Maciek to jest fajter
Igor Błachut

seen from United States

seen from Maldives

seen from United States
seen from Italy
seen from Maldives
seen from Yemen

seen from United States
seen from China
seen from China

seen from United States

seen from United States

seen from United States
seen from Norway
seen from Maldives
seen from United States

seen from Maldives
seen from Japan
seen from Pakistan

seen from Maldives

seen from United States
Maciek to jest fajter
Igor Błachut
Fajter dziś przyfajterzył.
Padał deszcz. Krople wody regularnie uderzały o parapet, tak samo jak regularnie łzy wypływały z oczu młodej blondynki. Na zewnątrz było ponuro, co dodatkowo dołowało dziewczynę, chociaż sama twierdziła, że gorzej już chyba być nie może.
W ręku trzymała pogniecione i wilgotne od łez zdjęcie. Ilekroć brała je do ręki, nie mogła powstrzymać płaczu. Tak bardzo jej go brakowało. Z dnia na dzień tęskniła coraz bardziej. Tęskniła za jego szerokim uśmiechem, ciepłymi, czekoladowymi tęczówkami i za jego ramionami oplatającymi jej kruche ciało. Każdego dnia obiecywała sobie, że będzie lepiej. Za każdym razem obietnicy nie dotrzymywała.
Przymknęła lekko oczy i pogrążyła się w wspomnieniach.
To bolało.
Bardzo bolało.
*
Weszła do szpitalnej sali, w której leżał dwudziestojednoletni chłopak. Jego wątłe ciało leżało na łóżku, a on sam spał. Dziewczyna spojrzała na całą aparaturę, a po jej ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Nienawidziła szpitali. Były takie zimne, szare i wyprane z emocji.
Podeszła bliżej do szpitalnego łóżka i usiadła na krześle obok, jednocześnie ściskając rękę chłopaka.
Bała się o niego. Nikt nie wiedział, co mu się stało. Nawet lekarze mieli wątpliwości i tak naprawdę nie wiedzieli, co mu jest.
Od kilku dni uskarżał się na zawroty głowy, co uniemożliwiało mu robienia tego, czego kochał najbardziej. Skakania na nartach. Od tej pory cały czas ktoś przy nim był. Ona, jego rodzice lub brat.
W pewnym momencie wydawałoby się mogło być, że wszystko jest porządku aż do dnia, w którym zemdlał. W szpitalu stwierdzili, że przyczyną było ogólne przemęczenie organizmu.
Wylądował w szpitalnej sali, kiedy powtórzyło się to kolejny raz.
Od tej pory przesiadywała w szpitalu całe dnie, chcąc być jak najbliżej swojego chłopaka. Kochała go nad życie i nie wyobrażała sobie, że coś mogłoby mu się stać.
- Maciek, jesteś silny, dasz radę. – szepnęła, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
*
Otworzyła oczy, już nie płakała. Choćby nawet chciała, po prostu już nie mogła.
Minęło już tyle czasu, a pamiętała to jak wczoraj.
Nie zauważyła, kiedy pomięte zdjęcie opadło bezszelestnie na dywan, ani kiedy brat Maćka wszedł do mieszkania.
Zastał ją rozłożoną na podłodze, tuż koło zielonej kanapy. Wokół siebie miała mnóstwo zdjęć. Nie pytał się, jakich.
Wiedział.
Wiedział, jak bardzo teraz ona cierpi. On miał tak samo, jednak sprawiał wrażenie twardego. W głębi duszy wcale tak nie było.
W ciągu pięciu sekund zostawił siatki z zakupami na stole i znalazł się tuż obok niej. Odnalazł jej zielone tęczówki i otarł kciukami mokre ślady od łez.
Próbował się uśmiechnąć, podnieść ją na duchu, a wyszło jak zawsze. Od dawna nie widział na jej twarzy choćby cienia uśmiechu, który tak uwielbiał Maciek.
- Nie można tak, Liwia… - szepnął zbierając zdjęcia do pudełka. – Chodź, zrobiłem zakupy, zjemy coś.
Kot zachęcał dziewczynę, aż się w ostateczności zgodziła. Do kuchni weszli w ciszy. Oliwia podeszła do stołu i wzięła jabłko.
- O nie, nie! Odłóż to. – powiedział wyrywając blondynce owoc z ręki. – Dla ciebie mam coś specjalnego. Wstąpiłem po drodze do domu, mama nie wypuściłaby mnie z niego, gdybym nie wziął tego dla ciebie.
Dziewczyna nie miała pojęcia, o co chodzi, dopóki przed nią nie pojawił się pojemnik z gołąbkami. – Zjesz, dopilnuję tego! – rzucił ostrzegawczym tonem. – Liwia, proszę cię, nie możesz całe dnie się zamartwiać. Wiem, że ci trudno, uwierz mi, mi też, ale ja chociaż próbuję żyć normalnie, wychodzę z domu, spotykam się z przyjaciółmi. Wiem, że nie zawsze mi to wychodzi, ale on by tego nie chciał, wiesz? On chciałby, żebyś żyła normalnie. Tak jak do tej pory.
- Nie mów na mnie Liwia, okej? Dla ciebie co najwyżej Oliwia. To było zarezerwowane tylko dla niego. – sapnęła zdenerwowana. Ten zwrot był dla niej jak cios nożem w delikatne serce. Nie zdawał sobie sprawy, jak na nią to działało.
Miała przez niego omamy, które wywołały w niej całą gamę uczuć. Przez moment wydawało jej się, że te czekoladowe tęczówki przeszywające ją na wylot należały do kogoś innego, jednak tak bardzo podobnego do stojącego naprzeciw niej chłopaka.
Nienawidziła tego.
Nienawidziła tego, jak był podobny do Maćka. Jej kochanego Mańka.
Nie mogła znieść jego ciepłego spojrzenia utkwionego w niej, ani drobnych gestów, które wykonywał w dokładnie ten sam sposób, co jego młodszy brat, bo wiedziała, że już od dwóch miesięcy nie ma go tutaj i nic na to nie poradzi.
- Oliwia. – poprawił się automatycznie. – zrób to, proszę. Jak nie dla mnie, to dla własnego zdrowia, bo znikasz w oczach. Jesteś coraz chudsza. Nie chcesz chyba skończyć tak jak Maciek?! – spytał ostro. Może ciut za ostro, bo dwudziestojednolatka skuliła się na krześle i spojrzała na niego swoimi szarymi oczami.
- Kuba!
- Przepraszam. – odpowiedział skruszony. – Po prostu to mnie przerasta. Nie chcę stracić kolejnej ważnej mi osoby.
*
Stała tam, nie wiedząc co się dzieje. Jeszcze przed chwilą był przytomny i uśmiechał się czule, zapewniając o swoich uczuciach względem niej, a ona siedziała tuż obok i wpatrywała się w jego zmęczoną twarz zawzięcie, chcąc wyczytać z niej jak najwięcej, a teraz została wyproszona z sali przez jednego z lekarzy.
W momencie, kiedy mówił jej, jak bardzo ją kocha zaczął się dusić, aż w końcu stracił przytomność. Aparatura zaczęła piszczeć, w sali pojawiło się dużo osób.
Czekała przed wejściem. Sekundy się dłużyły, stawały się minutami, a minuty godzinami. Twarz schowała w dłonie.
Bała się.
O niego. O jego marzenia, że już nigdy może nie zasiąść na belce startowej i nie odda najlepszego skoku w swoim życiu.
Oliwia zesztywniała, kiedy usłyszała, jak lekarz prosi pielęgniarkę o respirator.
To nie mogło dziać się naprawdę. To musiało się jej śnić.
Lecz sen okazał się rzeczywistością, kiedy usłyszała niski głos mężczyzny informujący o zgonie młodego człowieka.
Ogarnęła ją wściekłość. Nie zważając na konsekwencje wbiegła do sali szpitalnej, żeby przekonać się, że to wszystko się jej przywidziało. Tak bardzo się myliła. Miała ochotę krzyczeć z bólu i żałości.
Dziewczyna poczuła na swoich zaróżowionych policzkach słony płyn i zobaczyła pielęgniarki odłączające aparaturę od jej Maćka.
Nie żył.
Nie oddychał.
Jego serce przestało bić.
Już nigdy nie zabije. Dla niej.
*
Szedł przez Krupówki, trzymając w ręku list od Maćka. Wręczył mu go dzień przed śmiercią, ale Kuba bał się go otworzyć. Dopiero teraz, po dwóch miesiącach, kiedy wyjrzał przez okno i ujrzał padający śnieg, coś go ruszyło. Ulubiona pora roku jego brata. Ten czas powinien być odpowiedni.
Szedł tak, wymijając kolejnych ludzi. Tym razem brakło mu kompana do wspólnych wygłupów.
Przysiadł na jednej z ławek i nerwowym ruchem otworzył kopertę. Wyciągnął kartkę i ujrzał pismo brata. Nie był pewny, czy chciał to przeczytać. W końcu się przemógł. Latarnia stojąca tuż obok niego oświetlała obszar wokół niego, więc nie miał problemu z odczytaniem kolejnych słów. Coraz szybciej wodził wzrokiem po kartce, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia.
List wrzucił do plecaka i poprawił swoją ukochaną czapkę na głowie z logiem Wagraf Teamu.
Szedł prosto przed siebie, podrygując w rytm swojej ulubionej muzyki. Nie zauważył nawet momentu, kiedy nogi same pokierowały go pod mieszkanie drobnej blondynki. Nie czekając na nic zapukał do drzwi. Drzwi otworzyła mu matka Oliwi. Gestem ręki zaprosiła go do środka.
- Oliwia jest w swoim pokoju. – powiedziała i zniknęła za drzwiami swojej sypialni. Skierował się do pokoju dziewczyny i stojąc przed nimi cicho zapukał.
- Oliwia? To ja, Kuba. – odparł. Po chwili otworzyła mu drzwi.
- Przepraszam. – uśmiechnęła się lekko. – książka mnie wciągnęła. Jest konkretny powód twojej wizyty? – spytała.
- Dasz wyciągnąć się na spacer? – ściągnął czapkę i przeczesał ręką włosy układając je. – Nie daj się prosić. – czekał na reakcję dziewczyny.
- No dobrze. – skapitulowała. – Tylko się przebiorę.
Dwudziestodwulatek miał zamiar wyjść z pokoju, ale dziewczyna łapiąc go za rękę powiedziała, że nie musi tego robić i że się nie wstydzi.
Zdjęła dresy i za dużą bluzkę, aby założyć podkoszulkę i ciepły sweter oraz dżinsy. Chłopak ukradkiem spojrzał na szarooką. W mig zrozumiał, co Maciej w niej widział. Oprócz świetnego charakteru była ładna i miała idealną figurę.
Potrząsnął głową, jakby chciał wyzbyć się tych myśli. Byłą dziewczyną jego brata, nie mógł tak o niej myśleć.
Spacerowali bez celu po całym Zakopanym. Śnieg padał od rana, więc całe miasto było przykryte grubą warstwą białego puchu, co nadawało mu klimatu i specyficznej atmosfery, a lampy oświetlające uliczki dodawały uroku.
Szli ramię w ramię. Rozmawiali o głupotach, błahych sprawach. Liwia od dawna nie czuła się tak dobrze. Może dlatego, że szedł obok niej Kuba. Tylko on wiedział, jak się ona czuła. Inni jej nie rozumieli, bo nie przeżywali tego samego.
Oliwia potarła zaczerwienione od zimna policzki gołymi dłońmi.
- Masz. – Jakub ściągnął swoje rękawiczki i podał je blondynce. – Nie chcesz być chyba chora. – Liwia szczerze się uśmiechnęła i założyła je na ręce.
- Dziękuję. – odparła, a jej policzki zaróżowiły się jeszcze bardziej, niż wcześniej. – Ale przeze mnie ty możesz być chory.
- Nic mi się nie stanie.
- Zakopane jest piękne zimą. – stwierdziła, a w jej oczach pojawił się jakiś blask, dzięki któremu twarz dziewczyny promieniowała szczęściem. – Piękniejsze niż inne miasta.
- O tak. – zamyślił się, spoglądając na nią. – Ty też jesteś piękna. Nie tylko zimą. – odparł, zanim zdążył ugryźć się w język. Nie wiedział, co się z nim działo. Wiedział jedno. Ta dziewczyna działała na niego kojąco. Uwielbiał ją mieć przy sobie, czuł, że wtedy jego wszystkie smutki znikają.
- Mówisz to tylko po to, żebym poczuła się lepiej? – zażartowała, ale jednak gdzieś w podświadomości trochę dziwnie czuła się z faktem, że Kuba prawi jej komplementy.
- Uważaj! – w ostatniej chwili złapał dwudziestojednolatkę, kiedy ta poślizgnęła się na lodzie. – Lepiej będzie chyba, jak złapiesz mnie za ramię.
- Chyba tak. – odparła speszona i złapała go za rękę. – Poza tym powinniśmy już wracać. Wiesz, jutro od rana mam zajęcia, a potem muszę mamie pomóc w przygotowaniach świątecznych.
- Dobrze. Właśnie. Mama kazała się spytać, czy nie wpadłabyś do nas w święta. Nie mówię o wigilii, bo pewnie spędzisz ją ze swoją rodziną, ale może w Boże Narodzenie, albo następnego dnia.
- Jeśli nie ma problemu, to z chęcią przyjdę. – uśmiechnęła się promiennie.
- Już zapomniałaś, jak moja mama cię uwielbia. – zaśmiał się Kot.
*
Nieubłaganie zbliżała się wigilia. Oliwia jak każdy inny miała zawalony cały dzień. Rano uczelnia, potem pomaganie rodzicom. Najpierw sprzątanie, a potem na pierwszy plan przyszło pichcenie świątecznych przysmaków. Uwielbiała lepić pierogi, to jej wychodziło najlepiej, jednak była trochę zmęczona tym całym zamieszaniem.
Po jakimś czasie ubrała się i poszła na cmentarz. Przed wejściem kupiła znicz. Wolnym krokiem doszła do nagrobka i usiadła na ławeczce obok. Zgarnęła z niego śnieg i zapaliła lampkę.
Czuła się cholernie samotna.
- Maciek, czemu to się stało? – zapytała retorycznie. – Czemu Bóg mi cię zabrał? Tak bardzo czuję się samotna. Nie ma mnie już kto trzymać za rękę, przytulać. Wiesz, że od tamtego czasu nie byłam na skoczni, ani nawet obok? Kuba mnie namawiał, ale nie byłam gotowa. Tak bardzo uwielbiałeś Wielką Krokiew. A ja stchórzyłam, bałam zmierzyć się z okrutną rzeczywistością. Bardzo pomógł mi twój brat. Gdyby nie on, nie podniosłabym się z czarnej rozpaczy. Kuba naprawdę o mnie dba. Pilnuje, żebym się rozerwała, żebym nie zatraciła się w samotności. Na początku byłam na niego zła, ale uświadomił mi, że byś tego nie chciał. – z każdym kolejnym słowem oczy szkliły jej się jeszcze bardziej. – Zrozumiałam, że jeśli nie ruszę dalej, to będę w tym tkwiła. Nie mam zamiaru szukać sobie kogoś nowego. Cały czas cię Kocham, Maciek. Tęsknię. Słyszysz? Cholernie tęsknię za twoją obecnością, twoim śmiechem i pocałunkami.
*
W jednej chwili świat zawalił się jej doszczętnie. Była w całkowitej rozsypce. To było niemożliwe. Wchodząc do gabinetu w przychodni nie spodziewała się, że wyjdzie z niego w takim szoku.
Nie wyobrażała sobie takiego życia.
Nie bez Niego.
*
Drzwi otworzył jej Rafał Kot. Z uśmiechem ją przywitał i zaprosił do środka mieszkania.
- Jak dobrze cię widzieć, kochanie. – zza rogu wyszła żona byłego fizjoterapeuty. Przytuliła dziewczynę i poprowadziła do salonu.
- Panią też dobrze widzieć. – odparła ściągając płaszcz. Z reklamówki wyciągnęła pudełko z ciastem. – Proszę wziąć, same z mamą robiłyśmy.
- W takim razie trzeba spróbować. – oznajmiła. – Jak się czujesz? – spoważniała. Oliwia dobrze wiedziała, o co pyta matka braci.
- Było strasznie, ale teraz jest lepiej, naprawdę lepiej. Gdyby nie Kuba, pewnie do tej pory leżałabym w łóżku i ryczała.
- Polubiliście się, prawda?
- Lubiliśmy się zawsze. Teraz mogę powiedzieć, że nasza przyjaźń się zacieśniła. – uściśliła i wymusiła uśmiech, nadal mając w pamięci słowa doktora.
- Składamy życzenia! – do salonu wpadł Kuba, niosąc cztery opłatki. Kiedy podszedł i złożył życzenia blondynce ta uścisnęła go i szepnęła do ucha, że muszą porozmawiać.
*
Stała w pokoju chłopaka, odwrócona w stronę okna. Spojrzała za okno, na skocznię. Skoczek stał za nią kilka metrów, obserwując każdy jej krok. Ubrana była w czerwoną sukienkę z rękawami za łokcie, a na szyi wisiał srebrny naszyjnik.
- O czym więc chciałaś mówić? – spytał, robiąc krok w jej stronę. Odwróciła się z zaczerwienionymi oczami i ręką na brzuchu.
- Niedawno byłam u ginekologa. Okres mi się spóźniał już bardzo długo. – powiedziała. Brunet zrobił zdziwioną minę, bo kompletnie nie wiedział, po co mu to mówi. Spojrzał jednak na rękę na jej podbrzuszu. – Jestem w ciąży. Od dwóch i pół miesiąca.
- Mówiłaś już o tym komuś? – szepnął.
- Nie, Kuba, nie. – rozkleiła się. – Jesteś pierwszy, który wie. Nie powiedziałam nawet rodzicom.
- To jest Maćka dziecko. – oznajmił. Dziewczyna potwierdziła i przytuliła się do niego. Nie powstrzymywała łez. Zaczął ją głaskać po głowie. – Masz we mnie oparcie, choćby nie wiem co. – sam nie wiedział, co go skłoniło do deklaracji, jednak świadomość, że nie pomógłby przyjaciółce nie dawała mu spokoju.
*
Stała na środku korytarza, szukając czegoś w torebce. Było już dość późno i musiała zbierać się do domu. Szarooka usłyszała kroki za sobą, więc się odwróciła. Między nią, a chłopakiem była niewielka odległość. Nie zważając na nic, objął twarz Oliwii dłońmi i złożył na jej różowych ustach delikatny pocałunek. Zdziwiona nie odsunęła się, tylko smakowała ust Kuby.
- Dlaczego….?
- Jemioła. – mruknął i pokazał gałązki wiszące tuż nad ich głowami. – A tak na poważnie, już od jakiegoś czasu chciałem to zrobić, żeby pokazać ci, co mi leży na sercu.
*
- Chcę się opiekować wami obojgiem. Tobą i dzieckiem. Wiem, że nigdy go nie zastąpię, ale daj mi szansę.
- Kuba… - szepnęła.
- Nie przerywaj mi… Chciałbym być przy was. Tylko powiedz jedno słowo. – złapał ją za delikatną dłoń. – Jedno słowo, a możemy być razem szczęśliwi. Liwia, ja wiem, że tobie jest trudno, bo jestem do niego podobny, mamy te same oczy i gesty. Chciałbym, żebyś widziała we mnie mnie samego, a nie jego. Pozwolisz mi być ojcem waszego dziecka? – wiedział, że to wcześnie na takie deklaracje, ale nie mógł czekać dłużej. Już na początku, kiedy ją poznał zaciekawiła go, ale dopiero niedawno udało mu się do niej zbliżyć. Po za tym miała jego brata. A tego własnemu bratu by tego nie zrobił. Oparł swoje czoło o jej, w dalszym ciągu trzymając ją za rękę.
- Pozwalam. Chyba jestem szalona, ale pozwalam. – oparła głowę o jego obojczyk i się delikatnie uśmiechnęła. Może się uda. Może zazna przy nim trochę szczęścia. Może tak miało być.
lecę, będę z powrotem po konkursie, mam nadzieję, że oszalała ze szczęścia :D
Trzymam kciuki, Chłopaki! Pokażcie swój gangsterki pazur :)
*wydech*
"Jedenaste" <3
futureskijumpinglady replied to your post: mimzzis replied to your link: Małe co nieco o...
boże przeczytałam ten artykuł 2 razy :D jest taki piękny :D no kurde :D w wiśle wkraczamy do akcji i niesiemy papiery żeby zaaplikować do squadu szanownemu Gangsterowi. tak czy nie? tak!
ja jak będę lekarzem, to moge im załatwiać gangsterskie lewe zwolnienia :D a Gangster z Fajterem będą się o mnie nas bić xD będzie fajting hard!




