Oddałem (…) ludzkości poważne usługi. Raz na przykład (…) wszedłszy któregoś ranka do salonu dostrzegłem tam kolibra, który przyfrunął z całkowitym zaufaniem, wiedząc, że jest to mój dom, ale którego podmuch wiatru uwięził w salonie na całą noc, zatrzaskując okno. Siedział na poduszce, drobny i zdumiony, zrezygnowany zapewne i struchlały, i płakał najsmutniejszym głosem, jaki zdarzyło mi się słyszeć, nigdy bowiem nie słyszymy własnego głosu. Otworzyłem okno i koliber wyfrunął; rzadko mi się zdarzało przeżyć tak szczęśliwą chwilę – dało mi to pewność, że nie żyłem na próżno.
Romain Gary "Obietnica poranka"













