When you're dissing the person you dislike
Vs
How your friend dissing the person you dislike
seen from United States

seen from United States

seen from Australia
seen from United States
seen from China
seen from India
seen from Canada

seen from Poland
seen from China

seen from Poland

seen from Poland
seen from Netherlands

seen from United States
seen from Netherlands
seen from United States

seen from Malaysia

seen from Malaysia
seen from Malaysia

seen from Malaysia

seen from Malaysia
When you're dissing the person you dislike
Vs
How your friend dissing the person you dislike
My lovely jumin uwu heh
Pride
Maybe if you gave Jaehee an undercut you would calm down
♥ wellcome to our Dark Party♥ 🎃 HAPPY HALLOWEEN 👻 Jumin - Jack Skellington 707 - Dancing Clown ZEN - Frankenstein Yoosung - Chucky Jeahee - Reaper
Christmas Prompt Day 1 - Ugly Christmas Sweaters - The RFA + Saeran & Ray
Shocker its only the first day and I don't got any ideas -_-
since I couldn't think of any good scenarios I guess I just made a list of what I think they would have on their ugly sweaters to an ugly sweater party
707:
He would go all out and decorate his sweater with blinking lights, tinsel, bells, and really anything else loud and obnoxious he can fit on it.
Jumin:
One with cats on it
Zen:
A classic reindeer sweater
Yoosung:
A Christmas tree down the front lined with tinsel and glittery pom pom balls for ornaments.
V:
One with, a reindeer with a camera
Jeahee:
A classic red sweater with snowflakes and/or a snowmen, nothing too outrageous.
Saeran:
A plain black sweater with a mirror on it.
“How does putting a mirror on a sweater make it ugly?” “Look into it... now it is”
Ray:
one with a festive phrase across the front ex: “Fa la la la”, “Merry Christmas”, “Ho Ho Ho” Some thing cute and simple
I admit this was probably the lazy way out but its all I could think of for this one >_< lets hope some ideas will start flowing *fingers crossed*
Dark Heart, Sequel (JuminxReader)
Author’s notes:
Ok… So I wrote this sequel so long ago… I don’t even know if you still remember my Dark Heart fanfiction xD
And this time it’s not edited by anyone, so I apologize for my poor grammar in advance :(
But either way I decided to post it. It’s different from previous chapters. There’s no smut but I think it’s still funny, interesting and may surprise you at the end :>
Chapter I | Chapter II | Chapter III | Chapter IV | Chapter V | Sequel (You are here) |
Have a nice reading!
Mystic Messenger
Tytuł: Jak kompas wskazujący drogę oryginalnie był inny, ale zmieniłam lol
Fandom: Mysme
Paring: V x MC; 707 x MC vibes
Ostrzeżenia: Spoilery do V route i urodzinowego eventu V. Wspomniane prawdziwe imię Sevena. Fluff z niespodzianką.
Od autorki: Stary fic z 9 września 2018, stworzony z okazji urodzin V. Pisany przed wyjściem after endingu, więc yeah, są małe zgrzyty w fabule. Powiedzmy, że to takie alternatywne zakończenie czy coś. Pojawia się imię mojej MC.
Enjoy~
~~~
Słońce zaczynało już zachodzić. Niebo przybrało czerwonawy kolor, a ulice powoli pustoszały. Niektórzy przechodnie nadal kręcili się po okolicy, załatwiając swoje sprawunki – w końcu nie było jeszcze aż tak późno – inni wrócili do swoich domów, nie chcąc chodzić po dworze po zmroku. Do pierwszej grupy zaliczała się spacerująca para, trzymająca się za ręce – Maggie i Jihyun. Nie powstrzymała ich zapadająca noc, nie powstrzymał chłód. Założyli ciepłe płaszcze i wyszli na świeże powietrze, korzystając z ostatnich chwil późnego lata. Bardzo późnego – w końcu nadszedł już wrzesień i w powietrzu czuć było nadchodzącą jesień. Liście zaczynały zmieniać kolor, temperatura nie była też aż tak wysoka, jak jeszcze w sierpniu. I nic nie można było na to poradzić.
Praktycznie odkąd wyszli, Maggie była dziwnie cicho. Uśmiechała się jedynie lekko w odpowiedzi na pytające spojrzenia swojego partnera, a uśmiech ten roztapiał Jihyunowi serce i sprawiał, że robiło mu się dziwnie ciepło. Dlatego też szli tak przez znajome ulice, a on nie pytał, skąd u niej taki dobry humor. W sumie mógł nie istnieć żaden konkretny powód... Maggie mogła po prostu cieszyć się ich wspólnym spacerem, tak jak zresztą i on. Coś jednak podpowiadało Jihyunowi, że... to nie to. Może jakaś intuicja, a może po prostu znał już całkiem dobrze swoją partnerkę. Zerkała na niego od czasu do czasu, wręcz promieniejąc i swoim blaskiem oświetlając ich wspólną drogę.
– Pójdziemy jutro do lasu? – V drgnął, spoglądając na Maggie, kiedy ta pierwsza przerwała ciszę. Ona również patrzyła na niego tymi swoimi dużymi, bursztynowymi oczami. Wiatr lekko rozwiewał jej długie, brązowe włosy, dodając jej tym uroku.
– Do lasu? – powtórzył mężczyzna, nieco zaskoczony, jednakże dosyć pozytywnie. Nie miał nic przeciwko takim wędrówkom, mało tego – bardzo je lubił, zwłaszcza gdy Maggie była przy nim, ale nie spodziewał się takiej propozycji. W sumie... nie spodziewał się żadnej.
– Mhm. Pomyślałam, że byłoby miło. To są jedne z ostatnich ciepłych dni o tej porze roku. Chciałabym spędzić je z tobą, Jihyunie – odpowiedziała, używając prawdziwego imienia V. Nie miała zamiaru zwracać się do niego tak, jak brzmiał jego nick, którego używał w chatroomach. V był fotografem, który ukrywał krytyczny stan Riki, aby chronić wszystkich członków RFA, samemu się przy tym poświęcając. Jihyun był artystą, który wreszcie odkrył, kim tak naprawdę jest. Teraz, po tych dwóch latach, nastał nowy etap. Nowa era jego życia. Ich życia.
– Ja również chciałbym spędzić je z tobą, Maggie – powiedział cicho, ostrożnie wysuwając dłoń z uścisku kobiety, tylko po to, aby zaraz objąć ją ramieniem w talii i przyciągnąć do siebie. Nachylił się, aby złożyć delikatny pocałunek na policzku brunetki. Zaśmiał się, słysząc jej cichy chichot. Czyli byli umówieni.
Wrócili ze spaceru, kiedy słońce zdążyło zniknąć za horyzontem. Towarzyszyły im więc gwiazdy i księżyc, kiedy weszli do swojego przytulnego gniazdka. Jakiś czas później Jihyun wsłuchiwał się w cichy oddech śpiącej obok niego Maggie. On sam nie mógł zasnąć, więc jedynie leżał w łóżku, patrząc się w sufit i od czasu do czasu zerkając w stronę dziewczyny, jakby upewniając się, że nigdzie nie uciekła. Kto by pomyślał, że faktycznie ta cała sytuacja z Riką, Mint Eye, wyjazdem... że to wydarzyło się naprawdę. Teraz brzmiało to niemal jak sen, podobnie jak perspektywa spędzenia jutrzejszego dnia z osobą, którą naprawdę kochał.
Czyżby zapowiadało się na naprawdę udane urodziny?
Ta myśl jak niespodziewanie się pojawiła, tak niespodziewanie odeszła. Dopiero teraz Jihyun zdał sobie sprawę, że jutro miał urodziny. A dokładniej rzecz biorąc za jakieś piętnaście minut – w ciemności ciężko było jednoznacznie określić, jak układały się wskazówki zegara wiszącego na ścianie. Przed oczami mignęły mu bardzo odległe, wręcz nierealne, wspomnienia z dzieciństwa – mama, jej ciepłe, niebieskie oczy, tort, mały piknik na skraju lasu...
Tak, ten spacer był bardzo dobrym pomysłem.
Nie mogąc doczekać się jutrzejszego dnia, zamknął oczy, ostrożnie przytulając się do Maggie, tak, aby jej nie obudzić. Bardzo chciał, aby nadeszło już upragnione jutro. Co prawda jego dziewczyna prawdopodobnie nie wiedziała, że właśnie wtedy mijał kolejny rok jego życia, ale nic nie szkodzi. To nie było najważniejsze. Liczyło się tylko to, że jutrzejszy dzień spędzą razem. Delikatny uśmiech wpłynął na twarz V, kiedy zegar w końcu wybił północ.
Wszystkiego najlepszego, Jihyunie Kim.
Mężczyzna obudził się jakiś czas po wschodzie słońca. Uchylił powieki, sięgając ręką na miejsce obok siebie, chcąc przytulić do siebie Maggie... ale jej nie było. To podziałało na niego jak kubeł zimnej wody. Szybko usiadł na łóżku, rozglądając się na boki. Był sam w pokoju.
Odrzucił kołdrę, wstając i ruszając na poszukiwania kobiety. Znalazł ją w kuchni, robiącą śniadanie. Na stole już stały przygotowane talerze i syrop klonowy. Zapach nie pozostawał złudzeń co do tego, co będą jeść. Widząc, z jaką precyzją Maggie podrzucała naleśniki na patelni, potem układała z nich stosik, Jihyun poczuł się nadzwyczaj dobrze. Tak, to był bardzo dobry początek urodzin. Zapowiadał się cudowny dzień.
Zanim zdążył przekroczyć próg kuchni, Maggie go zauważyła. Natychmiast się rozpromieniła i upewniwszy się, że mieszkanie na pewno nie pójdzie z dymem przez jakąś błahostkę, podeszła do V, całując go na przywitanie.
– Dzień dobry. Przygotowałam nam śniadanie! Dobrze spałeś? – zapytała, przez chwilę patrząc mu w oczy. On również nie mógł oderwać wzroku od jej bursztynowych tęczówek. Jednocześnie... nie wiedział, jak powinien zareagować. Gdyby Maggie wiedziała o jego urodzinach, na pewno złożyłaby mu życzenia, a skoro tego nie zrobiła, wniosek nasuwał się sam. Ona nie była typem osoby, która by zapomniała lub to zignorowała.
– Jak mała owieczka. A te naleśniki pachną wspaniale – odpowiedział, biorąc głęboki wdech. No nic, trzeba cieszyć się tym cudownym dniem! V pozwolił więc poprowadzić się do stołu, trzymając dłoń Maggie. To śniadanie było jednym z lepszych, jakie jadł w życiu. Jedzenie smakowało mu jakby bardziej niż zwykle. Niesamowite. W dodatku wręcz nie mógł oderwać wzroku od Maggie, nie mogąc wyjść z podziwu. Niby całkiem dobrze się już znali, a jednak wciąż go czymś zaskakiwała. A dzięki temu on mógł codziennie zakochiwać się w niej na nowo. To było coś, czego nie czuł przy Rice.
Kiedy w końcu pochłonęli już tyle naleśników, ile tylko dali radę, po krótkim odpoczynku i porannej toalecie mogli ruszać w drogę. Wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem, V zabrał ze sobą aparat fotograficzny. Nie zajmował się już co prawda zawodowym robieniem zdjęć, ale wciąż to lubił, a ten dzień zdecydowanie zasługiwał na uwiecznienie. W dodatku wszechświat chyba też tak myślał, bo pogoda była wręcz idealna na przechadzkę, a sam dzień należał do dosyć ciepłych. Byle tylko nie okazało się, że to sprytna zmyłka, aby stracili czujność i potem wracali do domu w deszczu, w akompaniamencie grzmotów, przemoczeni do suchej nitki.
Dotarcie do lasu nie zajęło im długo. O ile na początku szli całkiem szybko, podświadomie chcąc czym prędzej dotrzeć na miejsce, tak potem zwolnili, nie goniąc już na złamanie karku i po prostu ciesząc się chwilą. Pokonywali znajome leśne ścieżki, uśmiechając się i trzymając się za ręce. W pewnym momencie Maggie ścisnęła lekko dłoń Jihyuna, zbaczając ze szlaku i pociągając go za sobą. Mężczyzna rzucił jej zaskoczone spojrzenie, jednak brunetka puściła mu oczko, nie kwapiąc się do wyjaśniania czegokolwiek. Cóż, pozostawało jej tylko zaufać. Jakiś czas temu V pokazał jej całkiem ładną polankę, na której spędzili pół dnia i Maggie zapowiedziała, że pewnego dnia mu się za to odwdzięczy. Widać właśnie nadszedł ten moment.
Włosy leciały jej na twarz, jednak zdawała się tym nie przejmować. Te ścieżki nie były tak dobrze wydeptane, ale kobieta najwyraźniej wiedziała, dokąd iść. Nogi same niosły ją w odpowiednie miejsce. Wraz z upływem czasu las zaczął się przerzedzać i już wkrótce szli jego obrzeżami. Nieopodal rozpościerała się łączka, która wiosną musiała wyglądać jeszcze ładniej, kiedy wszystko kwitło i budziło się do życia. Cóż, we wrześniu takich cudów nie doświadczą.
– Daleko jeszcze? – zapytał ze śmiechem, widząc determinację na twarzy Maggie. Wprawdzie mógłby tak iść z nią jeszcze przez kilka godzin w przyjemnej ciszy, wsłuchując się w odgłosy wiatru szumiącego w koronach drzew, ale domyślał się, jak zostaną przyjęte jego słowa i dlatego nie mógł się powstrzymać od zadania pytania. I nie mylił się – Maggie roześmiała się cicho, patrząc na niego z miłością. Dla Jihyuna to był chyba najpiękniejszy odgłos na świecie.
– Zamknij oczy. To ma być niespodzianka – odparła jedynie, na chwilę zwalniając. Przyłożyła dłoń do policzka V, czekając, aż ten wykona polecenie, po czym wspięła się na palcach, aby móc go pocałować. Potem chwyciła go za ręce, ostrożnie cofając się i tym samym wciąż uparcie prowadząc dokądś mężczyznę. Słońce przyjemnie ogrzewało parę, jakby lato chciało mieć swoje ostatnie słowo przed odejściem i ustąpieniem jesieni.
W końcu się zatrzymali. Teraz gdy ucichły odgłosy ich kroków, lepiej było słychać szumiące trawy i drzewa. V mimowolnie zamarł w oczekiwaniu, czekając na jakiś znak, że znowu mógł patrzeć. Ten jednak nie nadchodził.
– Niespodzianka.
Jihyun otworzył oczy, a Maggie mogła z satysfakcją obserwować, jak zmieniał się wyraz jego twarzy. Początkowo wyrażała ona zaciekawienie, a potem szok, który powoli zaczął ustępować miejsca radości. Stał tam, słuchając w osłupieniu, jak pięć głosów powtórzyło słowa jego dziewczyny. Patrzył po kolei prosto w oczy wszystkim swoim przyjaciołom, członkom RFA, swojej małej rodzinie, którą kochał z całego serca. Zjawili się tu, zjawili się tu wszyscy. Był Yoosung z Lucielem, obok niego Jaehee z Juminem, który, o dziwo, nie trzymał w rękach Elizabeth 3rd. I dobrze, bo stojący obok niego Hyun nie byłby zbytnio szczęśliwy, zapewne kichając i prychając na prawo i lewo.
Każde z nich miało w rękach jakiś prezent.
– Wszystkiego najlepszego! – wykrzyknęli jak jeden mąż. V poczuł, jak wzruszenie ściskało go za gardło. Po tym, jak ciągle na pierwszym miejscu stawiał wszystkich innych, poczuł się naprawdę dobrze, kiedy ktoś postawił na pierwszym miejscu jego. To było bardzo przyjemne uczucie.
– Ja... nie wiem, co powiedzieć – wydusił w końcu. Westchnął cicho, widząc ogromny koc piknikowy rozłożony na trawie. Oprócz tego kawałek dalej rozstawiono mały, przenośny stolik, na którego środku znajdował się tort z kremem i jagodami. Jego ulubiony. Przygotowanie tego wszystkiego musiało zająć trochę czasu. Czasu, który członkowie RFA przeznaczyli dla niego. – Dziękuję wam bardzo.
Tymczasem Maggie wycofała się nieco, podnosząc ze stołu coś jeszcze, zanim ruszyła w stronę Jihyuna. W rękach trzymała bukiet pierwiosnków, przez który V poczuł dziwne ukłucie w piersi, budzące uśpione w nim wspomnienia. Ona wiedziała. Jakimś cudem wiedziała. Jak?
– Jihyun – zaczęła, patrząc mu prosto w oczy. Wręczyła mu kwiaty, które ostrożnie chwycił nieco drżącymi rękami. – Chcę, żebyś wiedział, że zasługujesz na szczęście. Zasługujesz na to, aby być szczęśliwym i chciałabym ci to szczęście zapewnić. My wszyscy chcemy – poprawiła się, posyłając mężczyźnie piękny uśmiech.
– Wszystkiego najlepszego, Jihyun. Kocham cię – wręcz szepnęła, zanim ponownie wspięła się na palcach, zbliżając się do niego jeszcze bardziej i przykładając swoje wargi do jego warg. Rozległy się brawa, kiedy urodzinowy piknik oficjalnie się rozpoczął.
Potem każdy członek RFA po kolei podchodził do V, aby złożyć mu życzenia. Następnie wszyscy przysiedli na kocu, kiedy Jumin przyniósł tort. Kilka kolorowych świeczek płonęło jasnym blaskiem, przynosząc ze sobą radość i nadzieję. Jihyun patrzył na to wszystko w milczeniu, nie mogąc wymyślić żadnego trafnego komentarza. Zresztą nie musiał.
– Nie zapomnij, aby pomyśleć życzenie! – V drgnął, czując, jak Maggie położyła swoją dłoń na jego. – Zażycz sobie czegoś dla siebie. W końcu to twoje urodziny – dodała jeszcze, jakby przeczuwając, że na pierwszym miejscu postawi wszystkich innych poza sobą. Jihyun spojrzał na nią z wahaniem, zanim uśmiechnął się lekko i pokiwał twierdząco głową. Zamknął oczy, przez chwilę się zastanawiając.
„Chciałbym przeżyć szczęśliwe życie u boku Maggie”.
W końcu nachylił się, nabrał powietrza i zdmuchnął wszystkie świeczki naraz. Rozległy się brawa i wiwaty, a V zaczął się zastanawiać, kiedy ostatnio był taki szczęśliwy.
Małe przyjęcie zaczynało się rozkręcać. Po zjedzeniu tortu Jihyun zaczął rozpakowywać prezenty. Zaśmiał się cicho, widząc nic innego jak – niespodzianka! – figurkę Supermana. Czyżby w tym roku Jumin nie podarował mu w końcu Ironmana? Czy to Maggie maczała w tym palce? Zaczął rozdzierać kolorowy papier z następnego pudełka i następnego, i jeszcze kolejnego. Odwiązywał wstążkę za wstążką, odkładając wszystko na jeden stosik. Dostał zestaw nowych pędzli i farbek, coś (jeszcze nie był do końca pewny, co takiego) skonstruowanego przez Luciela...
Zamarł, kiedy w pewnym momencie przyszła kolej na prezent od Maggie. Ramka ze zdjęciem. Ich pierwsze wspólne zdjęcie, które zresztą on sam zrobił i które mieli kiedyś oprawić. Przyłożył palce do szkła, patrząc, jak oboje obejmowali się i śmiali do obiektywu. I po raz kolejny tego dnia Jihyun poczuł, jak łzy napływały mu do oczu. Mocno przytulił zdjęcie do piersi jak swój najcenniejszy skarb. Bo to był jego najcenniejszy skarb. Jego kompas wskazujący drogę. Obserwująca go z oddali Maggie uśmiechnęła się na ten widok.
Tymczasem Yoosung siedział na kocu, jedząc Honey Buddha Chipsy, najprawdopodobniej przyniesione przez Sevena. Jumin nalewał sobie wina, za to Jaehee dyskutowała o czymś z Zenem, najprawdopodobniej o jego najnowszej roli.
Saeyoung stał sam, patrząc na las, pogrążony w myślach. Pojedyncza łza spłynęła po jego policzku, jednak ukradkiem otarł ją rękawem. Uśmiechnął się. Tak, to było dobre zakończenie. Zawahał się i wziął głęboki wdech, zanim ruszył w stronę Maggie, przypominając sobie, jak powinien zachowywać się Seven.
– No, to się nazywa udany piknik, czyż nie? Widziałaś minę V? Wyglądał na zachwyconego! – zagaił wesoło, zbliżając się do dziewczyny. Ta w odpowiedzi posłała mu piękny, rozbrajający uśmiech, przez co pod Saeyoungiem niemal ugięły się nogi.
– Warto było przygotowywać to wszystko. Jihyun zasłużył na szczęśliwe urodziny spędzone w gronie najbliższych. Dziękuję ci za pomoc, Seven – odparła, odgarniając włosy za ucho. Mężczyzna zawahał się, czując nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej.
– Chciałbym cię prosić... – zaczął, nie patrząc na nią. Zamilknął, widząc jej pytające spojrzenie, zanim dodał nieco ciszej: – Nie resetuj, Maggie. Proszę.
Na trasie V stracił brata. Wiedział o tym, chociaż nie powinien, i bardzo go to bolało. Żałował, że nie mógł cofnąć czasu ani przeprogramować tej gry, ale... Jihyun był naprawdę szczęśliwy. Nie mógłby mu tego odebrać bez wyrzutów sumienia. Poza tym gdzieś daleko, w jakimś innym wszechświecie, on, Saeyoung, żył razem z Maggie i Saeranem w szczęściu. Tutaj... jakoś sobie poradzi. W końcu był Bogiem Sevenem, Obrońcą Sprawiedliwości.
W tym momencie podszedł do nich sam Jihyun, przez co Maggie nie miała czasu na reakcję. Była zresztą zbyt zaskoczona, aby cokolwiek odpowiedzieć, zwłaszcza że po chwili Seven znów się do niej uśmiechał. Nie była też pewna, czy ten błysk, który dostrzegła w jego oczach, to okulary, czy może faktycznie łzy.
– Luciel. Maggie. Dziękuję – odezwał się, spoglądając to na jedno, to na drugie. Zatrzymał wzrok na swojej partnerce, patrząc jej prosto w oczy. – Skąd wiedziałaś, że mam urodziny? – zapytał, chociaż przeczuwał, jaka będzie odpowiedź. Jak na komendę Saeyoung i Maggie zerknęli na siebie, szczerząc się wesoło, zanim oboje spojrzeli na V, mówiąc w tym samym czasie:
– To sekret!
Cała trójka roześmiała się serdecznie. Dołączyli do nich pozostali członkowie RFA, którzy przysłuchiwali się rozmowie.
Nikt nie zauważył, jak na twarzy Jumina pojawił się lekki uśmiech.