"Być człowiekiem to wyczyn, być złym to żadna sztuka
Bo życie jest hajem, a więc żyj weź się nastukaj"
seen from United States

seen from United Kingdom

seen from Sweden

seen from Sweden
seen from Netherlands

seen from Germany

seen from Netherlands
seen from Netherlands
seen from China

seen from Australia
seen from United States
seen from Poland

seen from Kazakhstan

seen from Netherlands
seen from United States
seen from Germany

seen from Netherlands
seen from Malaysia
seen from United States
seen from United States
"Być człowiekiem to wyczyn, być złym to żadna sztuka
Bo życie jest hajem, a więc żyj weź się nastukaj"
No bo kiedy rozum śpi lub wychodzi na spacer, Nie potrafisz pokierować swoim życiem potem płaczesz, Zbyt późno na pacierz, budzisz się z ciężkim kacem, W końcu płacisz ten rachunek witaj w klubie wariacie.
- Peja "Kiedy rozum śpi"
oddałbym wszystkie wersy za jeden Magika, dla życia, za życia by tym mógł rap oddychać, 26 grudnia, bro 2000 rok i dlatego nienawidzę drugiego dnia Świąt
Peja & O.S.T.R & Jeru the Damaja - Oddałbym
Jeśli Twoja krzywda, nie rozpaczaj bracie, twardy bądź Nie daj sobie wmówić, że reprezentujesz zło
RPS/DJ. Zel "S.L.U.M.S."
to jest właśnie ta wartość, w którą zawsze będę wierzyć- być nie mieć
Peja/Slums Attack - Być nie mieć
sam wybrałem, dlaczego? wierzyłem po prostu ze będziesz jednym z niespalonych przeze mnie mostów
Peja - Moralny upadek
Jest jedna rzecz, dla której warto żyć.
Straszliwie ostatnio ubolewałem nad tym, że brakuje mi muzyki, której mógłbym się oddać bez reszty, jak za dawnych lat. Jeszcze nie tak dawno byłem w stanie wyszukać sobie album jednego wykonawcy i słuchać go aż do zdarcia. Teraz jednak wszystko wydawało mi się oklepane. Nic mnie nie zaskakiwało i nic nie potrafiło porwać.
Po części, winą za to obarczałem technologię i erę w której żyjemy. Brodząc w najszerszym w historii cywilizacji informacyjnym strumieniu, ciężko znaleźć perełkę. Sprawę pogarszają jeszcze bardziej najwięksi dystrybutorzy, producenci i wytwórnie, którzy podsuwają nam pod nos to co się sprzeda, a niekoniecznie warte jest uwagi. Ktoś mógłby pomyśleć – Dokładnie! Komercjalizacja muzyki jest chujowa, powiedzmy jej stanowcze NIE! – no niestety nie. Daleko mi od takiego poglądu. Gdyby nie kasa to nie mielibyśmy pewnie dzisiaj ponad połowy z zasobów Spotify. Z resztą, czy komuś z was chciałoby się pracować za darmo albo za niewielką część tego co dostajecie? No właśnie.
Błądząc tak po sieci, postanowiłem wrócić do wymierającego serwisu Last.fm, w którym swojego czasu, spędzałem długie godziny przeglądając muzyczne podpowiedzi. Całkiem przyjemnie było cofnąć się ponad dziesięć lat wstecz i porównać swoje muzyczne upodobania do tych obecnych. Wiele utworów pochłonąłem z sentymentu, sporo zapisałem też sobie na nowo, jednak bardzo dużą grupę stanowiły te, do których dzisiaj wstydziłbym się przyznać (chociaż to rzecz względna, dziś np. Chłopaki potrafią parsknąć śmiechem, kiedy słucham Björk). Pośród tych ostatnich zauważyłem jedną prawidłowość – mało słuchałem polskiego hip-hopu. Żeby być bardziej precyzyjnym użyję jednak zwrotu – słuchałem wąsko.
Dlaczego tak? Nie znajdziecie w mojej bibliotece Liroya, nie ma tam też Mezo. Brakuje Molesty, Paktofoniki, Warszafskiego Deszczu i wielu, wielu innych. Udało mi się jednak wyodrębnić trzy płyty, które niejako ukształtowały moją blokerską naturę, do których wróciłem z przyjemnością nawet dziś.
Zapraszam więc na subiektywne zestawienie podwalin polskiego hip-hopu XXI wieku by MaBa! [kolejność chronologiczna]
Peja & Slums Attack, Na legalu?, 2001
Rychu z ekipą od samego początku w swoich tekstach szukali czegoś więcej niż zwykłych rymów, to dlatego już na początku albumu stawiają kontrowersyjną tezę - Być nie mieć.
Cała płyta utrzymana jest w podobnej stylistyce a poznański raper wziął na jej wersach sporą odpowiedzialność na swoje barki – postanowił edukować społeczeństwo i pokazać czym tak na prawdę jest hip-hop i kim są ludzie, którzy go tworzą. Jeśli miałbym opisać ten album jednym zdanie, to prawdopodobnie brzmiałoby ono – Przeciwko kurestwu i upadkowi zasad (niestety nie jestem autorem tych słów).Zastanawiam się co jeszcze mógłbym dodać, ale to po prostu trzeba usłyszeć!
Hemp Gru, Klucz, 2004
Bogaty w doświadczenie z poprzednich lat, tym razem sięgnąłem po bardziej warszawską produkcję. Ekipa z Mokotowa swoim pierwszym wydawnictwem zawiesiła poprzeczkę bardzo wysoko. Ich siłą były JLB – jedność, lojalność i braterstwo – nie dało się tego nie odczuć na płycie. Liczni goście i nawiązania do wszystkich stołecznych dzielnic zbliżyły do siebie także odbiorców. Od teraz siłą była grupa a nie jednostka. W tekstach nie nabijano się już z tych którym wyszło – zaczęli oni budzić podziw. Sporo rymowało się o jaraniu a obiektem sprzeciwu (bo przecież trzeba się buntować), stała się policja, co słychać dość wyraźnie w pierwszym kawałku. Dalej jest już tylko lepiej. To mój osobisty #1. Nie było już chyba innej polskiej płyty, której chciałem nauczyć się na pamięć.
WWO, Witam was w rzeczywistości, 2005
Jeden z dwóch wydanych równolegle albumów warszawskiej grupy. Płyta znana prawdopodobnie najsłabiej przez moich czytelników, jednak moim zdaniem niedoceniona (w 2005 roku znalazła się na 12. miejscu listy OLiS). Sokół, znany ze swojego zamiłowania do tekściarstwa, po raz kolejny daje z siebie wszystko to, co najlepsze. W odróżnieniu od poprzedników, WWO jako cel obrało sobie cały celebrycki półświatek i wszystkich, którzy próbują za wszelką cenę zabłysnąć choćby na moment. Sedno płyty możecie odnaleźć w najważniejszym kawałku albumu.
ELO!
Nie mam siły już tak żyć, w objęciach mroku gnić. Podam Ci dłoń, kiedy będziesz przy mnie, bo też byłem tam, moje sumienie winne.
Slums Attack- Rehab ft.Kali