Widziałem kiedyś ojca, który nosił swojego małego synka przytulonego częściowo do piersi taty, a częściowo opartego na jego ramieniu – bo tylko w tej pozycji mniej go bolało – a ten ojciec gładził go po pleckach i spokojnym głosem mówił: „Już możesz, Błażejku. Już możesz”. Twarz miał zmartwiałą od cierpienia, ale głos spokojny – on pozwalał swojemu wyniszczonemu rakiem synkowi odejść. I ten umęczony bólem malec westchnął i odszedł w ramionach ojca – jak ptaszek. Dzieci umierają jak ptaki.
Jan Kaczkowski “”Szału nie ma, jest rak”














