ARCYDZIEŁO. PUSZKIN, KAFKA, SONTAG, ACHMATOWA (WSTAW KOGO CHCESZ) W JEDNYM TOMIE! MŁODY AUTOR, LAUREAT WSZYSTKICH MOŻLIWYCH NAGRÓD JESZCZE PRZED URODZENIEM!
Nowa nadzieja, ale podobnie jak u Lucasa to jest faktycznie część pierwsza, a nie czwarta. A może czwarta. Jeśli weźmiemy pod uwagę co przepadło, co zabrała historia, co wymazała przeładowana pamięć, dałoby się z tego sklecić trzy części poprzedzające. Czy jednak, niczym u Lucasa, przedstawiałyby pokrętną genezę? Nie wiem, tutaj geneza będzie równie pokrętna. I „widmowa”, bo nie wszystko pamiętam.
Było podle deszczowy dzień roku 19xx, gdy wydarzyła się ta rodzinna tragedia i straciliśmy tę ważną osobę. Dla mnie była to tragedia szczególna, bo nasze relacje były wyjątkowe. A może był to upalny dzień roku 19xx, gdy zdarzyła się podobna tragedia, ale zmarła osoba nie była mi aż tak bliska. Nie wiem, może pomyliłem te dni. Nie pamiętam pogrzebów, nie pamiętam śmierci, niczego nie pamiętam. Pamiętam, że były kiedyś lata 90. Dla jednych najczarniejsze, dla innych najlepsze, ale co ja wiem, skoro urodziłem się grubo po roku 2000.
Gdy wyszedłem po raz pierwszy z głównej stacji kolejowej miasta X, miasta legendy, gdzie i krew była przelana i triumf celebrowany, zastanawiałem się, jakie jest moje miejsce w historii. Czy metropolia zauważy moje istnienie? Czy będę jedynie małym punkcikiem w szarej masie podążającej codziennie ulicą M-skiej ku spełnieniu swoich marzeń i zapomnieniu swoich wstydliwych sekretów? Czy znajdę tu miłość życia? A może nienawiść dłuższą nawet niż życie? Tyle do zwiedzania, tyle do zobaczenia, a czasu tak mało i finanse pewnie na to pozwolą. Moja zaduma przerwana została nagle chęcią wypicia kawy w pewnej dosyć popularnej kawiarni, co nie mogło mieć miejsca, gdyż w mieście X byłem tylko za pomocą google maps.
Zawsze marzyłem o posiadaniu jakiegoś klasycznego samochodu. Stało się to rodzinną legendą. Rodziny, która mnie na świat wydała i tej, którą sam założyłem. Po latach ciężkiej pracy i zaniedbań innych możliwych wydatków, w końcu się doczekałem. Samochodem tym bardziej może będzie cieszyć się moja córką, która dostała go na swoje osiemnaste urodziny. Nie była zadowolona, bo inne dzieci dostawały nowoczesne, modne samochody. A ona dostała stare BMW, w grafitowym kolorze. Bez jednego koła i szyb. W skali 1:43. Nie cieszyła się też, bo nie mam córki.
Zastanawia minie kwestia, na ile bycie pisarzem oznacza bycie ekshibicjonistą. A jeszcze bardziej na ile pisanie takiej szczerej, bolesnej biografii jak moja może to oznaczać. Los nie był łaskawy, lecz uważam, że należy pilnować językowej i tematycznej elegancji. W odróżnieniu od innych pisarzy, nie będę pisać o nadużywaniu alkoholu i wystrzegać się będę wulgaryzmów.
Ciężko zrobiło mi się na sercu, gdy przypomniałem sobie, w jakich okolicznościach po raz pierwszy się najebałem. Było to straszne przeżycie i nie zamierzam już tego wspominać, szczególnie, że jak to określił jeden z moich przyjaciół „konkretnie zjebałem imprezę”.
Przyjaciele. Wspaniali ludzie. Niestety nie wszystkich mogłem bezpiecznie wspominać. Niektórzy zginęli na wojnie. Jeśli znajdę sześć minut, to o niej opowiem. Niektórzy byli partyzantami, więc przez lata musiałem o nich milczeć. Wstyd się przyznać, ale nie chciałem odwiedzać zagubionych grobów pewnych osób, gdyż ktoś mógł zobaczyć, a takie były czasy. Nie jestem wyjątkiem, każdy miał takie historie. Zostało trochę ludzi z tamtych lat. Ludzi kryształowych, których kręgosłupy zostały zgięte wiekiem, a nie historia. Czy pamiętam nazwiska? Nie, jestem za młody na to, by się z kimkolwiek przyjaźnić.
Dzieciństwo wspominam szczęśliwie. Nie zdarzyło się wtedy nic złego. Mieszkaliśmy w wielkim domu, w którym mieliśmy nawet nadmiar miejsca. Jako ludzie dosyć majętni, nie borykaliśmy się z większością bolączek codziennego dnia. Pamiętam, jak pewnej zimowej nocy wybiegłem przed dom i spojrzałem w niebo, sądząc, że znajdę w nim odpowiedź na pytanie dotyczące mojej przyszłości. Gdy wróciłem do naszej skromnej izby, gdzie mieszkaliśmy wspólnie z rodzicami i siostrą, pomyślałem, że mam wielką przyszłość. Powiedziałem to rodzicom, którzy zareagowali łagodnymi uśmiechami. Niestety, podczas wojny nasz dom został zniszczony, a los rzucając mnie po świecie nie chciał mnie skierować do rodzinnej miejscowości. Do tej pory śnię o naszym pięknym domu. O sypialni rodziców, o pokoju siostry z białymi meblami. O garażu, w którym tato parkował swojego służbowego Citroena. Śnię o kotłowni, gdzie bawiłem się wraz ze służącymi. Modliłem się czasem, aby sny te się zmaterializowały i mógłbym wrócić tam, w rodzinne strony. Jednak historia nie bywa aż tak łaskawa. Pozostaje mi pamięć. Gdy przybyłem tam w ubiegłym tygodniu uświadomiłem sobie, że był to zwykły jednorodzinny dom, a nie willa. Citroen stał zaś w szopie, nie w garażu. Jedynie te służące jakby realne, po tylu latach…














