Pomysłów wiele, ale nie chcą się zrealizować.
I przeszłem na kanapę, aby się tylko marnować.
Głosy mi mówią, że dalej nie mogę dokończyć tego - jednego wiersza o prokrastynacji.
Ironia ta nie daje mi wakacji.
Miałem na niego pomysł, ale zgubiłem go już w toku
Najpierw miałem błysk w oku, a teraz go straciłem
I nie mogę sobie przypomnieć, o co mi chodziło,
Co z mej głowy powychodziło.
A wymyślam nowe wymówki póki nie powróci.
Ale siebie nie oszukam.
Czego ja właściwie szukam?
Projektu nad którym pracuje od roku,
Ale nigdy nie jest w produkcji toku.
Tylko w pomysłu fazie.
Na tej bazie, to na razie, nic nie zdołam
Ale przemęczenie mam i doła, których wyleczyć się nie da, gdy dalej zwlekam
I uciekam od masy problemów, plotholi
I myślę że to nigdy nie wyjdzie i się zawali
Ale nad budową Rzymu, Wieżą Babel trwali, ciągle pracowali.
Na pewno tego, jak ja nie odkładali.
Do Boga się wspinali.
A ja przewijam internet nie w poszukiwaniu inspiracji.
Tylko dla prokrastynacji.
I końca wymyśleć nie umiem.
I tego wcale nie rozumiem.
Oni byli tacy wytrwali,
A mi się świat zaraz zawali.
I ten pomysł pójdzie do kosza.
I zaczynam coś nowego
A nie skończę tego.