Remis
W tak skwarny dzień, jak ten, otworzenie zamrażalnika wydawało się przynosić ze sobą ogromną ulgę. Zimna mgiełka oplotła piegowate policzki, powodując dreszcz przyjemności, rozchodzący się po całym ciele i stawiający drobne włoski na ciele do pionu. Rozgrzane dłonie wydawały się niemalże parować, zetknięte z do bólu zimną metalową tacką. Szybko jednak zamknął za sobą zamrażalkę, a tackę wypełnioną zamrożonymi trójkątnymi kawałeczkami arbuza, odłożył sprawnie na blat. Przełożył owoce na duży, zielony jak arbuzowa skórka talerz i wyszedł na patio. Katsuki siedział w cieniu drzewa, choć nie dawało to zbyt wiele podczas takiej pogody. Usłyszawszy otwierające się drzwi balkonowe i skrzypiącą pod nogami Izuku podłogę, otworzył do tej pory przymrużone oczy. Spokojne, może nawet trochę zmęczone spojrzenie czerwonych oczu, szybko skrzyżowało się z bardziej wesołym, lecz równie rozluźnionym i spokojnym spojrzeniem zielonych. Izuku uśmiechnął się szerzej, nie ukazując jednak zębów i szybko przysiadł się obok Katsukiego, kładąc talerz na świeżo skoszonej trawie. Oboje bez pytania sięgnęli po zmrożone owoce. -To jest lepsze niż jakiekolwiek lody. -powiedział Katsuki, czując jak orzeźwiający, słodki, ale nie zbyt mocno, sok rozlewa mu się w ustach. Wypluł pestki przed siebie. -Mch, dobre, nawet bardzo, ale chyba nie przebije gałki waniliowych lodów. -powiedział wesoło, także wypluwając pestkę, trochę dalej niż Katsuki. Blondyn zmarszczył brwi, widząc to. -Czy to wyzywanie? -spytał groźnie, patrząc na Izuku z ukosa. On za to przechylił głowę, nie rozumiejąc, o czym mówi Katsuki. Kiedy sens tych słów stał się dla niego klarowny, roześmiał się, marszcząc przy tym prosty nosek i eksponując bardziej policzki. Przykrył usta dłonią, a kąciki ust Katsukiego powędrowały nieznacznie w górę. -Może być, jeśli chcesz. -odpowiedział w końcu Izuku, kiedy już trochę uspokoił. Starł nadgarstkiem cieknący mu po brodzie sok i wziął sporego kęsa, podobnie jak Katsuki. -Mmm, tylko się nie zdziw. -powiedział niewyraźnie blondyn, przełykając delikatny miąższ. Spojrzał na Izuku, który z policzkami wypełnionymi arbuzem, wyglądał jak chomiki, w tych zabawnych filmikach na intrenecie. Nie, żeby Katsuki takie coś oglądał. Izuku, z tak wypchanymi po brzegi policzkami, posyłając mu prowokacyjnie spojrzenie, wyglądał jeszcze zabawniej i jeszcze bardziej uroczo, przez co Katsuki nie mógł powstrzymać rozbawionego śmiechu. Odchylił się nieco do przodu, czując, jak braknie mu tchu, tak bardzo w pewnym momencie zaczął się śmiać. -Phi, skoncentruj się Kacchan, to poważna sprawa. -zaśmiał się Izuku, podzielając rozbawiony śmiech Katsukiego, który był tak absurdalnie zaraźliwy. -Z quarkiem, czy bez? -zdołał wykrztusić Katsuki. -Jeśli użyjemy quarków, to te pestki stanął się potencjalnym narzędziem zbrodni, więc lepiej nie. -I tak cię pokonam, wiesz o tym. -raczej stwierdził, bo nie oczekiwał odpowiedzi. I zaczęli pluć. Pierwsze dwie rundy wygrał Katsuki, następne trzy Izuku, ale końcowo -zremisowali. -Nie mamy już arbuza. -stwierdził Izuku, patrząc na pustą tackę. -No, ale nie lubię pieprzonych remisów. -fuknął w przestrzeń przed sobą. Na chwilę zapadła między nimi cisza. Nie należała jednak do tych nieprzyjemnych. Może nie patrzyli na siebie, ale czuli się wystarczająco szczęśliwi, siedząc obok siebie, czując obecność tego drugiego i to, jak schodzące z horyzontu słońce, sprawia, że wokół nich robi się coraz przyjemniej. -Dla mnie i tak jesteś najlepszy Kacchan. -powiedział w końcu, odwracając głowę w stronę Katsukiego. Podsunął się trochę bliżej i bez ostrzeżenia, pocałował chłopaka w policzek. Katsuki drgnął nieprzygotowany ani na komentarz Izuku, ani na dotyk miękkich, lepkich jeszcze od arbuzowego soku ust. Poczuł, jak jego twarz zaczyna płonąć, a temperatura, która jeszcze przed chwilą wydawała się uciążliwa, zdawała się teraz niczym. Czuł, jak dreszcz rozchodzi się po łuku jego kręgosłupa, ostro i szybko prostując go. Izuku uwielbiał wprawiać Katsukiego w zakłopotanie, choć tak naprawdę rzadko kiedy robił to celowo. Uśmiechnął się więc delikatnie, widząc reakcję blondyna i przysunął się trochę bliżej, opierając głowę o jego ramię. Katsuki nieśmiało objął Izuku, z ciągle niezdrowo czerwoną twarzą. -O-oczywiście, że jestem lepszy, co ty sobie myślisz Deku? -warknął, choć drżący głos, sprawił, że Izuku tylko mocniej się w niego wtulił. Oboje czuli przyjemne ciepło swoich ciał i oboje czuli się naprawdę dobrze razem. Izuku przymknął oczy, czując jak Katsuki powoli rozluźnia spięte mięśnie i opiera się nieco wygodniej o niego. Kędzierzawe włosy łaskotały mu teraz przyjemnie brodę. Czuł jak krew z jego twarzy, znów zaczyna odpowiednio krążyć, więc westchnął zadowolony i spokojniejszy, by po krótkiej chwili także przymknąć zmęczone oczy. Izuku, mimo muskularnego ciała wydawał się miękki, prawie jak pluszak. Siedzieli razem, pod tym starym, rozłożystym drzewem, opierając się o jego pień i nie wiedzieli, ile razem trwali w ciszy, wtuleni w siebie, słuchając nawzajem bicia swoich serc, i głębokich, spokojnych oddechów. Delektowali się tym czasem, w którym nikt im nie przeszkadzał i nie miał przeszkodzić, aż platynowa tarcza księżyca nie zaświeciła nad ich głowami. W końcu, oboje stwierdzili, że czas wrócić do środka. ________________ Arbuzowy shot. Szczerze, to sama zawsze chciałam z kimś zrobić coś podobnego, ale żaden mój znajomy nie lubi arbuzów :” ) Poza tym, mam nadzieję, że będzie się wam podobać. Dziękuje, za każdy komentarz, bo może jest ich jeszcze niewiele, ale dodają mi otuchy i siły do pisania!















