A co pan sądzi o tak zwanych cichych dniach? To jedna z technik negocjacyjnych. Tych skutecznych, ale destrukcyjnych. Sugerowałbym, żeby zadać sobie pytanie: czy nie stosujemy tego z premedytacją? Czy rzeczywiście aż tak czujemy się zranieni, że nie jesteśmy w stanie rozmawiać z drugą osobą? Czy może wykorzystujemy manipulację, by ktoś się wreszcie złamał? Typowe przeciąganie liny, czyje na wierzchu. Pod milczeniem istnieją całe pokłady strachu. Co się za tym milczeniem kryje, co ono oznacza? Kiedy nasz partner milczy, snujemy domysły, tworzymy zagrażające wyobrażenia: "Czy ona (on) nie układa już w głowie pozwu rozwodowego?". To wyzwala potężny lęk. I o ten niepokój chodzi naszemu partnerowi - byśmy go czuli i byśmy się złamali. Triumfatorem jest ten, kto otrzyma przekonanie, że partnerowi na nim zależy. A jeśli poprosze o godzinę ciszy, by uspokoić emocje, a druga strona nie jest w stanie znieść nawet tej godziny... Pani pyta o taką osobę, które "nie daje zasnąć". To jest ktoś, kto sam "nie zaśnie", dopóki nie rozkmini całej sytuacji. Nie uzyska ostatecznego zapewnienia, że wszystko jest w porządku i sprawa jest całkowicie wyjaśniona. To osobliwa transakcja. Osoba, która chce zasnąć, stosuje taktykę: "Chcę zostaćchwilę sam (sama) z tym, co przeżywam negatywnie w związku z tobą, nie chcę teraz tego z tobą dzielić". A osoba, która nie daje zasnąć, ma strategię następującą: "Ja muszę natychmiast, w tym momencie, to zażegnać, bo czuję niepokój, że to jest ostateczne odrzucenie, że zapadł w mojej sprawie niesprawiedliwy wyrok". Ktoś taki boi się, że nie ma już żadnego wpływu na sytuację. Nie jest w stanie sobie wyobrazić, że to jeszcze kiedykolwiek może zostać wyjaśnione. Boi się, że jeżeli teraz rozstaną się za godzinę, od tego wyroku nie będzie już żadnej apelacji. To jest dla niego nie do zniesienia. Ale im bardziej intensywnie chce to załatwić, tym bardziej druga strona chce pobyć sama. I oboje się w tym uskrajniają. Ta osoba, która chce odejść na godzinę, może wręcz czuć się przez partnera nękana. I sądzić, że to ów nękacz ma przewagę. To co robić wtedy? Receptą może być spokojne, ale stanowcze powiedzenie w bliskim kontakcie: "Słuchaj, nie kończę związku, ale naprawdę jestem teraz zbyt zła (zły), by o tym rozmawiać. Sama cię poproszę o dokończenie tej rozmowy. Patrz mi w oczy - zapewniam cię, że wrócimy do tematu. Ale teraz nie chcę powiedzieć czegoś, czego będę potem żałować". Trzeba jednak bardzo uważać, bo taka osoba obawia się raczej nie tego, co usłyszy, ale tego, czego nie usłyszy. Boi się, że partner odwróci się bezpowrotnie, wycofa się z relacji.
Paweł Droździak i Renata Mazurowska, "Blisko, nie zablisko"






