— Randka? Ja nie przyszłam na randkę. Przyszłam po żuka. Brzydzę się randkami. Tym głupim gadaniem, udawaniem, graniem kogoś. Ja przyszłam poznać nowego człowieka.
Ewa Nowak „Diupa”

seen from Maldives
seen from China
seen from Hungary
seen from Hungary
seen from Netherlands

seen from United States
seen from Norway
seen from China

seen from United States

seen from Russia

seen from Germany
seen from Hong Kong SAR China
seen from United States

seen from United States

seen from Malaysia

seen from United States
seen from United States
seen from China
seen from Russia

seen from Malaysia
— Randka? Ja nie przyszłam na randkę. Przyszłam po żuka. Brzydzę się randkami. Tym głupim gadaniem, udawaniem, graniem kogoś. Ja przyszłam poznać nowego człowieka.
Ewa Nowak „Diupa”
A dobra, z tym złamanym sercem to już mi wszystko przeszło xD i to zanim wróciłam z pracy do domu.
Fakt jest taki, że i ja mam trochę racji i on. Jak to facet, mało romantyzmu i pracoholik ;/
Wieczorem zadzwonił, jakoś tak fajnie i spokojnie przebiegła rozmowa, powiedziałam mu co mnie boli, trochę był zaskoczony, bo stracił poczucie czasu.
Przespałam się z tymi wszystkimi myślami. Przemyślałam sobie, na chuj ta gównoburza, mamy przecież jakieś plany wakacyjne, na ewentualne rozstanie przyjdzie czas.
Z Panem Rowerem jest tak, że roztacza przede mną swój czar, jak spędzamy razem czas to zapominam o bożym świecie, odpływam totalnie. Daje mi poczucie bezpieczeństwa, spokój i takie tam.
Rano się obudziłam z niesamowitymi potrzebami seksualnymi. I dotarło. Jestem przed miesiączką, jestem pobudzona, mam autohejtra w sobie, łatwo mnie zirytować i potrzebuje ostrych wrażeń.
Pojechałam na randkę do Pana Rowera. Wrócił też temat wspólnego mieszkania. Znowu odmówiłam. Nie chcę tam mieszkać, tu mam blisko do pracy, tu mam siłownię... Zaproponowałam że możemy mieszkać razem w weekendy ;D
Właśnie wróciłam do domu.
Jak zmienić kolor powiadomień? Miałam białe a teraz są czarne i mi się nie podobają, bo ledwie je widać ;(
Wtorek
Niby się cieszył z tego SPA, ale wieczorem nie mógł się przytulić, bo ręka nasmarowana, a rano jak już się udało to tylko byle jak, na moment, po tym jak już poprzeglądał internet.
Zastanawiałam się, czy dać Tobie szansę.
Bo pojawił się ten chłopak z poprzedniego roku, który dotykał i dotknął mojego ciała.
Jednak Ty, dotykasz mojej duszy i umysłu nie zdejmując ze mnie ubrań. I kurewsko mnie to kręci.
//myloveislh
Zaskocz ukochaną osobę 👩❤️👨
Chcesz zorganizować wspólny wieczór w domu? Zależy Ci na klimacie i romantycznym nastroju? Idealna randka w domu + gotowa muzyka!
🎶 Zorganizowanie #randki w domu gdzie oboje czujecie się bezpieczni, to #niespodzianka, którą nie sposób nie docenić. Wystarczy wyłączyć #telewizor, przyciemnić światła i przygotować coś prostego do jedzenia. 😉 #Playlista już na Ciebie czeka, niech cicho gra w tle, abyście mogli spokojnie spędzać czas ze sobą.
Podziel się swoimi pomysłami na randkę w domu. 👥💬 Dołącz do nas w dyskusji pod felietonem na stronie.
Toksyczność a toksyczne unikanie toksyczności
Przeglądając TikToka, łatwo natknąć się na tysiące historii o tragicznych rozstaniach, toksycznych związkach i chodzących "red flagach". Nasze pokolenie stawia ogromny nacisk na zdrowie psychiczne i dążenie do szczęścia z samym sobą, co w wielu przypadkach pomaga budować samoocenę i ośmiela do nowych doświadczeń – czy to podbijania do faceta "nie z mojej ligi", próbowania ONS, czy odkrywania swojej ciemnej strony. Jednak każdy medal ma dwie strony, a ta druga nie zawsze jest złota.
W tym nieustannym dążeniu do unikania toksyczności, wielu z nas zaczyna obsesyjnie doszukiwać się w ludziach złych cech. Wydaje się to być skuteczne – przecież lepiej unikać kłopotów, niż później żałować. Ale to właśnie to „doszukiwanie się” może być równie szkodliwe, jak toksyczne zachowania, których próbujemy uniknąć. W tym mechanizmie jest coś jeszcze bardziej niepokojącego: ci, którzy najgłośniej przestrzegają przed toksycznością, często sami stają się toksyczni, oskarżając innych o cechy, które sami manifestują.
Pozwólcie, że podzielę się historią z mojego życia, która jest idealnym przykładem tego zjawiska. Kiedyś, w momencie, gdy byłem otwarty na poznawanie nowych ludzi, ale bez intencji budowania związku czy przygody na jedną noc, natknąłem się na Adama. Adam, jak wielu innych, ukrywał się za sprytnie wykadrowanymi zdjęciami i nieśmiałością. Jego wiadomości były inne – brak w nich było typowych propozycji czy deklaracji. Postanowiłem dać mu szansę.
Nasze rozmowy przez kilka dni były płynne i swobodne. Po dwóch tygodniach doszło do spotkania u niego w mieszkaniu. Oczywiście, mogłoby to budzić pewne wątpliwości – pierwsze spotkanie w czyimś mieszkaniu? Ale wbrew obawom, spędziliśmy ten czas śmiejąc się i dyskutując na tematy okołopolityczne. Wszystko szło dobrze, aż do momentu, gdy Adam wspomniał o chęci budowania związku.
Tutaj powinienem być szczery – przecież wyraźnie zaznaczałem, że nie szukam związku. Zamiast tego, uśmiechnąłem się i powiedziałem coś wymijającego, że "na wszystko przyjdzie pora". Popełniłem błąd, który każdy z nas popełnił chociaż raz w życiu – dałem nadzieję tam, gdzie jej nie powinno być.
Nasze kolejne spotkanie miało miejsce po następnych dwóch tygodniach. Znowu siedzieliśmy na tej samej kanapie, w tym samym mieszkaniu. Tym razem, gdy opowiadałem mu o swoich problemach – o tym, jak ledwo wiążę koniec z końcem z powodu egzaminów i pracy, która próbuje mnie zniszczyć cichym mobbingiem – Adam postanowił, że to idealny moment, aby się do mnie zbliżyć. Chciałem na chwilę zapomnieć o problemach, więc nie protestowałem. Dla mnie to była chwilowa ucieczka, dla niego coś o wiele więcej. I tutaj zaczęły się prawdziwe problemy.
Z dnia na dzień, Adam zaczął ujawniać swoje prawdziwe oblicze. To, co na początku wyglądało jak troska, przerodziło się w niezdrową zazdrość. Każda moja decyzja, każde słowo, było przez niego analizowane jak dowód na moje rzekome złe intencje. Gdy mówiłem, że muszę się uczyć, Adam widział w tym wymówkę, by go unikać. Gdy spędzałem czas z innymi, dla niego była to zdrada. To, co dla mnie było przestrzenią do oddychania, dla niego stało się polem bitwy, na którym toczył wojnę z wyimaginowanymi rywalami.
W końcu doszło do wybuchu. Podczas jednej z naszych coraz to bardziej napiętych konwersacji, Adam oskarżył mnie o bycie fuckboyem i toksyczność. W jego oczach, dałem mu nadzieję na coś więcej, tylko po to, by teraz go odrzucić. Byłem dla niego jak ten tramwaj, który zamyka drzwi, gdy tylko wydaje się, że udało ci się dobiec do drzwi.
Ale Adam nie zrozumiał jednej rzeczy - nie byłem gotowy na coś więcej. Moje życie było już wystarczająco skomplikowane, a on, zamiast być wsparciem, stał się kolejnym ciężarem. W jego oczach, moje odmówienie mu większej bliskości było zdradą, ale to właśnie w tej odmowie objawiała się moja prawdziwa troska – troska o to, by nie dawać złudnych nadziei.
W ten sposób historia, która zaczęła się od obietnicy nowej znajomości, skończyła się rozczarowaniem. Czasem, w tym szaleńczym poszukiwaniu toksycznych cech u innych, sami stajemy się tym, przed czym chcemy uciec. Bo czyż to nie my sami często rzucamy te red flagi, których tak desperacko się boimy?