Ja byłem tylko jednym ze zdarzeń Twojego życia - i nigdy Ci nie biło serce z niepewności, czy mnie spotkasz. A mnie biło.
Jarosław Iwaszkiewicz w liście do Jerzego Błeszyńskiego
seen from United States

seen from United States
seen from China

seen from United States
seen from China

seen from China
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from China
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from Canada
seen from United States

seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
Ja byłem tylko jednym ze zdarzeń Twojego życia - i nigdy Ci nie biło serce z niepewności, czy mnie spotkasz. A mnie biło.
Jarosław Iwaszkiewicz w liście do Jerzego Błeszyńskiego
Mam takie pytanie czy ktoś chciałby sie poznać z okolic puław dokladnie to mieszkam w klementowicach jak jakiś aniołek jest chętny to jestem otwarta na znajomosci
Viva Mexico Cabrones 😃
Z ŻYCIA SAMOTNIKA - wpis 15 (30.08.2024)
-> Złapałem Jelcza #4942, po latach!
Dwa wpisy temu rozpisałem się co nieco o turystycznej linii 100, czyli takiej linii, na której goszczą zabytkowe autobusy, niegdyś regularnie kursujące w moim mieście. O "setce" nie miałem wtedy zbyt pochlebnej opinii ze względu na uciążliwe wady, o których wspominałem na blogu miesiąc temu, ale muszę przyznać, że w sierpniu owa linia zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie! Zwróciłem uwagę m.in. na fakt, że spora część pojazdów, które teoretycznie mogłyby na "setce" się pojawić, się nie pojawia, a zamiast tego, co tydzień organizatorzy fundują pasażerom powtarzające się w kółko Ikarusy. Długo np. nikt nie dał szansy temu jednemu wyjątkowemu autobusowi ze zdjęcia, aż w końcu... mój ulubiony wóz wyjechał!
4 sierpnia 2024. Praktycznie od początku sezonu regularnie zaglądam na stronkę, na której można dowiedzieć się, jakie egzemplarze zagoszczą na konkretnych zabytkowych liniach. W ten weekend np., na linię 100 zaplanowano dwóch (stałych) braci - Ikarusy #6930 i #6905, oraz MAN'a NG313 #3322, co już spowodowało u mnie banana na twarzy, gdyż czekała mnie kolejna, już trzecia w tegorocznym sezonie przejażdżka jednym z moich ulubionych autobusów. W niedzielę doszło jednak do pewnej zmiany i okazało się, że zwolniono jednego z węgierskich braci na rzecz... uwaga... Jelcza Mastero #4942! Nie mogłem uwierzyć w to co się dzieje. Uruchomiłem sobie w głowie wzruszającą muzykę myśląc o tym co mnie dziś czeka. Nie byłbym totalnie sobą, gdybym z tej niesamowitej okazji nie skorzystał. Żeby wszystko się udało, na spokojnie zaplanowałem sobie podróż. Sytuacja tego dnia była wyjątkowo korzystna, ponieważ ten bardzo młody jak na zabytkową linię 16-letni wóz polskiej marki, znajdował się na pierwszej brygadzie, przed MAN'em #3322 na brygadzie drugiej, co oznacza, że nawet gdyby wspomniany Jelcz rozkraczył się na trasie przed moim przystankiem, musiałbym jedynie odczekać trzydzieści minut i mógłbym skorzystać z "koła ratunkowego" - NG313, także w obu przypadkach czekała mnie fascynująca przejażdżka! Mimo, że oba te autobusy obdarzam jednakowo dużą sympatią, bez chwili wahania wybrałem młodszego z nich, Mastero, myśląc, że MAN NG313 wyjedzie jeszcze nie raz, podczas gdy co Jelcza nie byłbym taki przekonany. Zdołałem wyjść wcześniej z domu, żeby na spokojnie zdążyć i cierpliwie poczekać na swojego ulubieńca. Zaczęło mi szybciej bić serce, bowiem za chwilę miałem delektować się przejażdżką Jelczem Mastero, po niespełna pięciu latach od ostatniej przejażdżki nim! W końcu przybył, podszedłem na tył autobusu, a chwilę później otworzyły się doń wejścia, aczkolwiek moje gałki oczne zaobserwowały niedokładną pracę trzecich par drzwi, więc już wiedziałem, że będzie ciekawie! Początkowo mój "rumak", z powodu korków, poruszał się w ślimaczym tempie. Wolny ruch trwał niecałe dziesięć minut i trudno jeszcze było mówić o dużych emocjach, ale gdy tylko korki ustały, Jelcz stanął na wysokości zadania i znacznie przyspieszył, tym samym realizując jedno z moich większych marzeń! Cóż za cudowne dźwięki wydawał! Bardzo za nimi tęskniłem... Tęskniłem za jego przyspieszaniem, hamowaniem, wrzucaniu kolejnych biegów, tęskniłem za oryginalnym gongiem wybrzmiewającym przy otwieraniu i zamykaniu drzwi, za lampką nad drzwiami, która miga przed i po wymianie pasażerów, za wieloma rzeczami i drobnostkami, które ten pojazd posiada, a nie ma ich w nowszych pomieszczeniach na kółkach. Wprawdzie nie była to bardzo długa podróż, bo półgodzinna, to nie ukrywam, że wzruszyłem się. Czułem się spełniony i przez te choćby pół godziny czerpałem prawdziwą radość z życia, a nawet wydaje mi się, że uroniłem jedną łzę... Po wysiadce żałowałem jedynie, że nie można było załapać się na przejazd techniczny do zajezdni, gdzie #4942 odpoczywa, ale czy nie byłoby to za piękne już? Dzięki temu przynajmniej, że podróżowałem na pierwszej brygadzie, aniżeli jak zazwyczaj drugiej, wysiadłem na końcu trasy o wcześniejszej godzinie, na tyle wczesnej, że zdołałem dodatkowo przejechać się zabytkowym tramwajem na linii 36 - złapałem wtedy wspomnianą już na blogu lubianą przeze mnie "parówkę" o nr taborowym 407 i udałem się nią w pobliże zajezdni. Czego chcieć więcej? (śmiech)
Jelcze Mastero, jako ostatnie autobusy tej marki w moim mieście, wycofano z regularnego ruchu w październiku 2019 roku i niecałe pięć lat później uzmysłowiłem sobie, jak bardzo brakuje mi ich na ulicach. Wprawdzie MZA zachowało jeden egzemplarz i jest szansa spotkania go na linii turystycznej czy też na specjalnych imprezach, aczkolwiek przejażdżka nim raz na kilka miesięcy czy nawet lat, to dla mnie o wiele za rzadko. Wrócę jeszcze jednak na chwilę do samej linii 100. "Setka" o tyle mnie pozytywnie zaskoczyła, że w długi weekend 15-18 sierpnia częściej zmieniały się pojazdy, a w niedzielę 18 sierpnia znowuż zagościł Jelcz Mastero, podczas gdy jeszcze dwa wpisy temu, w lipcu, nie wierzyłem, że ten dwunastometrowy, wspaniały wóz wyjedzie na miasto choćby raz. Dziękuję im mega!
Wyjątkowe lato
W moich wspomnieniach tamto lato było cudowne. Purpura i róż nieba sprawiały, że miasto było wyjątkowe. Gorące noce zakrapiane alkoholem, były czymś zwyczajnym i chciało się żyć. Jak wyglądałby świat, gdybym nigdy cię nie spotkał? Gdybyśmy nie wpadli na siebie tamtej nocy i nie zaczęli się przepraszać, a te nasze przeprosiny nie przerodziły się w kilkugodzinną rozmowę, aż noc przedłużyła się poza swoje granice. Słuchałem cię, jak słucha się szmeru deszczu w rozgrzaną noc po wielu dniach słonecznej gorączki. Zanim cię spotkałem, już czułem twoją niewidzialną obecność, czułem pulsowanie twojej krwi i twój przyśpieszony oddech. Uśmiechałaś się łagodnie, opowiadając o swoim, jakże odległym mieście. Nazajutrz miałaś wracać, ale zostałaś, jakbyś o niczym innym nie marzyła, jak tylko o spędzaniu czasu ze mną. Powinienem cię wtedy wyprawić w to bezkresne, gorące popołudnie, odwieźć taksówką na stacje i patrzeć jak wsiadasz do jednego z wagonów, odsuwasz okno i mówisz do mnie słowa, których nie da się wymazać, ale tak nie zrobiłem, bo byłaś tak fascynująca, że chciałem cię mieć tylko dla siebie. Chciałem przeczytać twoje myśli, jak czyta się wiersz, ale to nie było potrzebne, bo dzieliłaś się ze mną wszystkimi sekretami, nawet tymi, które próbowałaś ukryć przed samą sobą. Uświadomiłem sobie wówczas, że poznanie ciebie było najlepszą rzeczą, jaka spotkała mnie w życiu.
Manuel del Kiro
Nie ma takiego miejsca na świecie, do którego mogłybyśmy uciec od samych siebie. Każdy porzucony strach, każda odepchnięta potrzeba, każda niespełniona nadzieja-prędzej czy później wrócą do nas ze zdwojoną siłą. Nie buduj swojego stosunku do samej siebie na ucieczce, na odwracaniu oczu od tego, co trudne i bolesne. Zechciej wychodzić sobie samej naprzeciw-nawet, jeśli nie zawsze są to łatwe spotkania.
Nie ma praktycznie dnia (no są, są), żeby mi ktoś, kogo nie kojarzę, nie powiedział "dzień dobry", "cześć". Jestem w różnych miejscach, łatwo nawiązuję kontakty z ludźmi. Wszystko dobrze, wszystko miło.
Potem wielu ludzi po prostu nie pamiętam. Nie dlatego, że mam kogoś gdzieś, wręcz przeciwnie; tylko dlatego, że kontakt był krótki, miał miejsce dawno temu itd.
Jest mi szczególnie głupio, gdy wita się ze mną starsza ode mnie osoba.
Spotkanie
Nigdy się nie spotkaliśmy… Nie tak to miało wyglądać. Nie poszliśmy na spacer, nie trzymaliśmy się za ręce, nie słuchaliśmy wspólnie muzyki ani nie obejrzeliśmy razem żadnego serialu. Czemu nie mogę o Tobie zapomnieć? Może pociąga mnie fakt, że mieliśmy być wszystkim, a jesteśmy niczym…? Może to była miłość, ale nie ten czas, albo… nie to życie?
Mówią, że nie ma takiego czegoś jak „właściwa osoba w nieodpowiednim czasie”, a może jednak…? Wiem, że zawsze będę miała wspomnienie o Tobie. Kiedy spotkam Was na ulicy, uśmiechnę się i przejdę dalej. Zgłoszę tylko sprzeciw w mojej głowie — bo jak mogę zrobić to głośno…? Przecież nigdy się nie spotkaliśmy.