Kolejna sprawa, odpadła mi nakrętka z koła.
W sumie to nawet nie wiem, czy nakrętka, czy śruba czy co to jest, chociaż niby trzyma. Ale na pewno coś odpadło, akurat jak jechałam, więc trochę się pospinałam.
Nawet nie chce mi się już w to wnikać. Znów dziadek mnie uratował, bo mi kupił takie coś, tylko że nie był w stanie tego założyć, jakby ten gwint był inny niż wszystkie pozostałe, albo nie wiem co.
Na pewno w wolnej chwili muszę zajechać do mechanika, żeby mi „nagwintował” (cokolwiek to znaczy) tą śrubę, bo już jakiś czas temu jeden wulkanizator mi ją zjebał, o czym wiedziałam, ale oczywiście zapomniałam tego zrobić. I zobaczymy co dalej.
Nie wiem, nie chce mi się już o tym myśleć. Dzisiaj byłam sobie znów na rollerze i dużych zakupach. Może zrobimy w niedzielę grilla.
W pracy za to kiepsko, bo jakoś mnie wzięło na obowiązki domowe. I zrobiłam wszystko, co planowałam (na dzisiaj), ale nie sądziłam, że się uda. Cóż.
A wczoraj wyprałam firanki i umyłam okna w salonie - żadnej z tych rzeczy nie ruszałam odkąd tu mieszkam. Tego oczywiście nie planowałam, więc mimo strat w innych dziedzinach jestem w sumie z siebie dumna.
Wchodzę już w ten weekend. Muszę odpocząć, wyspać się (na co dzisiaj marne szanse), a potem dwa dni na pełnej i krótki urlop - Mazury. 🎉















