O współczesnej psychologii, przede wszystkim zaś o tym, co w dzisiejszych czasach oznacza „ja” i „my” oraz w jaki sposób zmienia się znaczenie obu pojęć: Prof. Wieslaw Łukaszewski: – Odpowiedź na pytanie, co się dzieje z naszym „ja”, jest niesłychanie trudna, przede wszystkim dlatego, że „ja” nie ma miejsca zakotwiczenia. Bo z czym można je porównać? Z jakim stanem rzeczy? Sądzę, że należy się tu raczej odwołać do pewnej dynamiki procesów, które związane są z rozwojem „ja”, jego kształtowaniem się. Dlatego chciałbym zwrócić uwagę na dwa interesujące, zarazem trochę niepokojące, zjawiska. Pierwsze to przesunięcie uwagi w kierunku fizycznej atrakcyjności człowieka. Sprawia, że przestajemy poznawać siebie, natomiast skupiamy się na powierzchowności, na naszej stronie fizycznej, tej w zasadzie dekoracji „ja”. Druga rzecz to zachwianie proporcji pomiędzy wiedzą i opartą na niej oceną. Inaczej mówiąc, odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia ze skrajnie przesadną tendencją do ujmowania siebie w kategoriach ocen. Zaś oceny te nie są zbudowane na wiedzy. Sądzę, że jest to rezultat porównań społecznych. W związku z tym ciągle nastawieni jesteśmy na poszukiwanie informacji, które jedynie wspierają nasze sądy o sobie, natomiast bardzo zaniedbujemy odnajdywanie, poszerzanie i weryfikowanie wiedzy dotyczącej nas samych. Prof. Tomasz Maruszewski: – Odnoszę wrażenie, że nasze „my” również bardzo się zmienia, przy czym te zmiany są dla nas niedostrzegalne, ponieważ w wielu wypadkach są poza zakresem zainteresowań psychologii. Psychologowie interesują się tylko tym, co się dzieje w ludzkim umyśle, w mniejszym stopniu tym, co się dzieje między ludźmi, a więc właśnie tym, co nazywamy „my”. Poza tym pojęcie „my” stwarza psychologowi pewien problem – mianowicie bardzo trudno znaleźć jego „mózgową lokalizację”. Być może są jakieś badania neurobiologiczne, które wskazują, jakie części mózgu są aktywne, kiedy myślimy „my”, a jakie, kiedy myślimy „ja”. Jednak nawet gdybyśmy wiedzieli, jak mózg funkcjonuje w takich sytuacjach, to i tak w niewielkim stopniu pozwoli nam to zrozumieć, jakie procesy kształtują owo „my” i w jaki sposób ono się zmienia. Okazuje się, że to, co jest traktowane jako „my”, jest w dużym stopniu przyswajaniem tego, co kreują media. Ale z drugiej strony owo „my” jest w nas bardzo głęboko zakorzenione. Mówiąc inaczej, nasze „my” składa się z różnych części, różnych tożsamości, które czasami przez siebie przenikają, a czasami są całkowicie niezależne od siebie. W związku z tym dość często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że owe społeczne tożsamości są ze sobą całkowicie niezgodne. Zrodlo: www.charaktery.eu