Maczuga Herkulesa / Poland (by Adam Smok).
seen from Ukraine

seen from Malta
seen from Russia

seen from Philippines

seen from Trinidad & Tobago

seen from United States

seen from Malaysia
seen from Thailand

seen from Iraq

seen from Uruguay
seen from Nepal
seen from Azerbaijan
seen from United States

seen from Malaysia

seen from Malaysia

seen from Australia
seen from United States

seen from Malaysia

seen from Philippines
seen from Malaysia
Maczuga Herkulesa / Poland (by Adam Smok).
PL:
Maczuga Herkulesa
Jedna z najbardziej znanych skał w Polsce. Stanowi bardzo charakterystyczny element krajobrazu Doliny Prądnika i sąsiedztwa zamku w Pieskowej Skale. Zbudowana jest z twardych wapieni skalistych, ma wysokość około 25 metrów.
EN:
The Mace of Hercules
One of the most famous rocks in Poland. It is a very characteristic element of the landscape of the Prądnik Valley and the neighborhood of the castle in Pieskowa Skała. It is made of hard rocky limestone and is about 25 meters high.
Długi weekend majowy stał się okazją do wypadów – choć pogoda była kapryśna tego roku. I – sądząc po ilości ludzi w kolejkach – nie był to tylko nasz pomysł! Pierwotny plan na 1 maja zakładał wizytę na Wawelu, a to z dwóch powodów: po pierwsze: Wawel w poniedziałek ma darmowe wejściówki; po drugie: dzień wolny, Ola w domu… więc dlaczego nie?
A pogoda nie zachęcała do dłuższych wypadów.
Jak zaplanowałam, tak zrobiłam. Dotarłyśmy na Wawel po godzinie 10 i jakież było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam wijące się kolejki do obu kas. Z rozmowy z przypadkowo zagadniętymi kolejkowiczami wynikało, że żeby dostać bezpłatną wejściówkę musimy spędzić tam około dwóch godzin!!! Więc zaistniała sytuacja szybko wymusiła zmianę planów. Wybór padł na Pieskową Skałę – skoro Wawel dziś bezpłatny i tak oblężony to tam zapewne będzie luz.
Szybkie przemieszczenie się do Ojcowskiego Parku Narodowego, rzędy wszędzie zaparkowanych aut i tłumy turystów! Już wiedziałam, że to nie był dobry wybór. Odnowiony zamek prezentował się pięknie z zewnątrz, a kolejka do kasy nie odstraszyła i wnętrza też udało nam się oglądnąć.
Niemile zostałam zaskoczona tym, że mimo iż to oddział Zamku na Wawelu mają inne ustalenia – po części moja wina bo w tym pośpiechu nie doczytałam dokładnie informacji na ich stronie. Dzień z darmowy wstępem jest w piątek więc musiałam zakupić bilet – na szczęście jeden ulgowy dla mnie bo dzieci do 7 r.ż. wchodzą za darmo. Ale o sprawach organizacyjnych będzie w części końcowej.
Wchodząc do sal wystawowych przypomniały mi się czasy mojego dzieciństwa i wizyt w muzeach, a to wszystko przez… filcowe pantofle obowiązkowo zakładane przez dorosłych odwiedzających. Miłym zaskoczeniem była gra edukacyjna dla dzieci czyli próba zaangażowania i zainteresowania dzieci historią i sztuką.
Przy wejściu, każde dziecko otrzymywało książeczkę zrobioną w pocztówek oraz kartkę z kompletem naklejek. Każda pocztówka to konkretna sala ekspozycji, na której brakowało eksponatów. Dzieci mają za zadanie odszukać eksponaty, zlokalizować je wśród naklejek i wkleić w odpowiednie miejsca.
Po skompletowaniu całej książeczki, w nagrodę otrzymujemy okolicznościową pieczątkę – nam dostały się aż dwie!
Zamek z zewnątrz – po renowacji – mocno zmieniło swoje oblicze. Mury są piękne, lśniące, nie ma zielonego bluszcza porastającego znaczną część zabudowań. Pięknie została odnowiona średniowieczna baszta, w jednym z bastionów urządzono kasy, sklepik z pamiątkami, toalety, restaurację z tarasem widokowym.
Niestety wielu rzeczy jeszcze brakuje… po pierwsze: JEDNA KASA!!!! Tak, tak – kolejka w tym dniu sięgała bramy wyjściowej (ja stałam 65 minut), a całość obsługiwana jest tylko przez jedną kasę. Po drugie: tuż przy kasie zlokalizowane jest obszerne stoisko z pamiątkami (zabieg marketingowy – może i dobry, bo znudzone kolejką dzieci skutecznie naciągają rodziców na magnesy, miecze, figurki rycerzy, czekoladki itp. ale chcą wrócić po zakupy już po zwiedzeniu, trudno się do tego stoiska dostać). Po trzecie: według mnie bardzo słabo zrobiono oznakowanie na terenie zamku… a wręcz go nie ma. Na wewnętrznym dziedzińcu jest jedna tabliczka, i po wejściu na piętru kolejna. Sale nie są opisane, eksponaty mają tylko swoje numerki i informacje o nich można jedynie odczytać ze zbindowanych ze sobą kartek, które dostaje każdy zwiedzający po wejściu na ekspozycję. Po zwiedzeniu jednej części wystawy stałej należy przejść dalej – wg informacji obsługi – a na samych krużgankach nie znalazłam już dalszych tablic kierunkowych. Błądziłam również chcąc wejść na “ekspozycję” związana z historią zamku. W jednej sali kilka eksponatów, makieta zamku i tablice z herbami rodowymi i informacjami o kolejnych dziejach… duży niedosyt.
Po czwarte: to głównie dla rodziców z dziećmi, znużonych zwiedzanie a chcących co nieco się posilić. Restauracja – zlokalizowana na III i IV kondygnacji bastionu, nie posiada toalety. Ta znajduje się przy kasie (piętro niżej), oczywiście płatna. I w dniu kiedy ja byłam męska jej część została zamknięta gdyż była awaria. Sama restauracja posiada – szumnie nazwany – niby kącik dla dziecięcy, w którym znajduje się jedna tablica i troszkę kredy ale już dzieci marzą rysunki własnymi łapkami bądź bluzkami. Obok stoi stolik i krzesełka. Trochę połamanych kredek a dzieci rysują po stoliku bo nie ma żadnych kartek, kolorowanek.
Obowiązkowym punktem wycieczki było zejście pod maczugę czyli 25 metrowego ostańca przypominającego swym wyglądem broń mitycznego Herkulesa, a wg legendy to zasługa diabła, który zawarł pakt z Panem Twardowskim i przewrócił skałę stawiając ją na węższym końcu.
Informacje praktyczne:
parking wokół zamku – płatny
informacje dla zwiedzających: http://pieskowaskala.eu/zwiedzanie/
ceny biletów: na zwiedzenie całości ekspozycji bilet normalny 18 zł, ulgowy 11 zł, rodzinny 50 zł
wstęp bezpłatny: w piątki z wyjątkiem dni świątecznych i poświątecznych. W dni bezpłatne udostępniane jest jedynie jedno piętro ekspozycji „Przemiany stylowe w dziejach sztuki europejskiej”
Księżniczkowe podróże – Pieskowa Skała Długi weekend majowy stał się okazją do wypadów - choć pogoda była kapryśna tego roku. I - sądząc po ilości ludzi w kolejkach - nie był to tylko nasz pomysł!