Mimo wielu różnic jak między nocą a dniem w naszych kodach DNA mamy ten wspólny gen
Maniek x Bartez - Wspólny gen @niewystarczajacabykochac

#dc comics#dc#batman#tim drake#dick grayson#bruce wayne#batfam#batfamily#dc fanart




seen from Hong Kong SAR China
seen from China
seen from United States
seen from United States
seen from China
seen from Brazil
seen from Brazil
seen from United States
seen from Brazil
seen from China

seen from Germany

seen from Canada

seen from Malaysia

seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
Mimo wielu różnic jak między nocą a dniem w naszych kodach DNA mamy ten wspólny gen
Maniek x Bartez - Wspólny gen @niewystarczajacabykochac
252dzień, 252cud - To tylko pozory...
Moją młodszą kuzynkę pewnie znacie już bardzo dobrze. Tyle razy o niej opowiadałam. Mimo wszystko dzisiaj chciałabym się jej trochę bardziej przyjrzeć. W końcu jest moim cudem.
Kiedy byłyśmy małe nawet się dogadywałyśmy. Mimo wszystko nie trzymałyśmy się jakoś blisko. Zawsze spotykałyśmy się z resztą kuzynostwa u naszej babci, bo ma ona ogromne podwórko, wiec było mnóstwo miejsca do zabawy. Oczywiście jak to u dzieci bywa (a nawet nie tylko u dzieci) bywały momenty, kiedy się sprzeczałyśmy. Zazwyczaj o to, że pojawiała się osoba trzecia – starsza kuzynka.
Później straciłyśmy kontakt. Ona kompletnie zmieniła towarzystwo. Zadawała się z ludźmi, którzy mnie przerażali. Byłam przecież grzeczną dziewczynką i dla mnie każdy chłopak, ubrany w dresy, był przerażający. Wtedy moja kuzynka wydawała mi się taka hmm twardzielka. Wiedziałam, że wiele razy dochodziło do wielkich kłótni pomiędzy nią i innymi „przerażającymi ziomkami”. I wiedziałam, że była nawet zdolna do bicia się.
Później ona poznała swojego obecnego chłopaka. Zmieniła go, a on przy okazji zmienił ją. Stała się bardziej otwarta na przyjaźń. Wreszcie stałyśmy się bliskie i mimo różnic, zaczęło nas do siebie przyciągać. Mimo wszystko nadal widziałam w niej tą dawną twardzielkę. Miłą, przyjacielską, pomocną, ale twardą kobietą, która zawsze stawiała na swoim i nie przejmowała się opinią innych.
Ostatnio jednak coś się zmieniło. Ja i moja kuzynka posprzeczałyśmy się z dziewczyną naszego kuzyna. Ja oczywiście ta zawzięta, która ma problem z wybaczaniem, nie mogłam tak po prostu przyjąć przeprosin i powiedzieć „okej, nie ma problemu”. Taka już po prostu jestem, ale pracuję nad tym. Co do kuzynki to miałam pewność, że twardo powie, co uważa. Ona jednak od razu przyjęła przeprosiny, wybaczyła, dała jej szanse. Spytałam się jej „co się nagle stało?” , ona mi wtedy powiedziała, coś czego się nie spodziewałam „ta moja twardość to tylko przykrywka”. Wtedy dopiero zobaczyłam, że wewnątrz ona jest bardzo wrażliwą osobą. Ma wielkie zaufanie do ludzi i może trochę przez to cierpi, ale zawsze daje szanse, nikogo nie skreśla.
Nie ukrywam, że mi to zaimponowało. Ja – osoba, która zazwyczaj jest spokojna, nie potrafi okazać najprostszych, ludzkich odczuć. Mam z nimi problem, a tu osoba, która zazwyczaj przybiera twarz osoby bardzo silnej, wewnątrz jest empatyczna i potrafi okazać zrozumienie.
Jednak nie warto oceniać po okładce…
249dzień, 249cud - Dość tego!!!
Pewnie już wiele razy czytaliście podobne wpisy na moim blogu. Mimo wszystko chcę to opisać, bo jest to dla mnie ważne i to był największy cud tego dnia, ale zacznijmy od początku.
Pisałam wam już jakim jestem typem człowieka. Nie zawsze mówię, o tym co mnie boli. Nauczyłam się słuchać i to mi chyba wychodzi najlepiej. Poza tym nie chcę nikogo męczyć swoimi problemami, bo dla kogoś one mogą być bezsensowne.
Z tego względu nikomu nie mówiłam, co mi siedzi w głowie. Trzymałam to w sobie i było mi z tym dobrze. Oczywiście możecie się domyślić, że to uczucie było dobre do czasu.
W poprzednim cudzie pisałam wam, że byłam na imprezie ze swoją rodzinką. Tam opisałam wszystko to co było dobre. Po 24 kiedy nastąpił kolejny dzień już tak nie było. Po wyczerpujących tańcach usiadłam z moją kuzynką. Zaczęłyśmy rozmawiać i ona zaczęła drażliwy dla mnie temat. Chciałam jakoś wybrnąć, ale alkohol, atmosfera, Łukasz, którego spotkałam, wszystko to się skumulowało. Czułam się jak wulkan, który coraz bardziej wypełnia się lawą i zaraz wybuchnie. I tak się stało. Nie wytrzymałam. Nawet nie panowałam nad sobą. Po prostu wyrzuciłam to wszystko, co było we mnie przez ten czas. Kiedy skończyłam, zauważyłam tylko oczy mojej kuzynki, w których widać było współczucie, zrozumienie, troskę. Przyznaję się, że było mi głupio. Czułam, że powiedziałam za dużo i mogłam niektóre rzeczy zostawić dla siebie, ale na szczęście trafiłam na dobrą osobę, która domyślała się, co się dzieje i nie osądziła mnie pochopnie.
Muszę przyznać, że mimo wszystko poczułam się o wiele lepiej. Tak jakby wielki, nie mogę tego nazwać kamieniem, raczej głazem, który spadł mi z serca. Czułam się po prostu lżej.
Nie raz wydaje nam się, że jesteśmy wszechmocni i nie potrzebujemy pomocy drugiej osoby. Sami przecież damy sobie radę i nikt nie jest nam potrzebny do rozwiązywania naszych problemów. Jednak to nie jest prawda. Takie osoby żyją w błędzie, ale spokojnie, ja też tak żyłam. Teraz wiem, że człowiek nie jest w stanie sam poradzić sobie z tym wszystkim, a nie raz zwykłe wyżalenie się drugiej osobie może wiele pomóc. Nie bój się mówić o swoich problemach.
205dzień, 205cud - Wyrzuciłam to z siebie ...
Wcześniej w momencie konfliktu nigdy nie mówiłam, co mnie boli. Wolałam zostać sama z tym problem, przemilczeć niż bez sensu rozpoczynać kolejną kłótnie. Tak wyglądał cały mój były związek. Ciągłe kłótnie i udawanie, że przecież nic się nie dzieje. Potem przerzuciło się to na moją przyjaciółkę. Nigdy nie mówiłam jej, co mi się nie podoba, co tak naprawdę uważam o jej zachowaniu itp.
W pewnym momencie te wszystkie niewyrzucone emocje tłumiła się w tobie i następuje tzw. katastrofa uczuciowa. Najczęściej wtedy po prostu siadam i płaczę. Nie potrafię nie raz powiedzieć czemu. Tylko w taki sposób usuwam z siebie to, co mnie boli, przez co cierpię.
W pewnym momencie, po kolejnej niewyjaśnionej sprzeczce z moją przyjaciółką, obiecałyśmy sobie, że od teraz otwarcie mówimy, co jest nie tak. Nie ukrywamy tego przed sobą, nie trzymamy tego w sobie, bo przez to jest jeszcze gorzej. Starałam się z tym walczyć i nawet powoli zaczęło mi to wychodzić. Mimo wszystko zawsze coś mi mówiło „Julia nie warto zaczynać, daj sobie spokój”.
Ostatnio mam trochę cięższy okres z moja kuzynką – przyjaciółką, tą, o której tak wiele wcześniej mówiłam. Ta, której tyle zawdzięczam. Niestety przez niektóre wydarzenia nasz kontakt trochę się urwał. Nie spotykałyśmy się już tak często, nie pisałyśmy. Dodatkowo miałam do niej żal za pewne zdarzenie. I mimo, że mi jej brakowało nie potrafiłam powiedzieć jej otwarcie, co mnie gryzie. Po paru dniach tak mnie to męczyło, że nie wytrzymałam. W momencie, kiedy chciałam już do niej pisać, dostałam wiadomość. Można się domyśleć, że była to wiadomość od niej.
Tej ulgi, kiedy wreszcie mogłyśmy sobie wszystko wyjaśnić, nawet nie da się opisać. Zrobiło mi się od razu lżej na sercu. Nie musiałam tego dalej trzymać w sobie. Ta chęć wygadania się jest moim cudem, ponieważ wiem, ile takie rozmowy mnie kosztują.
#rodzina #family #greatfamily #together #kuzynka #Poloniawstambule www.adampol-polonezkoy.pl #istanbul #Tūrkiye #turkey #polacynadbosforem #polishvillageinturkey #polônia #polaco #polaknarwakacjach #turcja #adampol www.adampol-polonezkoy.pl
MyPhoto💋 Moje małe słoneczko..😇
Piotr
Kawa i papieros. Tego było mi trzeba. Rozsiadłam się w miękkim fotelu w cieniu brzozy i spoglądałam na ledwo zauważalną parę unoszącą się znad szklanki. Zapaliłam i odłożyłam paczkę papierosów na stolik. Trwałam chwilę z zamkniętymi oczami i odchyloną do tyłu głową. Znowu ta myśl... Ja sama na wsi, wokół cisza, żadnego telewizora, komputera, telefonu... Bajka!! Rozkoszowałam się wizją pustelniczego życia, która dawała mi namiastkę wolności, kiedy poderwał mnie ryk klaksonu z przejeżdżającego samochodu i jazgot psa. Potrącony stolik zakołysał się niebezpiecznie, ale zdążyłam uratować szklankę przed upadkiem i na trawę bezgłośnie spadła tylko paczka papierosów. Kiedy schylałam się żeby ją podnieść, wspomnienia zalały mnie niczym wodospad. Odezwało się echo pięknych i beztroskich chwil, które dzisiaj z wolna stawały się bolesnym wspomnieniem straty...
… Siedziało nas przy stoliku w klubie kilka osób. Był tam chyba Zbyszek, chłopak mojej kuzynki, ona sama, Romek, ja i oczywiście Piotr. Chłopcy rozmawiali o swoich sprawach, które takiej smarkuli jak ja, wydawały się nieważne i nudne. Siedziałam obok Piotra i niecierpliwiłam się nie rozumiejąc, dlaczego gada z kolegami, zamiast poświęcić uwagę mnie, swojej dziewczynie. Kiedy zauważyłam leżącą na brzegu stołu paczkę papierosów Piotra uznałam, że zwrócę jego uwagę na siebie. Pomysł wydał mi się przedni, toteż wprowadziłam go w czyn i dotąd przesuwałam dłoń, póki paczka spadła. A Piotr? Bez drgnienia powieki, bez rzutu okiem na to coś co klapnęło na podłogę, pochylił się i bez słowa położył to z powrotem na stole. Nawet nie przestał mówić do Romka! Wykonałam tą samą czynność powtórnie. Pacnęło, Piotr znów bez słowa i jakiegokolwiek zniecierpliwienia, ponownie umieścił zgubę na blacie. Byłam zdumiona. Podjęłam kolejną próbę i tym razem coś się zmieniło. Piotr schylił się, wziął papierosy w dłoń i ciepłym, miękkim głosem powiedział: „Aleks, nie rób tak”,i powrócił do rozmowy nadal na mnie nie patrząc.
Byłam uparta, bardzo uparta. Mocno już sfrustrowana,zrobiłam to kolejny raz i tym razem na mnie spojrzał umieszczając pudełko na miejscu. Uśmiechnął się ciepło. Do mnie. Nie wkurzył się, a przynajmniej tego nie okazał. Sprawiał wrażenie młodego mężczyzny, który bierze poprawkę na to, że ta smarkata bawiąca się w dość infantylny sposób, jest niesfornym dzieciakiem, któremu należy wybaczyć drobne złośliwości. Poczułam dziwne ciepło w środku i uczucie, którego wtedy jeszcze nie umiałam nazwać.
Przyjrzałam mu się spod rzęs i kiedy w moim umyśle rodziło się zrozumienie dla tego co czuję w tej chwili, w głowie zadźwięczały mi słowa Iwony :”On cie chce zaciągnąć do łóżka, głupoto”... Czar prysł, a jego miejsce zajął lęk przed nieznanym i niebezpiecznym. W słuszności tego lęku utwierdziło mnie spojrzenie kuzynki zdające się mówić: „Uważaj, ostrzegałam cię”....
...Samochód przejechał, pies uspokoił się już dawno, a ja nadal siedziałam jak posąg w dziwnie skręconej pozycji. Potrząsnęłam głową jakbym chciała wyrzucić z niej wspomnienie wysokiego chłopaka o jasnych włosach, trochę zadziornych oczach, kształtnych dłoniach i ciepłym głosie, chłopaka, którego według opinii kuzynki, powinnam się bać....