Mówili coś o Rawioli, prostytutce, co puszczała bąki......Raczej kłopotliwy temat, albo przypadłość rodem z piekła.
Ponoć wybitny rycerz Średniowiecza Zawisza Czarny cierpiał na udręczający Go nadmiar gazów, co w konsekwencji kończyło się wręcz nieludzkimi salwami pierdów.
Ową dolegliwość uśmierzano dodawanym do potraw kminkiem , majerankiem lub naparem z kopru włoskiego.
Osoby parające się Parapsychologią twierdzą ,że nadmiar gazów w organizmie wynika z emocjonalnych napięć , co przekłada się na zaburzoną pracę wątroby. Medycyna chińska również to potwierdza.
Temat raczej gastrycznie niełatwy.
Cała terminologia związana z pracą układu trawiennego oraz połączonego z nim układu wydalniczego jest łacińsko obca. Potocznie jednak ubogie słownictwo wprawia w zakłopotanie.
Ktoś powie : " -Żenująca kwestia".
Ale od perystaltyki własnej nie da się uciec.Nawet jeśli oscylujemy pomiędzy Sferą Sacrum a Profanum.
Jelita to jelita . I kropka. Ruch ustawicznie robaczkowy , ułatwiający za pomocą drobnych włosków wewnątrz jelit przesuwanie mas pokarmu.
Finalny stolec, również bywa przyprawiony męką( nie użyję słowa "pańską", by nie profanować) zaprzęgniętych do pracy mięśni okrężnicy , odbytnicy oraz napiętych mięśni twarzoczaszki( wraz z wyodrębnionymi żyłami na skroniach i lekkim potem na twarzy).
Niemal apokaliptyczno - fekalistyczny spektakl napięć mięśniowych oraz naturalnego fizjologicznego ruchu kurczących się i rozkurczających jelit. Ich długość to około 7 metrów lekko pełzających zwojów wewnątrz jamy brzusznej.
Egzystencjaliści Francuscy również zajmowali się tematyką procesów fizjologicznych. Jean Paul Sartre w swoim opowiadaniu " Intymność" snuje opowieść o miłości kobiety do mężczyzny , której elementem jest pełna akceptacja wszystkich elementów ciała mężczyzny, również jego wszystkich organów wewnętrznych: jelit, wątroby etc.
Niestety , choć współczesna Farmakologia wychodzi na przeciw osobom udręczonym przez własną gastrykę i nadmiar gazów ,wypuszczając na rynek co raz to nowe specyfiki, Stoperan, Espumisan, Ulgix , to i tak problem wzdęcia oraz kłopotliwych wiatrów pozostaje internacjonalnym tabu .
Temat w Średniowieczu wyśmiewany. Chętnie wykorzystywany w ikonografii pod postacią diabła z wypiętą pupą wypuszczającego bezceremonialnie gazy ( Hieronim Bosch " Sąd Ostateczny"-prawe skrzydło przedstawiające Piekło, płaskorzeźby na drewnianych biskupich ławach w kościołach całej Europy - Kościół Świętego Jana w Gdańsku).
I zapomniałabym wspomnieć o apokaliptycznej scenie przedstawiającej stos rozrzuconych ciał, wraz z wyodrębnionymi jelitami, fekaliami oraz kopulującymi na nim ludźmi, w lęku przed ostatecznym spazmem miłości i .......śmierci właśnie .
To szokująco dosadny, a może już chory w osobistej chęci doznawania świata wszystkimi zmysłami Markiz de Sade w "120 dniach Sodomy".