Bild des Tages: Buntspecht

#dc comics#dc#batman#bruce wayne#dick grayson#tim drake#dc fanart#batfamily#batfam



seen from T1

seen from Australia
seen from United Kingdom
seen from Türkiye
seen from Netherlands
seen from United States
seen from Singapore

seen from Ireland

seen from Finland

seen from Malaysia

seen from United Kingdom
seen from United States

seen from Lithuania
seen from Brazil
seen from Türkiye
seen from China
seen from Japan
seen from Finland

seen from Singapore

seen from Malaysia
Bild des Tages: Buntspecht
Squirrels are fighting over the best feeding spot.
Squirrels also like sunflower seeds.
Odciąć się od przeszłości
Od przeszłości nie można odciąć się tak do końca...
Nie, jeśli pozostają po niej niedopowiedziane słowa, niewyjaśnione sytuacje, niepewność, co do prawdy, niewybaczone krzywdy i niewyrażone uczucia.
Od przeszłości nie można ani uciec, ani odejść, nie można też o niej zapomnieć, można jedynie się z nią pogodzić i zaakceptować fakt, że tak właśnie musiało się stać, że wszystko miało jakiś swój ukryty cel, który odkryjemy dopiero w przyszłości. I jedynie, jeśli to, co dręczy nas najbardaiej - wyjaśni się, kiedy wybaczymy komuś, lub sobie samemu i odpuścimy wielokrotne analizowanie faktów, możliwe jest przybliżenie się do zamknięcia pewnego rozdziału życia.
Do tej pory tylko jeden raz udało mi się na dobre zamknąć pewien etap swojego życia, a przynajmniej ja tak to odczułam. To było krótko po zerwaniu naszej przyjaźni z Ebony. Ona odeszła z koleżanką, ja zostałam sama. Ale nie to było najgorsze... Najgorszy był lęk przed przypadkowym spotkaniem, przed jej spojrzeniem, lub zimną obojetnością, przed konfrontacją z nią... Nie czułam się winna, nic złego nie zrobiłam, wprost przeciwnie, chciałam zrobić jej miłą niespodziankę, ale Ona zrozumiała to opacznie, a na dodatek bezwzlędna zazdrość wzięła górę nad trzeźwym spojrzeniem. Po całym zajściu byłam roztrzęsiona, zawiedziona i przerażona tym, że sprawy obrały tak nieoczekiwany i niesprawiedliwy dla mnie obrót. Życie wywróciło mi się wtedy do góry nogami. Nie mogłam tego tak zostawić, ja MUSIAŁAM wtedy się odciąć! Całe szczęście, intuicyjnie wiedziałam, jak to zrobić.
Miałam wiele koleżanek korespondencyjnych, ale nie wszystkie były mi bliskie. Powysyłałam więc pożegnalne listy, kończąc nasze listowne relacje, a do tych, których nie chciałam opuścić, na razie nic nie pisałam. Pamiętam, że powyrzucałam też wiele zbędnych pamiątek, zdjęć, listów, wycinków z gazet, ale nie wszystkie... Niektórych po prostu nie umiałam się pozbyć - np. naszych zdjęć z Ebony i resztą ekipy z najpiekniejszych wakacji mojego życia. Wiedziałam, że kiedyś będę chciała wrócić do tamtych wspomnień. Zdjęcia schowałam głęboko na co najmniej kilka lat. Nie potrafiłam wtedy ich oglądać, ale też nie chciałam pozbywać się ich na zawsze. Wiedziałam, że mogę ich już nigdy nie odzyskać, a wiązały się z nimi tak różne uczucia i wspomnienia... Dopiero po latach mogłam ponownie oglądac je ze spokojem, a teraz są dla mnie naprawdę cenne.
Mój Rudzielec też w pewien sposób pomógł mi w odcięciu się od tamtych niemiłych wydarzeń, chociaż z pewnością wcale nie rozumiał, co tak naprawdę się wydarzyło, ani dlaczego. Jednak nie musiał, ważne, że przy mnie był! Ale to też było dziełem przypadku lub przeznaczenia...
Pewnego dnia, kiedy byłam w domu sama, postanowiłam spalić niektóre zdjęcia i listy od Ebony, jej wpis do mojego pamiętnika i tym podobne pamiątki po naszej krótkiej przyjaźni. Akurat w tym momencie On - Rudzielec przyszedł do mnie. Powiedziałam Mu o moim zamarze i On postanowił, że zrobimy to razem. Jeśli rzeczywiście nie do końca mnie rozumiał, to bardzo dobrze udawał, że rozumie. Chciałam spalić to wszystko na swieżym powietrzu. Kompletnie nie pasowało mi wrzucenie tego do pieca w piwnicy... Popiół musiał rozwiać się, ulecieć z wiatrem, odejść w eter, abym ja również mogła uwolnić się od ciężaru tamtych wydarzeń i uczuć... Podarłam te pamiątki i położyłam na betonowym balkonie, a następnie podpaliłam. Ogień nie był duży, a szary popiół rozwiał wiatr. Rudzielec towarzyszył mi przez cały ten czas i wtórował moim słowom i gestom, kiedy zaklinałam rzeczywistość, przeklinałam niedawne wydarzenia i dodawałam sobie otuchy tym, że to już koniec. On był tam ze mną, chociaż planowałam zrobić to sama. Tak postanowiło przeznaczenie...
Kolejnym krokiem w odcinaniu się od przeszłości było bardzo dokładne posprzątanie mojego pokoju, ale nie chodziło o zwykłe wytarcie kurzu, czy wymiecenie śmieci spod łóżka. To było staranne i przemyślane sortowanie, układanie, wyrzucanie, wynoszenie różnych potrzebnych lub nie, przedmiotów, gadżetów, pamiątek, wycinków z gazet, kaset, płyt, listów, dosłownie zrobiłam remanent wszystkich moich osobistych rzeczy. Trwało to chyba kilka dni. Na koniec dokładne odkurzenie wszytkich mebli, bibelotów, dywanu i nareszcie poczułam, że atmosfera została oczyszczona, przeszłość pogrzebana, a ja mogłam rozpocząć moje życie zupełnie na nowo. To było prawdziwe odrodzenie! Jak Feniks z popiołów! Nawet muzyki zaczęłam słuchać innej! Doszedł też nowy idol - łyżwiarz figurowy, a po nieługim czasie - nowy chłopak - "Dż". Zaplanowany miałam wyjazd za granicę - do mojej cioci na wakacje. Przedtem spotkanie z koleżanką i ulubionym, długowłosym kolegą ze szkoły muzycznej. Czekały mnie nowe przygody i nowe doświadczenia. Wiedziałam, że po powrocie z wakacji po dawnym życiu i ostatnich nieprzyjemnych doświadczeniach nie pozostanie już prawie żaden ślad. To był jedyny raz, kiedy udało mi się tak naprawdę uporządkować swoje życie i odciąć od przeszłości. Później już nigdy więcej...
Son yapraklar düşerken daldan...
Bild des Tages: Blaumeise am Nistkasten
Morgendlicher Blick aufs Balkon-Chaos
Gerade beim ersten Kaffee auf den Balkon geschaut und festgestellt, dass die Pflanzen ein Eigenleben entwickeln. Das Gießen von gestern scheint nicht wirklich gefruchtet zu haben, eher im Gegenteil. Es ist faszinierend zu sehen, wie schnell sich die Natur ihren Raum zurückerobert, selbst auf wenigen Quadratmetern Stadtwohnung.
Vielleicht ist genau das der Charme daran: nicht alles perfekt planen zu können, sondern dem Grün seinen Lauf zu lassen. Ein guter Reminder, dass Wohnen auch bedeutet, mit den kleinen Unordnungen und Überraschungen des Alltags umzugehen.
Bild des Tages: Spinne im Netz