w mega, mega, mega skrócie.
od ostatniego wpisu wiele się zmieniło, wydarzyło na gorsze a mianowicie wszystkie nagrania, wszystkie dowody jakie miałem na swoją partnerkę aby w przyszłości walczyć o swoje dzieci poszły się pieprzyć bo nie wiem jak wyniuchała (ale trochę moja wina) bo miałem e mail odpalony zapasowy na tablecie i akurat musiałem wszystkie rzeczy zostawić i cyk... przesłała sobie do siebie i poinformowała mnie w jakiejś kłótni o tym. - także fajniusio milusio.
dobra, okej... pogodziłem się z tym i powiedziałem, że wygrała!
ale wczoraj co się odwaliło to nie mam pytań. moje serce rozpadło się na kawałki.
w związku z podejrzeniem autyzmu lub zaburzeń rozwoju u mojego synka trafiliśmy na wizytę do .... mojej Pani pedagog do której chodziłem w okresie kiedy byłem w największym kryzysie życiowym. Chodziłem do niej w okresie 14-22l a teraz życie zatacza koła i poszliśmy jako rodzice do niej. Po 10 minutach wizyty nie płakałem a wyłem z bezsilności, bólu, niezrozumienia jaką aktorką jest moja partnerka. Moja Pani pedagog łykała wszystko co mówiła partnerka. Nie wytrzymałem i w pewnym powiedziałem, że to kurwa nie prawda jest to co mówi i zapytałem się mojej Pani pedagog czy wie jak się zachowują osoby narcystyczne oraz jak wyssane są z życia ofiary takiego narcyza? Skomentowała, że moja partnerka nie jest narcyzem, że mam tkwić w związku i mam przemyśleć zachowanie... Po prostu nie wierzyłem w to co słyszałem, nie docierało do mnie i wczoraj dotarło do mnie, że nie wygram tej walki po prostu nie wygram. mamy wizytę do niej pod koniec miesiąca i aż odechciewa mi się iść by znowu otrzymać cios w twarz ale z drugiej strony chce iść słuchać tych głupot, jak może obca osoba obcą manipulować.
szczerze? nie umiem sobie poradzić z tym wszystkim. nie mam już dosłownie nikogo kto by mi w tym wszystkim uwierzył i zobaczył jak jest naprawdę...