Trochę Gdyni: "Bez Wstydu" (reż. Filip Marczewski)
Co prawda nie ma mnie w Gdyni (trochę z tego powodu cierpię, ale powody są istotne i wkrótce się upublicznią - i nie, nie chodzi o ciążę!) ale spora część filmów prezentowanych w konkursie jest mi już znana. Na tej podstawie nieśmiało wysnuwam twierdzenie, że w tym roku konkurs jest słabszy, niż w zeszłym, kiedy w szranki stawały choćby "Róża", "Lęk wysokości" i "Ki"...
Tym, których ciekawi przebieg Festiwalu, proponuję równoległe śledzenie relacji z różnych źródeł: co redakcja to obyczaj. Typowanie faworytów zależy od subiektywnych gustów, a te potrafią się bardzo rożnić. Swoje serwisy Gdyńskie mają chyba wszystkie liczace się portale, jest więc w czym wybierać.
"Bez Wstydu" obejrzałam w Krakowie, w trakcie Festiwalu Off Plus Camera. Trudno było mi wysiedzieć do końca, w międzyczasie włączył się system zirytowanych sapnięć i fotelowego wiercenia... Dla mnie Marczewski wpadł w sidła pretensji po uszy. W nagłówkach zapowiedzi filmu czytamy, że „Bez Wstydu” przekracza granice kulturowego tabu. Film opowiadać ma o „grzesznej miłości, erotycznej fascynacji i zakazanym uczuciu”. Warto na wstępie zaznaczyć, iż te szumne deklaracje są o wiele bardziej kontrowersyjne niż sam film. Bo choć „Bez wstydu” rzeczywiście wplata w fabułę odważne obyczajowo wątki, bynajmniej nie czyni tego bezwstydnie.
Zapraszam do lektury mojej recenzji filmu na stronie Portalu Filmowego
Foto: materiały dystrybutora, Interia.pl