A large proportion of Larries are 'blue greeners'?
As we all know, most One Direction stans are indeed Larries. I mean, it's not hard to tell. Compilations include Larry, the crack videos include Larry. The band One Direction always seems to be linked to two memebrs dating.
Although a vast majority of fans are Larries, there are some who believe in other ships. I would say a pretty big one is Zarry.
Although I dont call myself an anti, I'm not a big fan of shipping real people. I think it's intrusive and weird. Just because I prefer to not believe in any ships, I still look into them. Larries are pushy and push gay on them but then there are Zarries. Zarries.
Not one Zarry I've really seen on the internet are invsive. I think mst of them accept that they aren't togeher anomore. When Gigi had her kid, no one denyed it's existance.
Zarry and Larry are similar, believe me.
Matching tattoos and lyrics, they stare and communicate on stage.
Similar.
But one thing that is different is the fan base. As I said, Larries seem to push it on them whereas Zarries seem to accept that they're 'no longer a thing.
Larries hate Harries for sexualizing him as if it's all of us yet they're allowed to hang on to the belief that he's drooling for Louis? Larries bring Zarries down because they -quoted by a larrie- "get exited over their clolours" as if they don't do the same.
Larries are so dug down in the rabbit hole, convincing themselves that Larry is real that they start to bring others down.
It's funny, I always see videos like "larry videos to get through holivia" or "larry in my camera roll to get you through a bad larrie day."
they quite literally have to convince themselves.
They say antis are the toxic ones but larries are the ones who can never call it quits.
I DON’T THINK I HAVE THIS | 7 ROZDZIAŁ | TŁUMACZENIE
Link do oryginału: I Don’t Think I Have This
Pairing: oczywiście Larry Stylinson
Autor: Centa0592
Zgoda: Tłumaczenie przejęte od Dudosz. Tak
Gatunek: A/B/O, fluff, smut
Opis: Minęło siedem miesięcy od momentu w którym Louis zaszedł w ciąże i już kiedy pomyślał, że rzeczy zaczynały wracać do jakiejś formy normalności, przychodzi jakiś nieznajomy przynosząc dziwne wiadomości, które rzucają kulę w życie Louisa. Z przypomnieniem o zeszłych wspomnieniach, musząc dowiedzieć się ukrytej prawdy, i próbując przynieść bliźnięta na świat Louis jest trochę przytłoczony. Po prostu cieszy się, że ma swoich współlokatorów tuż za rogiem, aby pomogli mu po drodze i fakt, że Harry będzie najlepszym ojcem na świecie. Jeśli tylko Alfa mogłaby nauczyć się przestać być tak zazdrosnym.
lub
AU gdzie:
Harry jest zazdrosną Alfą, która kocha swoją Omegę.
Louis jest Omegą w ciąży, po prostu próbującą dotrwać z tym do następnego dnia.
Niall i Liam są złośliwymi Betami, którym nie można ufać.
i
Zayn jest Alfą, która wciąż nie wie co to przestrzeń osobista.
Od tłumaczki: Długo nie było rozdziału, przepraszam, ale nareszcie jest!
Harry wzdycha z kuchni. Bliźnięta są kapryśne, a Louis wybredny.
- Proszę zjedz. - Harry znowu błaga, podając Louisowi kawałek grillowanego kurczaka, którego pociął. Louis marszczy brwi na oferowane mu jedzenie i wraca do sączenia swojej herbaty.
- Nie – mówi natychmiastowo. - Nie jestem teraz głodny Harry. - Kontynuuje, odkładając herbatę i wstając od stołu. Podchodzi do zlewu i myje ręce przed podniesieniem jednego z bliźniaków, mając nadzieje, że jeśli go pokołysze to dziecko się uciszy.
- Lou, nie widziałem jak jesz cokolwiek od dwóch dni. - Harry zaczyna, po westchnięciu, wstając by podnieść drugiego bliźniaka. Obraca się do Louisa i marszczy brwi. - Martwię się halo. - kończy i patrzy jak Louis odwraca się od niego.
- Nie martw się H. Jestem po prostu na diecie...
Harry prycha zanim Louis może dokończyć.
- Błagam cię... ale mi dieta. - przerywa, ale Louis zatrzymuje go piorunującym spojrzeniem
- Oczyszczam organizm! - Louis się broni. - Piję herbatę trzy razy dziennie jako zamienniki posiłków. - kontynuuje i kładzie dziecko ze swoich ramion do łóżeczka. - Zresztą przytyłem o cały rozmiar spodni. - kończy cicho. Chce już usiąść, ale Harry szybko wciąga młodszego chłopaka na swoje kolana.
- Kochanie, chodzi o to że przybrałeś na wadze? - Starszy pyta delikatnie, głaszcząc twarz omegi.
- Może – Louis mamrocze i przekręca się tak, że siada okrakiem na talii Harry'ego by schować głowę w szyi alfy. - Ale nie mogę nic na to poradzić. Wiecznie czuję się wzdęty i głodny i w ten sposób przybieram na wadzę. Cieszę się że przynajmniej nie mam problemów z cerą. - narzeka i Harry pociera jego plecy by go uspokoić.
- Jeśli chcesz pomocy w ćwiczeniach to mogę ci pomóc. - Harry mówi kojąco. - Ale tymczasem musisz opiekować się swoim ciałem. Kiedy będziemy dziś u lekarza, zapytamy się o to przybieranie na wadze. - kontynuuje i Louis wzdycha z pogardą. - Tak żebyś wiedział... Myślę, że twoje dodatkowe kilogramy są bardzo gorące. - Harry szepcze i Louis kręci się na jego kolanach.
- Nie podniecaj mnie – Louis jęczy i porusza biodrami do przodu i do tyłu. Harry chwyta jego uda i Louis skomle bo jest tak nakręcony a teraz zdecydowanie nie jest dobry moment. Omega już ma powiedzieć „pieprzyć to" i doprowadzić ich obu do orgazmu, kiedy Liam decyduje się wejść do kuchni.
Beta podchodzi do śpiących bliźniąt i grucha do nich, przed odwróceniem się by zobaczyć dwóch kochanków. Marszczy czoło na ten widok i siada przed nimi – skubiąc kurczaka.
- Niall ostatnio dziwnie się zachowuję, i potrzebuje rady. - zaczyna, wkładając kawałek mięsa do ust. Louisowi burczy w brzuchu i chłopak modli się, żeby Harry tego nie usłyszał.
- Co robi? Poza randomowym zasypianiem – żartuje Louis.
- On um, on często chodzi do łazienki - Liam zaczyna niezręcznie. - A kiedy idziemy spać to czasami wstaje i oblewa twarz wodą jakbym tego nie zauważał. - Louis i Harry identycznie się uśmiechają. - I kiedy siedzimy obok siebie na kanapie, to on ciągle się kręci i... i czemu się śmiejecie? - Liam wydyma wargi i Harry jako pierwszy wybucha śmiechem.
- Wybacz Li, tylko że. Nial jest po prostu seksualnie sfrustrowany. - Louis wyjaśnia i Liam czerwienieje.
- W sensie, że chce...? - Beta szepcze i Louis posyła mu czuły uśmiech – wyraźnie rozbawiony.
- Tak Liam. Chce wetknąć swojego pisiorka w twoją dziureczkę i vice versa. - drażni omega i Liam krztusi się na kawałku kurczaka, po czym kaszle i wstaje.
- Ja po prostu... tak – Liam wskazuje palcem w kierunku niczego i pośpiesza do swojej sypialni.
- Pisiorek?? Dziureczka? - Harry pyta i Louis rumieni się przed trzepnięciem alfy w ramie.
- Hej, chciałbym zobaczyć jak ty byś sobie poradził.
- Och, poradzę. Edukację seksualną naszych dzieci zostaw mi. - szybko odpowiada i pochyla się do przodu by skubnąć dolną wargę omegi. Louis chętnie akceptuje pocałunek i owija ramiona wokół szyi Harry'ego.
- Będziesz mógł przedyskutować seks z bliźniakami ale kolejny zestaw dzieciaków będzie mój. - Louis decyduje, wypychając biodra.
- Chcesz więcej? - Harry pyta czule i Louis odchyla się z rumieńcem na policzkach, przytakując głową krótko.
- Tak chcę.... Dużo więcej. - Omega przyznaje i Harry czuje jakby jego serce miało wybuchnąć. Chce wszystkiego z tym chłopcem w jego ramionach. Realizacja tego wszystkiego co się stało i nadal się dzieje nadal nie doszła do mózgu Harry'ego. Przemienił się z alfy, która przysięgała nigdy się nie ustatkować, w mężczyznę który jest bez wątpienia zakochany i gotowy zdjąć pieprzone gwiazdki z nieba, jeśliby musiał. Po raz pierwszy, od poznania Louisa, alfa musi sobie przypomnieć czy to jest naprawdę to czego chce? Czy on naprawdę chce się ustatkować, czy chce wrócić do swoich dawnych zwyczajów. Czy Harry jest naprawdę gotowy by być ojcem i oddaną alfą?
Chłopak na jego kolanach przyciska się do piersi Harry'ego i to wystarcza by wnieść uśmiech na jego usta. Oczywiście, że jest gotowy by się ustatkować. To będzie straszne i wręcz przerażające jak cholera, ale wie, że to właściwa decyzja. Wie, że Louis jest dla niego właściwą osobą i we właściwym czasie wszystko zacznie mieć sens.
- Musimy iść? - Głos omegi wyrywa go z myśli i Harry potrząsa lokami by oczyścić umysł. Starszy z dwójki spogląda na zegar ścienny i marszczy brwi, rozważając ile zajmie im dojechanie do lekarza, razem z korkiem. Wzdycha i z powrotem zwraca wzrok na niebieskookiego chłopaka na swoich kolanach.
- Raczej tak. - Harry zaczyna. - Ty weź bliźniaki, ja przygotuje samochód. - Kończy i Louis jęczy ale i tak wstaje. Bliźnięta patrzą się na swojego rodzica szerokimi oczami i uśmiechają się im bliżej on jest. Dla Louisa jest to niesamowicie urocze, i podchodzi on by podnieść obojgu naraz. Dzieci osuwają się w jego ramiona i przylegają do niego, jak zanosi je do czekającego samochodu.
Harry przejmuje chłopców i kładzie je w swoich nosidełkach; upewniając się by bezpiecznie zapiąć ich pasy. Kiedy jest to zrobione, Harry wchodzi na miejsce kierowcy i ich czwórka wyrusza. Korek nie jest okropny, ale nie jest też przyjemny. Jedyną dobrą rzeczą w tej przejażdżce jest to że to daje Louisowi więcej czasu na przemyślenia – minusem jest to że im dłużej myśli tym bardziej zaczyna panikować.
Chodzi o to, że on naprawdę nie chce na razie więcej dzieci. Kocha swoich chłopców – oczywiście, że ich kocha. Ale również kocha ideę o powrocie do pracy, podróżowaniu i rozgryzieniu swojego życia. Louis spędził za dużo czasu na opieraniu swojego szczęścia na innych ludziach i rzeczach. Chce być dobrym rodzicem i omegą dla swojej rodziny, ale również chce być pisarzem, może nawet nauczycielem. Nie może poświęcić na to czasu, jeśli znowu będzie w ciąży – szczególnie jeśli będzie w ciąży z dzieckiem, lub dziećmi, które mogły potencjalnie mieć jakieś problemy przez tamte prowizoryczne tabletki.
- Kochanie. - Harry szepcze i jego niski głos pozbawia Louisa strachu. Omega nie patrzy na alfę, ale czuje jak bardzo zmartwiony jest Harry, a więc sięga do niego i chwyta jego dłoń – delikatnie ją ściskając jako forma pocieszenia, że wszystko będzie w porządku.
Całkiem szybko dojeżdżają na miejsce a tam Louis jest już kłębkiem nerwów. Czuje się roztrzęsiony i jego mały synek wtula się w jego pierś bardziej niż zwykle. Tak jakby próbował go uspokoić, i podczas gdy to wnosi uśmiech na jego usta, to nie bardzo go uspokaja.
- Idę nas zarejestrować. - Harry stwierdza i Louis kiwa głową, kładąc jednego syna na kolorowej macie po lewej stronie pomieszczenia. Ten obszar wydaje się być przeznaczony dla dzieci ponieważ wszędzie porozrzucane są zabawki. Jedno małe dziecko bawi się ciężarówką i Jordan natychmiastowo czołga się w stronę tej zabawki. Louis odchyla się z Adrianem w ramionach i uśmiecha się, ponieważ bliźnięta nigdy wcześniej nie były przy innych dzieciach i teraz jest idealny czas by zobaczyć jak się będą zachowywały.
Jordan zaczyna miło. Chichocze i stuka zabawkę, ale wtedy sięga po nią, a drugie dziecko wciąż trzyma na niej ręce. Najwyraźniej zdenerwowany Jordan zabiera zabawkę i unosi ją by uderzyć dziecko – które natychmiast zaczyna płakać. Louis jest przerażony działaniami swojego syna i sięga po niego jak druga matka chwyta swoje. Strzela ona sztyletami w Louisa i omega posyła jej wykrzywiony uśmiech po czym przesuwa się o trzy siedzenia ze swoimi dziećmi na kolanach.
Harry dołącza do nich z zmarszczonymi brwiami i zabiera Jordana z ramion Louisa.
- Cóż pan zrobił? - karci Harry i Jordan sięga by skubnąć nos alfy. Harry rozpływa się i grucha.
- Był bardzo niegrzeczny Harry – Louis upomina Alfę i zanim Harry mógł się zgodzić drzwi na prawo się otwierają i pielęgniarka wystawia głowę wywołując rodzinę Stylesów. Wstają i podążają za nią póki nie zostają usadzeni w poczekalni.
Louis znowu się denerwuje i chowa głowę w szyi Adriana. Harry pociera jego plecy i przekręca Jordana w swoich ramionach i wtedy do środka wchodzi lekarz. Jest on wysoką betą, ma szpakowate włosy, średnią budowę i niebieskie oczy. Wyciąga pomarszczoną dłoń, którą Harry potrząsa i uśmiecha się do wszystkich w pomieszczeniu.
- Jak się wszyscy mają? - zaczyna. - Mam na imię Dr. Borlum i dziś wam się przyjrzę. - kończy . Trzyma dłonie na pleckach obojgu bliźniaków i uśmiecha się do nich delikatnie.
Lekarz odwraca się w stronę szafki i wyjmuje kilka rzeczy. Najpierw sprawdza bliźniętom uszy. Mruczy a potem sprawdza Louisa. Usadza go i bada jego ciśnienie krwi przed ponownym mruknięciem i zapisaniem czegoś. Louis marszczy brwi na krześle i pociera swoje ramie, tam gdzie przed chwilą był ciśnieniomierz.
- Gdzie dokładnie jest problem? - Lekarz pyta, naciskając brzuch Louisa. Wtedy przykłada stetoskop do jego pleców i prosi go o branie głębokich oddechów. Robi to cztery razy zanim doktor kiwa głową, zapisuje kilka słów i sięga po coś czarnego.
- Problem w tym, że Louis dziwnie się czuje. I bliźnięta rosną w gwałtownym tempie. - Harry zaczyna i jak lekarz kiwa głową by kontynuował chłopak mówi dalej – Oraz gorączka Louisa jest nieregularna. Myślimy, że to mogą być efekty uboczne po tych złych supresantach na jakich był – wyjaśnia i doktor zapisuje coś po czym kontynuuje swoje badania.
Bliźniętom i Louisowi zostają sprawdzone oczy, gardło, odruchy i serce. Wtedy lekarz wyciąga coś co wygląda jak kilka igieł i Louis blednie.
- Będzie bolało, ale muszę wysłać badania krwi, by móc wykluczyć kilka rzeczy i zobaczyć dokładnie co, jak już, się dzieje. - Borlum wyjaśnia. Louis pomaga w przytrzymaniu bliźniąt, jak krzyczą one z bólu po igle. Wtedy jest kolej Louisa i robi on wszystko co może, by nie popłakać się od igły samej w sobie – nienawidzi igieł. I bólu – bólu też nienawidzi.
- Ile mają wasze bliźniaki? Pięć miesięcy?
Louis krzywi się. - Nie. Około dwa. Prawie dziewięć tygodni. - odpowiada i Borlum unosi brwi – nawet nie próbując ukryć swojego szoku. Spogląda w dół na wykres leżący na stole.
- W takim razie rozumiem czemu przyszliście mnie zobaczyć. - w końcu mówi, odkładając próbki krwi i Louis spogląda na Harry'ego ostrożnie. - Jak zachowują się przy innych dzieciach? - Wtedy pyta i omega zaczyna bawić się bezmyślnie krawędzią swojej koszulki.
- Cóż, nie mieli zbytnio kontaktu z innymi dziećmi, ale są cudowni z naszymi współlokatorami. - Louis szybko stwierdza i Harry posyła swojemu partnerowi spojrzenie. Louis opuszcza wzrok nim nie zaczyna ponownie mówić. - Mieliśmy mały problem z Jordanem dosłownie przed chwilą. Chciał zabawkę, którą miało inne dziecko, więc ją zabrał i spróbował je uderzyć. - kontynuuje wyjaśnianie a Jordan zasysa swoje palce do buzi w odpowiedzi.
- To może nic nie znaczyć. Zdecydowanie nie ma co się za bardzo niepokoić, ale mam swoje obawy.
Harry i Louis oboje siadają prosto.
- Ostatnio do mojego biura przychodziło dużo dzieci z różnorodnymi urazami spowodowanymi przez agresywne dzieci, które wydają się wykazywać silne alfie cechy. Zazwyczaj nie da się stwierdzić kim będzie dziecko, aż do czternastego roku życia, ale te dzieci są po prostu – inne.
Louis spogląda na Harry'ego ze strachem w oczach i przytula swoje dzieci bliżej do piersi.
- Ale tak jak powiedziałem, nie ma na razie co się zbytnio niepokoić. - zapewnia Borlum i młodszy chłopak widocznie uspokaja się. - Louis chciałbym, żebyś dał mi próbkę moczu.
Louis bierze kubeczek i kiwa głową – sekretnie ciesząc się, że wypił całą butelkę wody w samochodzie po drodze. Idzie do łazienki, zamyka drzwi i sika do kubeczka. Zamyka go, myje dłonie a potem kieruje się z powrotem do pomieszczenia z ciężkim sercem.
Harry trzyma oba bliźniaki i ucisza je cicho, kołysząc je w tym samym czasie. Lekarz bierze próbkę i wzdycha głęboko przed wskazaniem Louisowi by usiadł.
- Naprawdę nienawidzę niepokoić rodziców. - Doktor zaczyna i Louis czuje jak tył jego gardła się zacieśnia. - Jedynie myślę, że jest kilka rzeczy na które musicie uważać. - Louis spogląda na Harry'ego, który już na niego patrzy, przed ponownym zwróceniem się do Borluma. - Przychodziło ostatnio kilka omeg, z nowo narodzonymi dziećmi, które są znacznie większe niż jak na swój wiek i dosyć agresywne. To dosyć niepokojące tak naprawdę.
Oczy Louisa rozszerzają się i powstrzymuje on chęć zabrania swoich dzieci i ucieczki.
- Tak jak powiedziałem, nie chcę straszyć; będę musiał poczekać na badania krwi, ale powinniście wiedzieć coś jeszcze.
Louis przeczyszcza gardło, ale nie czuje żadnej ulgi.
- Wszystkie wyniki dzieci wychodziły takie same. W ich krwi jest wysoki poziom testosteronu co jest dziwne... - Dr. Borlum przerywa i Louis nie jest nawet pewny czy Harry jeszcze oddycha. - To przypomina mi o mężczyznach używających sterydów. Robimy wszystko co możemy, ale z tak małymi dziećmi nie da się wiele zrobić. - kończy i Louisa wszystko swędzi. Jakby jego skóra płonęła. Zaczyna się denerwować.
Z jego dziećmi jest coś nie tak. Mienie zbyt dużej ilości testosteronu może doprowadzić do wielu problemów – nawet Louis to wie. Jeśli dzieci, w jakiś sposób, dadzą radę w miarę normalnie żyć w takich warunkach, ich gniew i złość będzie nie do powstrzymania do momentu w jakim zaprezentują się jako pełne alfy. Może to jest to co te leki naprawdę zrobiły. Napompowały omegi i alfy do pełna testosteronem, jednocześnie czyniąc omegi płodnymi, by para była bardziej agresywna i produkowała agresywne dzieci. Bety nie będą miały wyboru i przejmą dowodzenie; kompletnie odpychając alfy od przywództwa.
Louisowi jest niedobrze. Odwraca się w stronę Harry'ego, który wpatruje się w niego intensywnie, a potem wypuszcza powietrze, by uspokoić swoje nerwy. Trzęsie się, wie, że tak jest i również wie przez minę jego alfy, że Harry domyślił się tego samego. Młodszy chłopak wstaje. Wyciera swoje dłonie o dżinsy i posyła lekarzowi grymaśny uśmiech.
- Dziękujemy za przyjęcie nas doktorze. - Louis mówi uprzejmie i Harry bierze to jako sygnał by również wstać. Dr. Borlum dołącza do nich.
- Uścisnąłbym dłoń, ale bliźniaki... - Harry mówi z zakłopotanym uśmiechem.
- Bez obaw Panie Styles. Wezmę wszystkie próbki do laboratorium i zadzwonię tak szybko jak to możliwe.
Harry przytakuje i Louis podchodzi by wziąć Jordana.
- Jeśli nie ma żadnych pytań, możecie śmiało iść.
Louis skina głową i wychodzi przez otwarte drzwi – z Harrym tuż za sobą. Para oddala się od przychodni i Louis mruży oczy, jak przyzwyczajają się one do światłą. Harry ma dłoń na jego plecach ale zabiera ją by odłożyć oba bliźniaki do swoich nosidełek, tak że Louis może usiąść na przodzie. Chłopak się trzęsie, nawet kiedy Harry siada i chwyta jego dłoń on wciąż się trzęsie. By Louis zaczął płakać wystarczy jedno spojrzenie od Harry'ego, i wtedy wszystko wychodzi na wierzch.
- Oh kochanie, nie płacz. - Harry odpina swoje pasy i sięga by chwycić ramiona chłopaka. Przytula mocno swojego skarba i całuje jego włosy, czoło, ucho, i wszystko do czego sięga. Louis jedynie płacze mocniej i lgnie do czarnej koszulki zsuwającej się z ciała starszego. Dopiero jak Jordan zaczyna płakać to Louis przestaje – jego instynkty rodzicielskie się włączają. Chłopak odwraca się i twarz Jordana jest czerwona, a jego grube maleńkie paluszki są ściśnięte w małe piąstki. Wygląda jakby już miał zacząć kopać swoimi pucułowatymi nóżkami, kiedy zauważa, że Louis przestał płakać – więc również przestaje. Pociąga cicho noskiem a potem wkłada do buzi rękę, by zacząć ją mamlać; spoglądając na Louisa ostrożnym wzrokiem.
- Nie lubi jak płaczesz. To zbyt słodkie. - Harry grucha i Louis mizernie uderza go w ramie, ale potem i tak wtula głowę w szyję starszego. To naprawdę jest urocze. - Chcesz o tym porozmawiać?
Prawda jest taka że nie. Nie chce o tym porozmawiać. Nie chce roztrząsać faktu, że jego dzieci mogą być potencjalnie pod wpływem tego szaleństwa jakie teraz się dzieje. Louis nie był gotowy na bycie rodzicem, ale teraz jak nim jest, przysiągł, że będzie chronić swoje dzieci za wszelką cenę. Ale jak ma to zrobić, kiedy nie może walczyć z tym co się dzieje? To po prostu takie niesprawiedliwe. Więc zamiast powiedzenia tego wszystkiego Louis tylko kręci głową i Harry posyła mu uśmiech mówiący „kocham cię" po czym włącza silnik samochodu.
∞
To cicha podróż. Bliźnięta natychmiast zasypiają. Louis wyglądał przez okno przez całą drogę, więc Harry postanowił jedynie trzymać jego rękę. Decyduje że wszyscy potrzebują jakiegoś śmieciowego żarcia. Więc zatrzymuje się przy najbliższym sklepie i zostawia wszystkich w samochodzie, biegnąc do środka na chwilę. Dokładnie jak podnosi pudełko „Chunky monkey" słyszy śmiech, a potem dłoń klepie go w prawe ramie. Marszczy brwi kładąc pudełko do koszyka i odwraca się by zobaczyć znajomą twarz.
- Charlie stary, no ładnie. Co u ciebie? - Harry mówi, strząchając oferowaną mu dłoń i pochylając się do przyjacielskiego uścisku - uśmiech grozi przecięciem jego twarzy. Nie widział Charliego od dawna, w sumie jak teraz o tym myśli to nie widział żadnego ze swoich kumpli. Zaszył się z Louisem i chłopakami, jakby jego dawne życie, i wszyscy w nim, po prostu zniknęli.
- A dobrze, nie mogę powiedzieć tego samego o tobie. - drażni Charlie, zauważając zmęczoną postawę Harry'ego – Słyszałem, że zaciążyłeś jakąś Omegę. Czy to prawda?
Harry marszczy nos przed odpowiedzeniem. - Tak, ma na imię Louis. - mówi i przekłada ciężar ciała z nogi na nogę. Charlie kręci głową i pozwala uśmiechowi przeciąć swoje policzki.
- Kurwa stary, nigdy nie sądziłem, że zobaczę ten dzień. - wyjaśnia. - Zaczynaliśmy z chłopakami myśleć, że rzuciłeś nas dla lepszych znajomych, ale teraz jak wiemy że to całe ojcostwo jest prawdą... - urywa, ale uśmiech wciąż jest na jego twarzy – Bywałeś ostatnio w klubach? Jest niezła para panienek w mieście, bliźniaczek, które chciałyby cię poznać. - Charlie kończy i Harry czuje się trochę nieswojo.
- Nie robię już takich rzeczy. - Harry odpowiada szczerze i jego wargi wydymają się lekko kiedy Charlie wypuszcza nieprzyjemny rechot.
- Żartujesz sobie? - Charlie śmieje się, kiedy Harry kręci głową na nie. Wyższa alfa przebiega dłonią przez swoje loki. - Kurwa. Wychodzi na to, że jesteś nieźle teraz przywiązany huh? Nie powiem, że cię poznaję, będąc szczerym. Założę się, że nawet nie wychodzisz nigdzie w weekendy, a zostajesz w domu i bawisz się w teatrzyk.
Charlie żartował, oczywiście, ale to wciąż zostawiło zły posmak w ustach Harry'ego. Czy alfa naprawdę, aż tak się zmieniła? Kochał świetne imprezy i randomowy seks jak nikt inny, ale odkąd pojawił się Louis, zostawił tą część za sobą. Nigdy wcześniej nie zdawał sobie z tego sprawy, aż do teraz i będąc szczerym to trochę dziwne.
- Lubię moje nowe życie. - broni Harry i przez krótką chwilę nie wie kogo próbuje przekonać – siebie czy Charliego. - W każdym razie, miło było cię znowu zobaczyć, powinniśmy się kiedyś spotkać. Muszę zabrać te lody do domu.
Charlie kiwa głową i zbijają grabę po czym Harry idzie do kasy. Marszczy brwi całą drogę do domu, bojąc się, że pozwoli by jego myśli wszystko spieprzyły.
∞
Jest piątkowy wieczór i Harry był w dziwnym nastroju od czasu wizyty u lekarza. Jeśli ktoś powinien wariować to to powinien być Louis, ponieważ nie dostali jeszcze żadnych wieści a przeanalizowanie próbek krwi nie zajmuje tak długo. Rozumiecie? Jeśli ktoś ma wariować to to powinien być Louis, ale nie. Zamiast tego po domu chodzi ogromna rozmyślająca alfa, sprawiająca, że Niall sika w gacie.
Louis z chłopakami zdecydowali się dać Harry'ego przestrzeń. Może czas w samotności pomoże, przynajmniej taką mieli nadzieje, ale teraz jest Piątek, trzy dni później i Harry wciąż jest tym zmartwionym bałaganem rzucającym się za najdrobniejsze rzeczy. Na przykład wczoraj Niall spytał się Harry'ego, który właśnie wrócił do domu z pracy, czy chciałby może spaghetti carbonara. Harry rzucił się, zaczął krzyczeć jak to nie powinien być bombardowany ledwo po wejściu do mieszkania, a potem poszedł na górę. Louis zmarszczył brwi, ale w żaden sposób tego nie skomentował.
Ale teraz to się po prostu robi śmieszne. Cała czwórka ogląda Zabójcze umysły na Netflix'ie kiedy Harry decyduje rozpocząć kolejną kłótnie. Wstaje gwałtownie i wyrzuca ręce w powietrze. - Czemu wszyscy siedzimy oglądając Netflixa w piątkowy wieczór?!
Cała trójka odwraca się, by zobaczyć co to za wybuch i Harry prycha na ciszę którą został nagrodzony.
- Bo to robimy zawsze? - Liam, jako odważna dusza, odpowiada. Harry, niezadowolony odpowiedzią, warczy z frustracji i kopie w ścianę.
- Ej, nie rób tego, bo zedrzesz farbę.
Harry obraca się i mruży oczy na Louisa. Omega zwyczajnie wstaje w odwecie. Już czas by Harry się opanował.
- Przede wszystkim to twoja wina że jestem w domu. - Harry decyduje i Louis prycha, krzyżując ramiona na piersi.
- Proszę wyjaśnij w jaki sposób jest to moja wina? - krzyczy podchodząc bliżej.
- Tak. To twoja wina, że tu jestem zamiast w jakimś klubie lub na imprezie. - Harry odpowiada z złością w oczach. Louis zwalcza swoją omegową odpowiedź by ulec i uciec, i pozwala sobie odpalić złość. Jak Harry śmie zachowywać się tak jakby wolał być gdzieś indziej.
- Przepraszam, ostatnio jak sprawdzałem, nie miałeś na sobie żadnych łańcuchów. Lin też żadnych nie widzę. Nie jesteś więziony, możesz wyjść w każdej chwili. - Louis mówi, gestykulując w stronę frontowych drzwi. To wydaje się frustrować starszego jeszcze bardziej, jak ten przebiega dłonią po swojej twarzy i jęczy.
- Nie wiem już kim jestem. W jednym momencie codziennie pieprze innych ludzi i nagle... BAM! Jestem uwiązany do omegi z dwójką dzieci i prawdopodobnie więcej w drodze. - Harry krzyczy, mówiąc głównie do siebie i Louis czuje się jakby właśnie został uderzony. To dlatego Harry zachowywał się jak taki kutas? Myśli. Harry nie chce więcej dzieci a teraz kwestionuje ogólne bycie z Louisem.
Łzy zaczynają zbierać się w oczach omegi i zwalcza on gulę w gardle. Nie pozwoli by Harry zobaczył że płacze.
- Możesz w takim razie odejść Harry. Być kimkolwiek kurwa chcesz. - Louis wykrzykuje drżącym głosem a potem wybiega z mieszkania. Jest boso, nie ma portfela, żadnych pieniędzy i zero pojęcia gdzie ma zamiar iść, ale tak długo jak jest daleko od tej chujowej alfy będzie dobrze.
Przeszedł pół kilometra zanim czyjeś ramie nie ciągnie za to jego; odwracając go. Twarz Harry'ego wygląda na czerwoną, jakby strzelił sobie w twarz czy coś. I Louis wyrywa się z uścisku, chcąc ponownie odejść, ale jednocześnie chcąc zostać.
- Nie miałem tego na myśli. - Harry mówi błagalnym głosem i Louis pociąga nosem, ale odwraca wzrok. Ziemia jest bardziej fascynująca. - Kurwa Louis, musisz wiedzieć, że nie chciałem cię skrzywdzić.
Louis marszczy brwi i spogląda na Harry'ego. Wyciera nos wolną dłonią – Więc czemu powiedziałeś te rzeczy? - rzuca.
- Bo pozwoliłem jednemu z moich kumpli namieszać mi w głowie.- Harry wyjaśnia i Louis unosi brwi w zmieszaniu. - Po wizycie, kiedy poszedłem po lody, wpadłem na znajomego, Charliego. Zaczęliśmy rozmawiać i zaczął on komentować jak się zmieniłem i uderzyło mnie to, jak tona cegieł, uderzyło mnie to kompletnie, że miał rację. - zaczyna tłumaczyć. - Z Casanowy stałem się ojcem i partnerem, a potem zaczęła się ta cała drama z tabletkami, i nigdy nie pozwoliłem sobie tego wszystkiego przetworzyć. - kontynuuje. - Mówienie tego wszystkiego głośno sprawia, że brzmię jak prawdziwy kutas i jest mi przykro. Jest mi tak niesamowicie...
Louis przerywa Harry'emu pocałunkiem. Harry chętnie goni usta swojego kochanka, póki Louis się nie odsuwa. Omega uśmiecha się i złośliwie uderza Harry'ego w ramie.
- Jesteś takim głupkiem. Sam wariowałem parę tygodni temu. Po prostu nie wyładowywałem tego na tobie. - drażni Louis ostatnim zdaniem i Harry wzdycha z ulgą, przed wetknięciem swojej głowy w szyję Louisa.
- Dobrze, czyli możemy iść do domu?
Louis mruczy i zaczyna wracać do mieszkania. Para idzie dłoń w dłoń. Louis jedynie uśmiecha się do siebie całą drogę ponieważ Harry czasami jest takim wieśniakiem.
∞
Jest niedziela. Bliźniaki zostały nakarmione i aktualnie mają swoją popołudniową drzemkę. Liam i Niall są w kinie, na randce, a to zostawia Louisa i Harry'ego, którzy właśnie wyszli spod prysznica, samych. Louis pochyla się, by osuszyć swoje kostki, kiedy czuje kutasa wślizgującego się pomiędzy jego pośladki i dłonie na jego biodrach. Omega śmieje się i wyrywa z uścisku.
- Obawiamy się ciąży i nie mamy kondomów. Nie ma tu nic dla ciebie. - Louis wyjaśnia wskazując na swoje ciało. Harry marszczy czoło i popycha Louisa na łóżko po czym kładzie się pomiędzy jego nogami. Chłopak czuje jak jego ciało odpowiada na alfę i przeklina swój tyłek za produkowanie już śluzu.
Harry mruczy w zgodzie i zsuwa się w dół, kładąc uda Louisa na swoich barkach. Starszy bierze wdech i wtedy podłużnie przejeżdża językiem. Louis sapie i chwyta luźne loki jak Harry kontynuuje bez wstydu. Wbija swój język do środka, kręci nim i zasysa; nieustannie powtarzając te ruchy. Porusza w około językiem i dodaje jednego palca, wydając z siebie mruczące wibracje. Louis odrzuca do tyłu głowę i ręce, wywracając oczy dramatycznie i zaczyna wyrzucać biodra do przodu i do tyłu.
- Tak Lou, dojdź dla mnie. - Harry żąda i po dwóch pociągnięciach za jego bolącego kutasa Louis dochodzi szybko i mocno, strzelając nasieniem na całą twarz alfy. Louis po tym chce się przekręcić i pójść spać, bo jego nogi wciąż łaskoczą, a ciało wciąż się trzęsie po intensywnym orgazmie. Harry jest mistrzem w rimmingu. Ale zamiast iść spać Louis klepie łóżko i wstaje, by mogli zamienić się miejscami.
Louis zaczyna od ssania główki alfy. Potem otwiera szczękę i połyka całego ogromnego kutasa Harry'ego, póki jego usta nie są tak pełne, że aż dosłownie wypełnione po brzegi. Po uniesieniu się, zostawia po sobie stróżkę śliny i zjeżdża w dół do różowej dziurki przed sobą i chucha na nią delikatnie, by starszy zadrżał.
Nie mija wiele nim Harry nie zaczyna dyszeć, ściskać mocno brzegów łóżka i dochodzić na całą twarz Louisa. Jeśli chodzi o spermę Harry'ego, bardzo długo trwa nim nie zacznie jej ubywać. Louis czuje się jakby cała jego twarz była nią przesiąknięta i część niego chce powiedzieć „eww" i się umyć, a drugiej w jakiś brudny sposób wydaje się to seksowne.
- Cholera. To było świetne. - Harry jęczy, jak pozwala swojej głowie uderzyć w zagłówek łóżka. To wydaje cholernie głośny dźwięk i Louis śmieje się z bólu starszego, jak wyciera twarz pobliskim ręcznikiem.
Louis zdąża wstać, kiedy drzwi do ich sypialni się otwierają i do środka wsuwają się trzy głowy, Liama, Nialla i Zayna.
- Jezusie! – Niall krzyczy i natychmiast zakrywa oczy.
- Jezusie – Zayn powtarza niskim głosem, i Louis przeczuwa że mówi to samo słowo co Niall ale z kompletnie innym znaczeniem.
No i mamy jeszcze biednego Liama, który wygląda na tak przerażonego, że Louis poważnie się zastanawia, czy beta wciąż oddycha.
- Usłyszeliśmy hałas i przyszliśmy to zbadać. - Zayn mówi powoli, pozwalając swoim oczom wędrować po nagim ciele Louisa. Jego wzrok zatrzymuje się na jego kolczyku w pępku i wtedy alfa wydaje dziwny zakrztuszony dźwięk w tyle gardła. Harry przewraca oczami z łóżka.
- Masz coś na podbródku. - Liam mówi, wskazując na brodę Louisa. Zażenowany chłopak bierze ręcznik i ją wyciera.
- Chyba zaraz zwymiotuje... czy to była? Fu cholera, to była... Dosłownie się krztuszę. - wywodzi Niall a potem biegnie do łazienki i zamyka drzwi, narzekając jak to para nie zwraca uwagi na jego słaby żołądek. Louis śmieje się i idzie usiąść na łóżku obok Harry'ego podczas gdy pozostała dwójka wciąż się gapi. Liam teraz rumieni się na czerwono i po zobaczeniu jak penis Harry'ego drga prędko wybiega z pokoju; nie przejmując się że prawie powala przy tym Zayna na ziemie
- Powinienem się ubrać. - Louis mówi powoli i Zayn obserwuje go z taką intensywnością, że omega wie że niedługo pojawi się bardzo detaliczny rysunek jego osoby.
- Zayn stary, dobrze cię widzieć. - Harry mówi z łóżka. Alfa musiała w końcu odzyskać czucie w nogach, ponieważ wstaje by przywitać ich przyjaciela. Zayn poklepuje Harry'ego po plecach, ale jego wzrok nigdy nie opuszcza Louisa i omega przewraca oczami przed wsunięciem na siebie pary joggersów.
- Tak, tak, ciebie też Haz – Zayn stwierdza nieprzytomnie. - Za nic nie mogę zrozumieć czemu się wyprowadziłem. - kontynuuje i Louis wypuszcza na to głośny rechot przed zakryciem ust.
- Do widzenia Zayn. - Harry warczy złośliwie, po czym zatrzaskuje drzwi.
- Mogę się z powrotem wprowadzić wiecie! - Zayn krzyczy z oddali i nawet Harry się śmieje przed pokręceniem głową. Alfa wraca i wysuwa głowę za drzwi, łapiąc Zayna schodzącego po schodach i mówi:
- Chce jeden z tych rysunków.
Oddalający się śmiech Zayna jest ostatnią rzeczą jaką słyszy Louis nim nie zostaje podniesiony, przerzucony przez ramie Harry'ego i zaniesiony na dół. Dopiero później tego wieczoru Louis zdaje sobie sprawę z dwóch rzeczy; Jeden, Liam i Niall nie wyszli w ogóle ze swojego pokoju i dwa, Harry nie założył na siebie żadnych ubrań. Po raz pierwszy od dłuższego czasu omega czuje się dobrze i śmie powiedzieć, beztrosko? Oczywiście to w tym momencie dzwoni telefon i przerażenie wypełnia jego brzuch, ponieważ już wie kto prawdopodobnie jest po drugiej stronie linii.
I just remembered something fantastic from when I was 10
This one time in grade 5, me and my friends made One Direction as sock puppets... And then we proceeded to have a wedding for Harry and Louis in my friends backyard. We had a plan and everything. Flowers, stuffed animal guests, and a cake. If that isn't the darkest Larry shit I don't know what is.
for a long time i was like….. “larry is real or nothing makes sense.” but i think im just coming to terms with the fact that nothing makes sense. thats just how it is. their management makes dumb and questionable decisions, harry is a bisexual man who has not come out yet and likes it when people speculate, zayn wouldnt lie in the fader interview. “there are just too many coincidences” yeah there are. there just are. but theyre just coincidences. anyway, zarry was real
does 1dhq/modest/syco/Simon cowell know that by shoving in my face all the girls that Larry are “dating” makes me only want to avoid all of that and retreat into Larry fanfics, where Larry are cute and adorable and together, which serves to make me ship them even more, so these pr shit to DIScourage larries actually ENcourages instead ???