Lubię patrzeć na ładne rzeczy. Jednak… pomimo, że technologia realizuje nasze sny (i koszmary) zdarzają się rzeczy, które zachwycają bez jej udziału.
Można powiedzieć, że ten taniec został poniekąd wyniesiony do sfery sacrum. Ludzie gromadzą się w teatrach by go oglądać. Znajomość savoir vivre’u co prawda szwankuje w XXI wieku, ale każdy wie mniej więcej, że teatr to miejsce gdzie w dresie pojawiać się nie należy.
Teatr Narodowy będący warszawską świątynią baletu ma wyjątkową atmosferę. Elegancki wystrój, podniosły charakter i nader kulturalna obsługa. Bufet również jest inny. Tam nie uświadczymy lemoniadek w proszku znanych z teatrów, które nastawiły się na publiczność dziecięcą wyczekującą tylko dzwonka na przerwę, by dopaść upragnionych, drogich świństw…
Na deskach tego teatru odbywają się pokazy baletowe. Zachwycają starszych i młodszych. No i ci tancerze baletowi…
Delikatni. Poruszający się jak piórka, z niebywałą gracją. Piękni. Wspaniali. Niesamowici. Po prostu doskonali.
Nic dziwnego, że małe dziewczynki chcą ich naśladować i mówią, że zostaną baletnicami.
Mimo to większość z nich nimi nie zostaje. Bo każda z nich w miarę upływu czasu, dowiaduje się z czym ta doskonałość niestety się wiąże.
W pewnym momencie dowiadują się na czym polega nauka w szkole baletowej.
Od przyszłych baletmistrzów wymaga się bowiem bardzo dużo. Często te wymagania są wręcz nieludzkie. Droga na deski teatru wiedzie przez wyrzeczenia i wypełnianie zadań narzucanych przez nauczycieli. Kto się nie podporządkuje – wypada z gry.
Większość wielkich afer kreuje swoich uczniów-baletmistrzów i trenerów, którzy nadzorują swoich podopiecznych. Nie mogą im co prawda niczego zabronić, ale kiedy nie spełniają postawionych im wymagań są postawieni pod krytyką.
Trenerzy oczekują nienagannych ruchów i zachowań godnych stanowiska, które uczniowie niezamierzenie otrzymali.
Kiedyś podobnie wystawiano oczekiwania wobec ludzi. Mieli mówić to czego się od nich chce, potępiać tego kogo trzeba i brać ślub z tym z kim się powinno.
Tylko, że te czasy minęły.
Bardzo dobrze zauważyłam te relację „baletową” przy okazji sprawy Ewy T. opisanej przeze mnie w poprzednim poście.
Jako jej byli uczniowie zauważyliśmy jak opinia publiczna nagina fakty. O metodach nauczycielki uznanych za „SS-mańskie” lub przejaw koszmarnej tyranii wobec kolejnych niewinnych dzieci (krew leje się dalej)…
Nagle szkoła w ciągu kilku dni zaczęła być postrzegana jako miejsce kaźni(takie porównanie jeszcze nie padło, ale w końcu pewnie się doczekamy).
I chcieliśmy te fałszywe informacje sprostować (w końcu prawda to cenna rzecz).
Napisano list, który wyjaśniał kwestię „koszmarnego” regulaminu czy ogółem metod Ewy T. Poparło go 231 osób. Oczywiście sprawa nie mogła nie wywołać burzy.
Przyszli trenerzy do swoich uczniów zdenerwowani („Jak tak można?”). Kroki nie takie jak być powinny.
Ponieważ Ewa T. to potwór, który każdym swoim zachowaniem zdradza swoją chorą psychikę. Niemożliwe, żeby ktoś taki mógł być dobrym nauczycielem. Przecież ten regulamin… ten wywiad z gazetki… wszystko temu przeczy czyż nie? A jak ktoś taki może w ogóle zasługiwać na życie? Na stryczek z nią!
I tutaj uczniowie zawiedli ich oczekiwania. Nie przyszli grzecznie i nie zaczęli postulować o karę śmierci, ale o sprostowanie niekorzystnych dla Ewy T. faktów.
Trenerzy się zastanawiali. Gdzie jest ten błąd w sztuce, który sprawił, że mówią takie karygodne rzeczy? Przecież to co twierdzą ci heretycy to nie może być prawda.
Ale znaleźli rozwiązanie problemu.
Ich uczniowie zostali zmanipulowani przez Ewę T. Niewątpliwie użyła swojej psychopatycznej osobowości, żeby ich zastraszyć i zmusić do tańczenia pod swoją komendę.
Teraz odeszła. Dzieci są bezpieczne, ale jak widać kontakt z psychopatką zrobił swoje… Pozostał syndrom „helsiński”. I trzeba tym dzieciom teraz pilnie psychologa, bo z nimi jest coś nie tak…
Trochę jak w opowiadaniu „Lolo” Sławomira Mrożka. Wcisnęli nie ten klawisz co trzeba. Nie będzie dla nich słoninki. Dla tych cynicznych degeneratów… O nie, nie!
I tak się każdemu przy okazji dużych afer wymyśla jaką rolę ma spełnić. Staje w świetle reflektorów, ale nie po to by być podziwianym, ale po to żeby mówić czego łaknie tłum.
A jeśli się odmówi? Krytyka, obraza lub stwierdzenie problemów z psychiką.
Uczyła cię morderczyni? To każda Twoja wypowiedź ma być pełna jadu i goryczy. Nawet jeśli dobrze spełniła się jako nauczyciel to milcz o tym, albo przypomnij sobie jak bardzo cię katowała (Nie przypominasz sobie? Myśl dalej! Tak długo aż coś wymyślisz…).
Nieważne są „Twoje fakty”. Wszak trenerzy wiedzą najlepiej (a najlepsze ze wszystkich są mity)…
I tak dyskusja w sprawie Ewy T. zmierza w jakąś dziwną stronę.
W miarę upływu czasu pojawiają się kolejne ciekawe określenia na jej byłych uczniów.
Że ciekawe ilu z nas będzie miało podobne wyniki… jeszcze więcej specjalistów wzywa się na pomoc i więcej syndromów się wynajduje…
Nie wiem jak pozostałe 230 osób, ale ja nie będę grać jak życzy sobie lud. Nie zmienię swojego stanowiska, bo komuś się to kłóci z jego obrazem psychopatycznego mordercy.
A jeśli chodzi o moje rzekome problemy psychiczne…
Muszę przyznać, że nigdy tyle się o sobie nie dowiedziałam ile przez ostatnie kilka dni.
Za wszystkie diagnozy i za inne miłe słowa ich autorom serdecznie dziękuję(a szczególnie za syndrom "helsiński").