Prawda jest taka, że tęskniła. Tęskniła za rozmowami i uśmiechami. Tęskniła nawet za niezręcznym spojrzeniem. Chociaż przede wszystkim tęskniła za zrozumieniem. Jakimś dziwnym, pokrętnym zrozumieniem - niedopracowanym, takim które jest, ale właściwie za chwilę może go nie być. I dlatego też nie tęskniła. Za tym poczuciem bezradności i niepewności. Czy ta rozmowa ma drugie dno? Nie tęskniła za oczekiwaniami, tymi realnymi, czy tymi wyobrażonymi. Nie tęskniła za rozmowami i spojrzeniami. Tęskniła i nie tęskniła. Jakby coś się skończyło za szybko i za późno jednocześnie. Niektórych słów się już nie cofnie. Pozostało kilka wspomnień, tych lepszych chociaż wciąż przeplatanych strachem i kilka pięknych cogdybosiów, które nigdy nie miały szans się spełnić i już nie mają. Może jakaś nadzieja, że jednak coś wróci, choć powrót oznaczałby pewnie powtórne zagubienie. Dlatego to nadzieja malutka, wychylająca się gdzieś z głębi umysłu, bo mimo wszystko coś się straciło. A może zyskało? Może trzeba zrobić bilans znajomości? Czy ktoś go kiedyś robił? Czy to wypada? Czy powinna go zrobić? I wymienić co? Kilka lepiej przespanych nocy, kilka gorzej, niepewność z bezradnością naprzeciw spokoju. Spokoju? Uczucia da się wpisać w tabelki? Matematyka! Tylko od czego zacząć. Jakiś x, jakieś liczby. Wzór na co? Wykres, równanie? Chyba nie wypada, chociaż dałoby logiczne odpowiedzi. Tylko gdzie tu logika gdy mówimy o uczuciach. A prawda jest taka, że tęskniła.