Najlepsza (jak dotąd) niedziela w tym roku
W oczekiwaniu na wiosnę, kupiłam dziś ponczo. Niebawem będę przecież go potrzebować, bo wiosna w końcu przyjdzie. Odmierzam zimowy czas weekendami.
Podczas ubiegłotygodniowej odsłony “zaskocz mnie niedzielo” wybraliśmy się po raz pierwszy w tym roku z Urwisem na długi spacer do parku.
Ta mina wyjaśnia, czy pies Urwis był zadowolony z takiego obrotu sprawy. ;))) W parku było zamarznięte jezioro, więc bieganie przeradzało się czasem w ślizganie, co jedynie zwiększało psią frajdę. W sumie nie tylko psią, bo niedziałający psi ABS rozbawił wielu będących w okolicy spacerowiczów.
Korzystając z przyjemnej pogody podeszliśmy na pobliski pchli targ.
Można tam znaleźć przysłowiowe szwarc, mydło i powidło. Lubię czasem zaglądnąć na taki flohmarkt, bo przy odrobinie szczęścia można znaleźć takie oto cacka:
Spodziewalibyście się znaleźć u Turka taką lalę? To moje najlepiej wydane 5 euro w styczniu 2017 roku.
Kolejnym punktem niedzielnego popołudnia było poszukiwanie mieszkania, co jest dość standardowym sposobem spędzania wolnego czasu w Berlinie. Mam dach nad głową, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Do oglądania było 3 pokojowe mieszkanie na poddaszu. Co zastałam po wejściu do kamienicy? Pielgrzymkę.
Tak wygląda typowe zwiedzanie mieszkania, nie żartuję. Jakoś się w końcu te mieszkania znajduje, więc trzeba po prostu być cierpliwym.
To konkretne mieszkanie dostał akurat ktoś inny. W sumie nie żałuję, bo nie jestem pewna, czy chciałabym mieć sąsiadów, którzy trzymają na podwórku klatkę z ptakami.
Pół biedy, gdyby te ptaki były żywe...
Aby nie pozostawiać Was w atmosferze zniesmaczenia, pokażę Wam jeszcze migawkę ze spaceru w okolicy Rathaus Steglitz.
Nawet moje wyluzowane niedziele nie są w stu procentach przepełnione tylko pozytywną energią. ;) Choć czasem los stawia mi na drodze niespodzianki w stylu klatki z wypchanymi ptakami, staram się skupiać na pozytywach. Dokładnie to samo polecam Wam. Inaczej byśmy zwariowali. :)))