kto jest winny?
Kiedyś na lekcji fizyki nasz kolega z klasy zachowywał się dosyć głośno. Nauczycielka zdenerwowana postawiła mu jedynkę i kazała przyjść do tablicy rozwiązać zadanie. Kolega usiłował ją przebłagać by cofnęła złą ocenę, ale ona tylko powiedziała sympatycznym tonem „chodź to tablicy, bo dostaniesz zaraz kolejną”. Nader dowcipny kolega rzucił znaną kwestię Bogusława Lindy „co ty wiesz o zabijaniu”…
Kilka dni temu okazało się, że niestety nauczycielka w kwestii zabijania ma akurat do powiedzenia bardzo dużo, bo była to Ewa T.(znana pod tymi zmienionymi personaliami internautom) – zabójczyni 6-letniego wówczas Tomaszka(zainteresowanych kieruję do poszukania informacji na temat Daniela Litwiniuka zamordowanego na początku lat 80).
Sprawa została nagłośniona przez Mariusza Szczygła na łamach Dużego Formatu. Bo jak to się stało, że ktoś kto skatował małego chłopca, kto rozbił mu talerz na głowie, bił go pasem do krwi i odmówił szklanki wody gdy ten już konał, okazuje się być dziś odnoszącym sukcesy w życiu zawodowym nauczycielem, znajdującym się na wysokim stanowisku w MEN-ie?
Taka rzecz nie mogła nie wywołać fali oburzenia. Większość ludzi jednak pochyla się nad cierpieniem małych dzieci, a jeszcze więcej zainteresowanych jest sensacją(smutne, ale jakże prawdziwe).
Niedługo po pojawieniu się artykułu pojawiły się powiązania z moją szkołą, więc postanowiłam poszukać nieco informacji na ten temat. Przeczytałam artykuły z lat 80 gdzie opisano całą zbrodnię niezwykle dokładnie(zeznania z procesu) oraz gdzie winni pojawiają się pod prawdziwymi danymi. Potworne rzeczy jakie zostały tam opisane nie tylko mi zjeżyły włos na głowie.
Choć nie mieliśmy oficjalnego potwierdzenia to zbyt dużo rzeczy pasowało do naszej byłej nauczycielki fizyki. Domysły przestały być domysłami i rozpętała się dzika wojna.
Ludzie zaczęli dzwonić do Ewy T., dyrekcji szkoły. Masowo zaczęli publikować także swoje opinie na Facebookowym profilu liceum. Co więcej zaplanowano akcję polegającą na rzucaniu przed szkołą sznurówek(za zgubienie właśnie sznurówki mały chłopiec został skatowany na śmierć).
Nawoływanie do linczu, nagonki i opamiętania się rodziców. „Jak oni mogą posyłać dzieci do takiej szkoły”? No i krytyka dyrektorki „czy ona nie sprawdza kogo zatrudnia”?
I teraz należy kilka rzeczy wyjaśnić.
Z punktu widzenia rodziców i uczniów. Nie mieliśmy pojęcia kim jest naprawdę osoba, która wykładała fizykę. Znaliśmy ją jedynie jako nauczycielkę. Fakty są faktami, a musielibyśmy potwornie skłamać gdybyśmy powiedzieli, że nas biła i traktowała źle. Była jedną z bardziej równych nauczycielek. Większości z nas nie udałoby się bez jej pomocy zdać fizyki. Taka jest prawda. A ten regulamin, który zaczął krążyć po sieci jako dzieło niczym spod ręki SS-mana? Nie funkcjonował. Pani utrzymywała dyscyplinę za pomocą jedynek, ale dostawali je tylko Ci którzy na nie zasłużyli. Na koniec drugiej klasy byliśmy jej wdzięczni za wszystko co dla nas zrobiła.
I taka jest prawda. Nie zmienimy jej nagle dlatego, bo się okazała być kimś z morderczą przeszłością. Nie powiemy, że była zła dla nas, bo to się kłóci z czyimś obrazem kata i oprawcy.
Tym samym nie pochwalamy jej czynu. Bycie dobrym nauczycielem, a oprawcą w zaciszu domowym to dwie oddzielne sprawy. Nie bez przyczyny mówi się o dwóch twarzach. Zapytajcie uczniów tej pani z poprzednich szkół albo tych z początku lat 80 czy wiedzieli, że po pracy bije dziecko do krwi?
Tutaj pojawia się aspekt samej Ewy T. Nie jestem kryminologiem, ale nie muszę takowym być, żeby wiedzieć, że kiedy ktoś jest mordercą to nie pisze sobie na czole co zrobił i nie stawia znaków „tu mieszka zwyrodnialec”. Gdyby tak łatwo można było poznać kto jest kryminalistą to o Fritzlu dowiedzielibyśmy się o wiele szybciej. W reklamowanym ostatnio na jakiejś stacji programie o seryjnych zabójcach(podajże na Universalu) pada zdanie, że zwykle są to ludzie bardzo uroczy.
A jak najbardziej naturalnym odruchem jest to, że winny chce się zrehabilitować. Słyszymy historie kiedy zdradzający partner usiłuje przebłagać swoją byłą drugą połówkę i uzyskać przebaczenie. Kiedy usłyszy „nie” wie, że musi odejść. Pytamy się czemu w ogóle próbował, bo to przecież bezczelność, ale jak stara mądrość głosi „tonący brzytwy się chwyta”.
I tak samo czy nie jest to normalne, że Ewa T. chciała się zrehabilitować i wrócić na stare tory do dawnego życia, które zostało przerwane przez odsiadkę w więzieniu? Pytanie kto nie powiedział tego „nie”, którego brak spowodował jej powrót do pracy z dziećmi. Kto by zrezygnował z możliwości skoro taka się pojawiła? Pragnę przypomnieć, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem(sic!).
Oskarżenie dyrektorki tym bardziej jest bezpodstawne. Że nie sprawdziła? Szczęśliwie nie została wychowana przez system, w którym każdy każdego inwigiluje. Jej rolą było wymagać od Ewy T. dokumentów uprawniających ją do pracy w zawodzie. Internetowi oskarżyciele zapomnieli, że jeszcze niedawno brali udział w dyskusji o zatrudnieniu do pracy krytykując pracodawców sprawdzających profile na Facebooku. Jak można tak inwigilować kogoś i nie zatrudniać go ze względu na kompetencje, ale po dogłębnej analizie jego zdjęć na portalu społecznościowym(czy nie upija się zbytnio)?. Ale to, że dyrektorka nie posunęła się do tego kroku i polegała bardziej na oficjalnych dokumentach niż Google’u to już jej straszliwa wina. Czuć hipokryzję, nieprawdaż?
I teraz powiem Wam kto jest winny. Znajdę tego kogo tak bardzo chcecie mieć na talerzu. Przypomnę tylko, że nie szukamy tego kto zabił małego Tomaszka. Tę informację znamy. Szukamy tego kto pozwolił tej pani powrócić do pracy z dziećmi. Powiem kto to jest. To ten kto dał jej tę możliwość, wystawił papiery poświadczające jej niekaralność, a następnie wpuścił ją na szczyty. Czyli system prawny naszego kochanego państwa. To on odpowiada za to kto do czego ma uprawnienia w tym kraju i jakie jest prawo.
A lincz się szykuje. Tomaszek nie żyje od ponad 30 lat. Pomimo, że Ewę T. zwolniono w trybie natychmiastowym, telewizje zjechały się w piątek pod moje byłe liceum. Wszyscy już wiedzą, w której to szkole „takie rzeczy się wyprawiają”. Wypisują żale na Facebooku, chcą organizować akcje…
I ukarzą, ukarzą i to surowo. Szkoda tylko, że ich kara spadnie na uczniów, którzy od tej pory uchodzą za biedne, zmanipulowane dzieci. Teraz już wszyscy wiedzą, że są „TYMI” uczniami z „TEJ” szkoły. Na nich i na dyrektorce, która pewnie odbyła najcięższą rozmowę w swojej karierze spada Wasz gniew nieskończony, a ja tylko powiem, że rząd odetchnął. Wydał oświadczenie ku zadowoleniu ludzi, którzy na szczęście poszli krytykować szkołę, a nie państwo.
A Ewie T. pewnie nikt teraz nie przeszkadza. Pije herbatkę w swoim mieszkaniu(gdzie to jest wszyscy wiedzą), odczuwając jakąś tam gorycz, że się nie udało, ale cóż… przynajmniej ma święty spokój.










