"Wiem, że już NIGDY NIE BĘDĘ SAMA!!!"
To miało być nasze kolejne spotkanie po tym pierwszym, po latach, bo odkąd wyjechałam do Hiszpanii, widzieliśmy się zaledwie jeden raz, ale i to wystarczyło, by obudzić uśpione uczucie, które swoim wybuchem ostatecznie zmieniło zdarzeń bieg...
Przypomniałeś mi, że się umówiliśmy w parku, ale miało to wyglądać na "przypadkowe" spotkanie. On Ciebie nie znał, być może wspomniałam mu kiedyś, że mam "przyjaciela" ze szkolnej klasy, którego bardzo lubię, ale nic poza tym. Nic na temat mojej dawnej miłości do Ciebie.
Czekałeś w umówionym miejscu, kiedy weszliśmy do parku. Udawałam zaskoczoną ze spotkania, Ty miałeś ze sobą rower, jak się później okazało - pożyczony od kolegi. Dość długo rozmawialiśmy we trójkę, kiedy córka bawiła się na placu zabaw. Po dłuższym czasie postanowiliśmy, że trzeba iść do domu. Ja byłam głodna, córka też musiała zjeść obiad. Poszliśmy drogą nad rzeką i weszliśmy na dzikie tereny, gdzie można spotkać jedynie rybaków. Piliśmy piwo. On szybko się podchmielił i opowiadał to, co zawsze i każdemu nowo poznanemu człowiekowi - o swojej nacji i "kulturze". Zrobiliśmy kilka zdjęć nad rzeką "na pamiątkę", jakie to było dziwne, że on niczego się nie domyślał i nawet niczego nie zauważył! Nie chcieliśmy się rozstawać, więc postanowiliśmy, że później przyjdziesz do mnie do domu i porozmaiwiamy sobie na spokojnie przy piwie, kiedy córka będzie pod opieką babci.
Przyszedłeś zaraz po obiedzie. Siedzieliśmy u mnie w pokoju - Ty na tapczanie, on - na krześle przy laptopie, a ja - jak zwykle - na podłodze (może na pufie, ale nie jestem pewna). Rozmawialiśmy półsłówkami o "naszych" sprawach, z grzeczności zwracając uwagę na jego zachwyty nad swoją "rasą" i udawaliśmy, że interesują nas zdjęcia i filmiki, które on wyszukiwał w internecie, aby pokazać z jakiej nacji się wywodzi. Ja już znałam to niemal na pamięć. Zanudzał tym każdą nowo poznaną osobę. On zajęty komputerem siedział tyłem do mnie, bokiem do Ciebie i nie widział naszych spojrzeń, uśmiechów i iskier w oczach. My podśmiechiwaliśmyh się z jego zachowania, mrugając do siebie porozumiewawczao, w końcu znaliśmy się od wielu lat, nawet, jeśli przez kilka się nie widzieliśmy i w większości rozumieliśmy się bez słów. Byliśmy blisko siebie i ja ukradkiem dotykałam Twojej nogi swoją. Popijaliśmy piwo, być może włączyłam jakąś muzykę, ale nie bardzo zwracaliśmy na nią uwagę. Pokazałam Ci moje filmiki, które stworzyłam do piosenek "She's the sun" i " Jolka, Jolka", kiedy za Tobą tęskniłam. W międzyczasie się ściemniło, a po kilku mocnych piwach on "odpłynął". Po prostu usnął na kanapie (wcześniej przesiedliśmy się, abym i ja mogła skorzystać z komputera).
Kiedy on chrapał w najlepsze, w końcu mogliśmy porozmawiać o NAS bez przeszkód i bez ceregieli. Wiedziałam, że szybko się nie obudzi, ani, że nas nie usłyszy, a jeśli nawet, to niczego nie będzie pamiętał. Miał bardzo słabą głowę. Ten krótki czas mieliśmy wyłącznie dla siebie. Musieliśmy wyjawić sobie, co czujemy, wytłumaczyć, co wydarzyło się w międzyczasie w naszym życiu i zastanowić się nad NASZĄ wspólną przyszłością. Nie miałam żadnego planu, jak zakończyć tamten związek, nie wiedziałam, co dalej, ale ufałam przeznaczeniu. Jak zawsze. W tamtym momencie cieszyłam się chwilą obecną, tym, że mogłam patrzeć Ci w oczy, dotykać Cię ukradkiem i rozmawiać z Tobą o moich uczuciach, o tym wszystkim, o czym nikomu innemu nie mogłam powiedzieć. O moich snach o Tobie, o skrywanej tęsknocie, o marzeniach, o przeszłości i o tym, jak mocno wpłynęła na teraźniejszość. W tamtym momencie byłam naprawdę szczęśliwa, chyba pierwszy raz od co najmniej dwóch lat! Jednak wszystko co dobre, musi się kiedyś skończyć. Było dość późno. Wypadało, byś o tej godzinie poszedł już do domu. Nie chcieliśmy przecież wzbudzać żadnych podjerzeń, przynajmniej na razie... Poszłam odprowadzić Cię do drzwi. Wyszłam z Tobą na schody. Przytulaliśmy się przez chwilę. Potem się pożegnaliśmy, obiecując sobie kontakt telefoniczny.
Tego samego dnia, późnym wieczorem napisałam na FB:
Dzisiejszy dzień, to był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu! Wiem, że już NIGDY NIE BĘDĘ SAMA!!!
Kilka dni później tak pisałam do koleżanki - Hiszpanki:
"Dobra, słuchaj, opowiadałam ci kiedyś, że miałam rudowłosego przyjaciela, który w rzeczywistości był dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem. Prawda jest taka, że nigdy nie przestałam go kochać i od zeszłego roku dużo o nim myślałam, aż w końcu poprosiłam kogoś o jego numer telefonu i wysłałam mu kilka wiadomości. Nie wiem, czy ci mówiłam, ale już od jakiegoś czasu nie układało mi się z moim obecnym facetem. Czułam się naprawdę źle i potrzebowałam kogoś, kto mnie zrozumie. Nie miałam prawdziwych przyjaciół w Hiszpanii. A teraz w końcu spotkałam się z Nim i okazało się, że On też o mnie myślał, że za mną tęsknił. Powiedział mi wiele rzeczy, których się nie spodziewałam. Prawda jest taka, że kiedyś oboje czuliśmy do siebie miłość, ale nigdy nie byliśmy razem. Teraz czuję, że dostaliśmy kolejną szansę od losu.! Wiem, że Jemu też na mnie zależy i będziemy walczyć o tę miłość. Będzie trudno, ale zrobię, co w mojej mocy. Nigdy więcej nie chcę Go stracić. Pewnego dnia będziemy razem, wiem to, wiem to!"
Ta koleżanka była pierwszą osobą, której o tym powiedziałam.
A "pewnego dnia" zdarzyło się o wiele prędzej, niż planowałam, niż się w ogóle spodziewałam. Latynos wkrótce czegoś się domyślił i jak wcześniej pisałam - odpuścił. Ulotnił się pozostawiając mnie w spokoju. Nie walczył o mnie, nie zależało mu wtedy. Poza tym, już miesiąc po naszym rozstaniu sam znalazł sobie nową sympatię, a po niedługim czasie wszedł w nowy związek. Zimą był już żonaty...
Wtedy zaufałam swoim uczuciom, intuicji, snom i przeznaczeniu.
Wygrałam życie zamiast egzystencji!