszcze wierzę w cokolwiek? Niech ktoś mnie zatrzyma. Oglądam durne komedie romantyczne. Że niby święta to taki magiczny czas, że spełniają się marzenia i takie tam. Nono... Narzekam, a przez półtorej godziny filmu, byłam w stanie uwierzyć w te wszystkie durnoty. Obejrzę raz jeszcze. Obok leży kot. Nienawidzi mnie, ale ja go bardzo kocham. Chociaż wchodzi mi do szafy i śpi na mojej poduszce... Halo. Ja naprawdę potrafię kochać.
Wisiałam i spadłam. SPADŁAM. Apogeum. Cierpienie uszlachetnia, człowiek cierpiący to ciekawy człowiek. Nie oczekuj. W poniedziałek zawsze najwięcej energii. Zapamiętuj dobre chwile. Inspiruj się i bądź inspiracją. Tatuaż. Nigdy nie dostaniesz tego, czego tak naprawdę chcesz- pogódź się z teraźniejszością. Idź po ser. Podróż, plan. Szczęście w pół. Dojrzałam ja i moje życie dojrzało... do napisania książki.
Wracam, a może wyjeżdżam? Nie jest dobrze, nie jest źle, wiszę w czasoprzestrzeni.
Jeszcze wpadam, czy już wychodzę?
A nie mówiłam?
Dziś po raz kolejny otwieram swój pamiętnik, który powierzyłam tumblr'owi. Chciałam przeczytać jak bardzo się cieszyłam na wieść o przyjęciu mnie na wymarzone studia. Nie ma już tej radości, ale mogłaby wrócić. Nie mieć czasu, to dla takiego nadwrażliwca jak ja totalne zabójstwo. 20 minut w tramwaju w drodze na uczelnię, kolejne 20 z powrotem. 5 minut przed zaśnięciem, około 12 godzin w weekend.Tyle mam na zastanowienie się nad sobą, nad życiem, jego sensem, nad moimi przyjaciółmi i powrotem do domu. Już sama nie wiem, co mnie nadal pcha do przodu, może ten zwyczajny brak czasu? Może teraz moja skóra robi się mocna, gruba, odporna. Pytanie, czy tego chcę... Budzę się, serce bije mocniej, łzy napływają do oczu. Idę do łazienki, patrzę kilka minut w lustro i jest mi siebie szkoda. Jem śniadanie, zwykle nie całe z powodu zaciśniętego gardła. Jak co dzień, garść tabletek popijam kilkoma łykami wody, a później myję zęby. Ubieram najwygodniejsze rzeczy, spinam włosy w przypadkowego koka, pomijam staranny makijaż i ruszam na przystanek. Stoję z zaciśniętym gardłem i słuchawkami w uszach. Odwracam wzrok od oczekujących na "dwójkę", by nie padło pytanie "czy wszystko w porządku?". Później odwracam wzrok od oczekujących na "czwórkę" i wreszcie na "czternastkę", do której sama wsiadam. Codziennie ta sama para przyjaciół- chłopak z plecakiem i dziewczyna z dwoma długimi, brązowymi warkoczami. Jadę i myślę: "muszą długo się znać, tak jakby przyjaźń z podwórka", "może on coś do niej czuje?", "fajne ma ta laska warkocze, sama chyba ich nie plecie". Codziennie coraz baczniej się im przyglądam, w nadziei, że znajdę odpowiedź na te wszystkie nurtujące mnie pytania. W końcu wysiadają na Tuwima... Dalej zastanawiam się już nad sobą. Co dziś przyniesie dzień, czy będzie szczęśliwy i co zrobić, aby był szczęśliwy... Interpretuję różne sytuacje z rana, jako przesłanki o czekającym mnie dniu. Zaraz po tym przypominam sobie słowa Pana od kompozycji tańca, który powtarza nam w kółko - "nie oczekuj". Z tą myślą pokornie udaję się w stronę uczelni, mijając wielką fontannę w rzekomym kształcie waginy, Teatr Wielki, ruchliwą ulicę Jaracza i przystanek z "osiemdziesiątką szóstką" jadącą na dworzec. Kiedy już ktoś łaskawie przepuści mnie na przejściu, biegnę do windy, wciskam nr.3 i przez około 30 sekund jazdy przyklejam uśmiech i pogodny wyraz twarzy. Gorzej jak ktoś wsiada ze mną do windy, wtedy muszę to wszystko zrobić wcześniej. Czasem najwyraźniej słabo mi to wychodzi, bo słyszę "Misia dziś ma chyba zły dzień...". Wtedy uśmiecham się i mówię "nie... zmęczona jestem, nie wyspałam się" albo "nie mam siły po klasyce, też Cię bolą kolana?". Na tym zwykle dialogi się kończą, bo przychodzą zajęcia i rozważania egzystencjalne przy drążku. Na klasyce nie patrzę na innych, skupiam się na sobie i na swoich wahaniach nastroju. Przy plie myślę "zostaję", przy battement tendu w tył- "pakuję się", przy releve znów zostaję, a podczas fondu chciałabym mieć rakietę, która wystrzeli mnie z tego miejsca wprost na dach domu. Na współczesnym cały czas myślę o rakiecie, a na ludowym nie mam siły myśleć... Wykłady są w porządku, rytmika też i nawet kompozycja tańca. Tylko z kim się podzielić radością, bólem, wrażeniami... Wracam do mieszkania, w drodze myślę co kupić na obiad, czy mam wodę, pieczywo, co posprzątać, czy dziś zrobić białe, czy kolorowe pranie... Jadę windą na 11 piętro, przyklejam uśmiech, żeby po wejściu do mieszkania nie przestraszyć współlokatorów. Wchodzę, rozpakowuję zakupy, pytam co słychać. Robię obiad, czasem kolację. Jem i przygotowuję się na następny morderczy dzień. Czasem zadzwoni mama, której mówię o tym co dziś działo się na uczelni, której potrafię godzinę płakać w słuchawkę, ze jest tak źle, tak samotnie, tak ciężko... Że nie mam chwili wytchnienia, odpoczynku, że ciągle muszę pracować, że są dni w których chce mi się wymiotować na zajęciach, że chcę do domu. Pocieszam się tylko, że czasami bywa gorzej- zwykle wtedy, gdy śni mi się dom, moje łóżko, rodzice, zwierzęta. Po przebudzeniu mam emocjonalny paraliż, który przekłada się na wszystko co w robię w ciągu dnia. Upuszczam szklanki, opierdzielam się na klasyce, nie dokręcam piruetów, mam przykurcze w mięśniach- wszystko traci najmniejszy sens. Pisałam w którymś poście, że jak nie poznam tutaj nikogo, to mur beton popadnę w depresję. Pisząc to miałam nadzieję, że tak nie będzie. Jednak czarny scenariusz powoli się spełnia, nadchodzi apokalipsa na moje marzenia. Cel-dotrwać do końca semestru. Potem się spakować i zapomnieć o tym całym koszmarze. Mam dość stresu, samotności, presji, udowadniania komuś. Jestem za słaba, przyznaję.