5 rzeczy, które musisz zrozumieć jeśli chcesz wieść lepsze życie:
1. Nikt nie przyjdzie Cię uratować
Nie czekaj na idealny moment, przypływ motywacji ani na to, że ktoś popchnie Cię do działania. To Ty jesteś odpowiedzialna za swoje życie. Twoja przyszłość powstaje z wyborów, które dokonujesz każdego dnia. Chcesz coś zmienić to zmień swoje działanie.
2. Regularność > intensywność
Jednorazowy zryw nic nie zmieni. Prawdziwe efekty dają codzienne, małe, powtarzalne działania, które budują trwały rezultat.
3. Twój czas to najcenniejszy skarb
Mniej scrollowania, więcej robienia. To, z kim spędzasz czas i na co oddajesz swoją energię, kształtuje Twoją tożsamość. Jeśli coś nie wspiera przyszłości, jakiej pragniesz — odpuść. Twój czas to złoto.
4. Nałogów i przyzwyczajeń nie przeskoczysz
Twoje życie to suma codziennych nawyków tego, co jesz, co czytasz, o czym myślisz i co robisz. Buduj nawyki, które wspierają osobę, jaką chcesz się stać, zamiast wybierać chwilową wygodę.
5. Marz odważnie, zaczynaj małymi krokami
Wizje są piękne, ale bez działania pozostaną tylko marzeniami. Zacznij tu, gdzie jesteś. Zacznij od tego, co masz. Droga do wymarzonego życia składa się z tysięcy małych, nie zawsze atrakcyjnych, ale konsekwentnych kroków. Systematyczne działanie, nawet wtedy, gdy się nie chcę czy jest ciężko, buduje rozpęd, a dyscyplina prowadzi do wyników.
Do momentu aż moje „cudowne ADHD” nie pokazało mi, że bez idealnego planu, którego skrupulatna realizacja napędza mnie do życia jak nigdy nic innego, nie jestem w stanie funkcjonować. A na pewno nie wydajnie, choćby w minimalnym stopniu.
Teraz żałuję tego jak niczego innego.
Chwilowo znienawidziłam planowanie. Nie chcę nic planować. A jednocześnie tak bardzo tego potrzebuję…
Samo wstawanie nawet nie było tak trudne jak bym się spodziewała.
Mieliśmy wyjechać o 8:30, a wyjechaliśmy jakoś 45. Mimo to dojechaliśmy 15-20min. przed czasem. Na szczęście nie musieliśmy czekać i weszliśmy od razu.
Zrobiłam sobie kawę na drogę i już jak zajechaliśmy na miejsce chciało mi się siku, więc oczywiście musieliśmy wracając zatrzymywać się na stacji. Nienawidzę swojego pęcherza.
W drodze powrotnej - godzina chwilę po 11 - czułam się jakby było już późne po południe. Może dlatego, że wypiłam tylko jedną, kiepską kawę i nie jadłam śniadania, a już na pełnych obrotach, musiałam myśleć i rozmawiać z ludźmi o ważnych sprawach (bank).
Wróciłam, spakowałam Jemu pranie dla Młodego, bo jutro jedzie na mecz do innego miasta z noclegiem i za chwilę pojechał, a ja się zebrałam na masaż. Miałam wrócić punktualnie na spacer, ale że rano byli wcześniej zostawiłam im otwarty taras.
Myślałam, że dostanę kurwicy, jak tylko weszłam z powrotem do domu. Rozjebane śmieci po całej kuchni, w tym wyniesione na ogród butelki, pogryzione i z poodrywanymi zakrętkami to nic. To już się kiedyś zdarzyło. Chociaż ze śmieciami bio, a nie z plastikiem. Ale naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, jak wpadł (w sensie pies) na to, żeby ściągnąć ze stołu teczkę z dokumentami od architekta, gdzie były projekty. Rozwalić wszystkie papiery z niej i rozszarpać teczkę. I może i normalnie te dokumenty byłyby do odzyskania, gdyby nie fakt, ze nie ma kontaktu z ludźmi, którym architekt to przygotowywał, więc co za tym idzie także i z architektem. Na szczęście tylko kilka kartek było zniszczonych, którymi w sumie nie byliśmy zainteresowani.
A ja znów musiałam wyjść. Na wszelki wypadek, żeby znów nie zastać później armagedonu, zastawiłam wejście do kuchni i znów zostawiłam im otwarty taras, w razie jakby po tej uroczystości coś im się zachciało.
Kupiłam nową teczkę, zrobiłam zakupy, zjadłam wreszcie coś (maka, także ten…) i załatwiłam parę spraw. Miałam jeszcze jechać w końcu do dziadka odebrać tę kartę do bankomatu i do apteki, ale okazało się, że On jednak będzie wcześniej niż planował, a chciałam być przed nim, żeby zdążyć trochę nagrzać w domu i żeby to ewentualnie mnie, a nie Jego, coś znów zaskoczyło. Wjeżdżałam na podwórko dosłownie jak za Nim zamykały się drzwi. Na szczęście nic się nie stało.
Ok. 19 siadłam do pisania tego, jak On grał na konsoli jestem padnięta. Zrobiłam sobie białą czekoladę z domieszką cappuccino, żeby może nie paść już w pierwszych minutach serialu, mimo że nie miałam ochoty na napój o takiej konsystencji. Chce mi się po prostu pić, najlepiej wody. Albo coś słodkiego, ale „rzadkiego”, co zaspokoi pragnienie. Mało dzisiaj piłam.
Przed pójściem spać jeszcze była spina, trochę z dupy, bo z czegoś w kuchni śmierdziało. No, a On klasycznie, zamiast powiedzieć i wspólnie poszukać i wyeliminować źródło problemu to wpadł w swój niegdyś klasyczny szał. Ale w sumie mnie udało się to w miarę zignorować, aż w końcu się ogarnął, przeprosił, powiedział że w sumie nie chodziło o to tak naprawdę, tylko nagle w głowie wyobraził sobie miliard problemów. Whatever. Poszliśmy spać w spokojnej atmosferze, standardowo ok. 23.
Bilans:
Neo (papierosy): ↔️ znów przed śniadaniem, znów nie liczyłam, ale bywało gorzej 👎
Dbanie o siebie: ↔️ byłam na masażu, ale już w sumie zdążyłam o tym zapomnieć 👍
Jedzenie: ⬇️ brak czasu na śniadanie, więc wszystko się dalej posypało 👎
Związek: ↔️👍
Inne obowiązki: ⬆️👍
Samopoczucie: ↔️ raz lepiej, raz gorzej, ale stabilnie 😉👍
✅ Zidentyfikuj metody.
✅ Weź sprawy w swoje ręce i zacznij działać!
Chcesz wiedzieć, w jaki sposób skutecznie wytyczać cele i osiągnąć sukces? 🎯 Sprawdź wypróbowane metody, które pomogą Ci przekuć marzenia w rzeczywistość! Przeczytaj nasz najnowszy artykuł i dowiedz się, jak krok po kroku realizować swoje plany.
➡️ Kliknij i przeczytaj dziś! 👉👉👉 https://www.adfinanse.pl/jak-wytyczac-cele-chcac-osiagnac-sukces/