Kochani, zacierajcie rączki i tłumnie wykupujcie Notatnik Literacki, bo idzie jego nowy numer "Nagrody". Jest to wielogłos dotyczący zjawiska, które, no właśnie, jest hot or not? Ja myślę tak (jako osoba kompletnie spoza obiegu festiwali i nagród, spoza elity elity), że funkcjonowanie książki jest po prostu ważne. Że da się wyrobić poczucie sprawczości, gdy tych nagród i nominacji się nie dostaje. Taki test charakteru. Poza tym John Keats również nie doczekał się uznania za życia, on i wielu innych. Nagroda kusi, że kasa itd. Że łatwiej się potem ustawić. Ale to chyba jest właśnie ten faustowski pakt? Oczywiście cieszę się, i umiem się cieszyć, sukcesami moich przyjaciół poetyckich, ale wolność również fajnie smakuje!
Ogólne przesłanie jest takie: Tomek pisze niemodną frazę, jest też outsiderem bez znaczących nagród, i skazuje go to na literacki niebyt. Książka mimo niedoskonałości moim skromnym zdaniem jest bardzo ciekawa, kognitywna (oparta na języku, którego operatorem jest instynkt a nie intelekt). Bardzo się cieszę, że mogłam dołożyć cegiełkę do namysłu nad tym, czy nagrody rzeczywiście wspierają osoby w średnim wieku, bez dorobku, czy wręcz odwrotnie pogłębiają alienację i podziały na elitę i literackich pariasów.