Wyszłam tylko na chwilę, kiedy uderzył mnie jesienny podmuch.
Zapachniało czasem, kiedy jeszcze tu byłaś.
Nie zamknęłam oczu, ale przysięgam, że to działo się naprawdę.
Noc stała się porankiem. Jakbym spojrzała na zegarek, to z pewnością wskazywałby 45 po 7.
Każdego dnia, kiedy słońce uderza w moją twarz, a trawę okrywa rosa myślę, że idę do Ciebie.
Nie, ja pragnę iść do Ciebie, kochana. Skręcić w lewo, zatrzymać się i czekać aż przyjedziesz.
Dziś wieczorem wcale nie wyszłam do sklepu.
Wyszłam do Ciebie, bo przecież byłyśmy umówione.
~me














