Od jakiegoś czasu sama ustalałam sobie limity, bez sztywnych granic z góry nałożonych. Może to właśnie jest ten błąd? Większość z nas zna te diety na pamięć i próbowała nie raz dotrwać do końca z różnym skutkiem. Jutro jest środa, środek tygodnia, koniec miesiąca... Ale zaczynam od jutra, od tej chwili, nie mam zamiaru czekać bo od poniedziałku, bo od początku miesiąca... Nie na tym polega samodyscyplina. Jedzenie to tylko jedzenie... Planujmy co będziemy jeść, do limitu. Żeby przez przypadek nie zjeść czegoś ponad...
3...2...1... Zaczynamy!
Ten post był moim nowym początkiem prawdziwej przemiany. Po schudnięciu dużej liczby kg chciałam wrócić do normalnego jedzenia. Szybko normalne jedzenie przerodziło się w jedzenie ponad bilans.
Czuję że stoję na krawędzi między przytyciem a ogarnięciem się względem jedzenia.
Codziennie obiecuje sobie, że zjem mniej i tak już od nowego roku 😆 mamy półtora miesiąca. Przytyłam gdzies około 3 kg. Źle mi z tym, nawet jeśli część to woda, reszta to tłuszcz.
Wróciłam do tego postu, żeby przypomnieć sobie początki. I co widzę ? Moje piękne bilanse po 50-200 kcal. Byłam wtedy wolna od jedzenia. Myślałam życiem, a nie co zjeść żeby było dużo a mało kcal. Ciągłe myśli o jedzeniu, żeby się najeść. Uciekanie od głodu za wszelką cenę. To przestaje być zdrowe. Czuję jakby jedzenie zawładnęło moim życiem.
Czas się obudzić. Ten post to jak kubeł zimnej wody. Chce się obudzić i żyć







