Link do wydarzenia: https://www.facebook.com/events/1134633818305092
seen from United States
seen from Netherlands
seen from United States
seen from United States
seen from Germany

seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from Bulgaria

seen from United States
seen from United States
seen from China
seen from India

seen from United States

seen from Australia

seen from Vietnam
seen from United States

seen from United States
seen from China
Link do wydarzenia: https://www.facebook.com/events/1134633818305092
Życzenia Wielkanocne od redakcji "Życia Stolicy"
Życzenia Wielkanocne od redakcji “Życia Stolicy”
Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych, redakcja Życia Stolicy składa wszystkim naszym czytelnikom życzenia Bożych Łask. Życzymy wam ciepłych, rodzinnych i zdrowych Świąt!
View On WordPress
Przygotowania.
Dlaczego korekta i redakcja są jednymi z najważniejszych elementów każdego tekstu pisanego
Kiedy osiem lat temu zabierałem się w środku napisanie swojego pierwszego do wnętrza życiu tekstu na bloga nie mogłem zaprojektować tego, że do wnętrza przyszłości będę spośród tego żył. www. helenapiechuch. pl Jestem nadzwyczaj pomyślny, że mogę mieszkać z pisania, gdyż jest to coś co kocham robić. Dosyć żwawo przekonałem się toż jakim miejscem jest internet. Każda literówka, błąd ortograficzny, troszkę, zawsze wywołuję cała falę komentarzy, których jedynym celem jest sformułowanie ci, iż ten błąd popełniłeś.Wtedy zorientowałem, się jak na przykład istotną częścią każdego tekstu jest odpowiednia korekta. Gdy napis przejdzie dobrą korektę owo wszelki koma, ktoś ogon w środku każdej literze będzie na swoim miejscu. No oraz w końcu skończą się złośliwe komentarze. Zupełnie inną kwestią jest redakcja, którą właśnie samo jakikolwiek winien przejść. Dobry wydawca sprawdzi wszystkie informacje jakie zawarłeś w środku artykule to znaczy książce, innymi słowy jakimkolwiek tekście. Jeśli informacje będą nieprawdziwe, oznacza to błędne, apetyczny redaktor wychwyci owo tudzież nakaże cie je zmienić. Moim zdaniem o ile na to samo zajmujesz się pisaniem zawodowo, podczas gdy pisaniem tekstów na bloga, pisaniem artykułów, dziennikarstwem, powinieneś być wyposażonym swojego redaktora, kto będzie na bieżąco sprawdzał twoje teksty. Tak samo jak korektora, jaki będzie je sprawdzał u dołu kątem poprawności językowej. Możesz sobie pomyśleć, że po co ci owo, przecież word podkreśla błędy ortograficzne dodatkowo sprawdza przecinki. Niby w rzeczy samej, przecież ozór lokalny pełen jest pułapek na które word, ani małowartościowy różny leksyka negacja logiczna zwróci uwagi, oraz które ostatecznie zmienią opatrywanie sygnaturą twojego tekstu. Jak np “lód płacący podatki”, czyli “statek płynący po wzburzonym moczu” Całkowicie poprawne gramatycznie i ortograficznie zdania, które chociaż negacja logiczna mają żadnego sensu. Po to właśnie należy dysponować korektora. Jego zadaniem jest wychwytywanie takich sytuacji oraz negacja logiczna dopuszczanie, aby taki inskrypcja ujrzał światło dzienne. Dobra korektora jest nie inaczej kluczowa do wnętrza utrzymywaniu się z pisania. Myślę, że moją opinię podzielają wszyscy dziennikarze, artyści, poeci natomiast pisarze.
#Czemu Kobieta w oczach Faceta to tylko sex-machina często postać mylnie kojarzona z odkurzaczem ssącym..?# Pewnego razu będac na zgrupowaniu w Katowicach a było to w 1997 roku spotkałem się z stwierdzeniem że Kobieta to takie narzędzie w rekach mężczyzny za pomocą którego może wszystko. Daje się sterować daje łatwo prowadzić. Można Nią manipulować i za Jej pomocą odczyniać przeróżne figury i pozycje. Kochani..!!! Nic bardziej mylnego. Wówczas ów gostek dostał ode mnie w mordę a dzisiaj poszedł by za takie słowa i traktowanie ów niewiasty , która nie jest i nigdy nie będzie ów Jego widzi mi się własnością za druty. Facet to świnia gorsza od lochy i wredny jak lis. “Dziewczęta spieszcie się kochać facetów bo tak szybko dochodzą pod wpływem ciśnienia i eksplozji w gaciach”.
Trzecia blokada przed edycją
Pokonaliśmy już opór przed spojrzeniem prawdzie w oczy i wyzbyciem się złudzeń na temat swojego dzieła. Pogodziliśmy się z tym, że jest niedoskonałe i że z tą niedoskonałością coś trzeba będzie zrobić. Odważyliśmy się na ruszenie chwiejnej konstrukcji, która na skutek ingerencji w bieg wydarzeń może runąć niczym domek z kart. Wiemy, gdzie są problemy i wiemy, jak je naprawić.
Wtedy pojawia się kolejna trudność, trzecia blokada przed edycją: przytłoczenie ogromem pracy. Na tym etapie można śmiało założyć, że mamy już listę rzeczy do zrobienia podczas bieżącej iteracji. Lista jest potrzebna, ułatwi nam zadanie i… ma sto czterdzieści elementów. Trudno się nie zawahać czy nawet nie uciec z krzykiem, widząc przed sobą coś takiego, bo oto wygląda na to, że poprawianie tekstu zajmie więcej czasu, niż jego napisanie. Tak. Jak najbardziej.
Co jednak zrobić z tym monstrualnie wielkim potworem o stu czterdziestu głowach? Jak odważyć się, by stawić mu czoła? Nijak. Odwaga tu nie pomoże, bowiem lista zadań ma nad nami ewidentną przewagę liczebną. Tu potrzeba czegoś więcej: ignorancji.
Tak, ignorancji. Skupiamy się na jednym problemie – pierwszym z brzegu lub losowo wybranym, wszystko jedno – zaś pozostałe sto trzydzieści dziewięć starannie ignorujemy. Wracamy więc do zasady, którą powtarzam i będę powtarzał do znudzenia: jedna anomalia na raz. Po wykreśleniu z listy pierwszego punktu, zostanie ich tylko sto trzydzieści dziewięć, więc następnym razem trzeba będzie zignorować tylko sto trzydzieści osiem i tak dalej. Każdy kolejny krok będzie odrobinę łatwiejszy. Powoli, ale konsekwentnie.
Oszczędzajcie siły, bo to nie ostatnia przeszkoda. Została jeszcze jedna – najgorsza.
Druga blokada przed edycją
Po pokonaniu lęku przed spojrzeniem prawdzie w oczy i zobaczeniu naszego tekstu na chłodno, stajemy twarzą w twarz z kolejnym lękiem: tym razem przed lawiną. Tutaj ewidentnie wiem, że jest źle, potrafimy nawet często powiedzieć, co jest źle, ale mimo wszystko boimy się tego tknąć. Dlaczego?
Cóż, jest źle, ale jakoś się trzyma. A jak ruszymy – może się przewrócić. Dlatego łatwiej jest przyznać się do błędów i te błędy zostawić, co oczywiście nie rozwiązuje głównego problemu. Bo tę książkę mają czytać ludzie. A ludzie wolą tekst bez załączonej listy wiem, że to jest źle, ale…
Mimo wszystko to naprawdę nie jest łatwe. Tu dodziera do nas, że zmiany nie tylko są potrzebne, ale także mają swoje konsekwencje. Że niekiedy łatając dziurę w dachu, można zrobić jeszcze większą dziurę i ją też trzeba będzie załatać. Że niektóre modyfikacje wywołują efekt lawinowy, przed którym nie sposób się uchronić. Czasem trzeba zmienić coś, co samo w sobie nie było złe, ale powstało w oparciu o właśnie łataną dziurę, a to nie jest ani łatwa ani przyjemna zmiana.
Niestety, nie ma na to rady – listę zmian do wykonania podczas edycji trzeba zrobić, trzeba też przyjrzeć się każdemu punktowi i przewidzieć skutki wywołanej przez niego lawiny. Trzeba to zrobić wiele razy – jeśli ktoś myśli, że jedno czytanie i jedna lista poprawek wystarczą, to niech się jeszcze chwilę zastanowi, bo od prawdy jest tak daleko, jak to tylko możliwe.
Tak oto powoli, krok za krokiem, mijamy drugą przeszkodę, którą sami dla siebie stworzyliśmy. Ale to nie koniec – zanim w ogóle tkniemy tekst, napotkamy jeszcze dwie ściany.
Pierwsza blokada przed edycją
Jak już coś wreszcie, po tych wszystkich latach, napisałem od początku do końca i zacząłem poprawiać, natknąłem się na problemy, o istnieniu których nie miałem pojęcia. W sumie nie ma się co dziwić, jeśli wcześniej moje poprawki miały miejsce zaraz po wystukaniu ostatnich kilku słów i ograniczały się wyłącznie do stylu, interpunkcji czy literówek. Nie mogłem wiedzieć. Po prostu nie.
Ale skoro już wiem, to mogę się tą wiedzą podzielić, bowiem podejrzewam, że ma ona charakter uniwersalny i analogiczne cztery problemy pojawią się przy poprawianiu każdego kolejnego dłuższego tekstu. No i siedzą głównie w głowie, ale to im nie przeszkadza w powodowaniu blokady twórczej.
Pierwszy z nich to strach przed spotkaniem niedoskonałością. Sztuka głosi, że po zakończeniu pisania należy zrobić sobie przerwę od danego tekstu i zająć się czymś innym, aby ochłonąć i nabrać dystansu. Zalecana długość tej przerwy to cztery tygodnie – ja próbowałem z dwoma i na początku wydawało mi się to wystarczające, ale później wyszło na jaw, jak wiele zmieniło poczekanie dłużej.
Po tej przerwie powinno się już być w stanie spojrzeć na dzieło w miarę trzeźwo. Powinno. Tylko że jakoś tak nie chce się na nie patrzeć. Bo początkowy zachwyt osłabł i zastąpiła go niesprecyzowana świadomość niedoskonałości. Przyjrzenie się im to przerażająca perspektywa i zarazem rozbicie w drobny mak resztek iluzji o perfekcji dzieła – łatwiej jest je po prostu zostawić, przyjmując do wiadomości, że ma jakieś problemy, ale nie stawiając czoła konkretom.
Tyle że te konkrety są bardzo potrzebne, bo bez nich tekst nigdy nie wyjdzie z szuflady. Zwróciłem uwagę, że opowiadanie (lub jakąś inną formę) łatwiej jest komuś pokazać zaraz po napisaniu, niż po miesiącu, gdy już ostygnie. Wtedy właściwie się nie da, trzeba coś z nim zrobić i właśnie to przeraża. I to, że mgliste wspomnienia problemów nie oddają ich faktycznej liczby ani skali.
Ta blokada istnieje tylko w głowie i owszem, do jej złamania potrzeba trochę odwagi, ale trzeba to zrobić. Nikt nie mówił, że będzie łatwo… No dobra, to nieprawda. Wiele osób tak mówi. Można usłyszeć, że pisanie jest łatwe, albo że jak już napisze się tekst do końca, to dalej pójdzie z górki.
To wierutne bzdury. Kłamstwa tylko komplikujące i tak już skomplikowaną sytuację.** Pisanie jest trudne.** Redakcja jest jeszcze trudniejsza. Ale warto się wysilić, obiecuję.