Poniedziałek
Pierwsza myśl - pewnie jest standardowo koło 7. Powierciłam się trochę, bo chyba spałam całą noc w jednej pozycji i bolało mnie ucho.
Po kilku minutach On sięgał po telefon. Przyuważyłam godzinę: 8:44. Wow, sukces, że tyle spaliśmy.
On miał dzisiaj wyjątkowo mieć spokojny dzień i nigdzie się nie spieszyć, ja miałam o 11 paznokcie.
Jak zaczynał jeść śniadanie dostał telefon i okazało się, że w sumie to musi wyjść nawet jeszcze przede mną.
Dotarłam do mojej ukochanej manicurzystki oczywiście spóźniona. Mówiła, że dzisiaj ona i wszystkie jej klientki nie mogły wstać i w ogóle się cały czas coś od rana wypierdala. Cóż, na swój sposób pocieszające (czyjeś nieszczęście, super). Po pazach pojechałam się zrolować, ale byłam przed czasem, więc wydzwaniałam jeszcze przed i w trakcie do urzędów po brakujące informacje, żeby ruszyć dalej z planami. Chciałam jeszcze wejść do sklepu, ale ten obok masażu był zamknięty, a spieszyłam się, bo rano dzwonili z wodociągów że jakoś po 13 przyjadą wymienić wodomierz.
Tyle co wróciłam i z grubsza ogarnęłam dom, bo później miała przyjść właścicielka i przyjechali. Zrobili co mieli zrobić, a ja w tym czasie ogarniałam co jeszcze mam dzisiaj ja do zrobienia.
Jak wyszli to szybko zjadłam wczorajszy żurek i wyszłam z psami. I tym sposobem zostało mi w sumie tyle co nic czasu do przyjścia właścicielki. Przyjechała z jakimś facetem, który ma jakoś w grudniu/styczniu wycinać tu drzewo. Zajęło to może z 15minut. Weszli do domu tylko na moment, w zasadzie tylko przekroczyli próg tarasu i coś powiedzieli, że nic się tu nie zmieniło. Nawet nie chcieli żadnej kawy. W sumie to i lepiej.
Zrobiłam sobie kawę i full motywacja, żeby jak najwięcej zrobić w robocie do Jego powrotu, a potem móc odpocząć. Miał być prawdopodobnie między 17 a 18. Byłam trochę zła przez to jak wyglądał ten dzień, mimo że zrobiłam bardzo dużo rzeczy pozapracowych. Ale pracowych… no właśnie. Na szczęście jutro nigdzie nie wychodzę i kończę ten projekt na pełnej. I w środę też powinnam mieć większość dnia. I mam nadzieję, ze to skończę, bo czwartek i piątek przydałoby mi się wziąć wolne.
Wyszło oczywiście kiepsko. Wszystko z grubsza sobie ułożyłam i zgłosiłam w końcu urlop tylko na czwartek. Mam nadzieję, że jakoś to ogarnę. Na to spotkanie firmowe jutro nie jadę, bo nie byłoby szans. Jak już jechał to trochę pogadaliśmy przez tel, a potem jeszcze próbowałam jak już był, ale szło kiepsko, bo grał. Byłam trochę zła, bo ja cały czas o wszystkim myślę i się martwię, a to dotyczy Nas i musimy decyzje podejmować wspólnie, a chciałabym mieć to już z głowy… trudno.
Poszlibyśmy spać o idealnej porze, gdyby nie to, że zadzwonił Młody w trakcie oglądania serialu i nam się przeciągnęło do mniej więcej takiej pory jak zwykle ostatnio czyli po 23, mimo że dzisiaj udało się położyć wcześniej.
Bilans:
Neo (papierosy): ⬆️ ~10-12? 👎
Dbanie o siebie: ↔️ byłam na pazach i rollerze, ale nie odczułam tego za bardzo przez ciągłe rozkminianie 👍
Jedzenie: ⬇️ mało, byłam głodna już w łóżku, bo na obiad zjadłam tylko wczorajszą zupę uznając, ż e później zrobię sobie coś z mrożonek i oczywiście nie zrobiłam, tylko coś podjadałam 👎
Związek: ↔️👍
Praca: ⬇️ kiepsko, jutro pełny ogień 👎
Inne obowiązki: ⬆️ tona na głowie, ale mimo ze tego nie odczuwam, bo końca nie widać, to ogarnęłam w chuj 👌
Samopoczucie: ↔️ niby zrobiłam rzeczy dla siebie, ogarnęłam wiele spraw, ale będę cały ten tydzień wykończona i na razie nie odczuwam satysfakcji, bo masa spraw jeszcze przede mną 👍













