SR7UVV. Góra Kamieńsk znów nadaje ! Część 2/2.
Od czasu kiedy w eterze pojawił się SR7UVV w cholernie szumiącym momentami analogu pojawili się też nowi fani tej miejscówki i rozmów na 70-tce. Nieco prorokowaliśmy z Arkiem SCC, że wielki bum będzie na samym początku. I tak się stało. Przemiennik przez kilka pierwszych dni ( ku naszej uciesze ) cieszył na prawdę dalekimi łącznościami wielu kolegów z badziefungami na pokładzie. Z drugiej strony fajnie jest mieć w zasięgu chińskiej antenki "przemiatacz" , który słychać ładne kilkaset kilometrów dalej. Euforia jednak szybko opadła i po około tygodniu usłyszeć tam jakąś rozmowę było nader ciężko. Nie mniej jednak to wystarczyło, żeby osłuchać czy coś złego nie czai się na antenie. Po wielu wypitych kawach i kilku paczkach fajek przyszła pora na cyfryzację. To na pewno nie spodobało się wielu bo jak później słyszeliśmy głownie na przemienniku Pabianickim "... tak było dobrze, i już zabrali. Totalna prywata i nic dla ludzi " Ano nic. A ileście koledzy dali pieniążków na to ? To pytanie ciśnie mi się za każdym razem na usta.
Postanowiliśmy zebrać w sobie siły przed dniem wszystkich świętych i dzień wcześniej ostatecznie przygotowaliśmy u Adama SQ7LRX wszystko co było potrzebne. Witek SP7WNA razem z Piotrkiem SQ7AYZ i Adamem poskładali wszystko w jedną działającą całość a my z Arkiem SQ7SCC dopilnowaliśmy aby pizza dojechała na stół montażowy.
Rano pobudka, wyjazd do nieco nieprzytomnego LRX-a po graty i znów jedziemy na Górę. Tym razem skład pod masztem to : Marcin SQ7NM, Michał SQ7PGP, Arek SQ7SCC i ja, OFD. Nie powiem żeby było ciepło, Ja z Arkiem mogliśmy zamknąć się w klimatyzowanym kontenerze, ale reszta ekipy miała za zadanie założenie uchwytów na kabel antenowy, które w części zostały załatwione przez Przemka SP7VC i Zbyszka SP7MTU. Niestety okazało się na miejscu, że uchwytów jest zdecydowanie za mało i tu czuwała nad nami opatrzność. Z boską pomocą przyszła nam pewna firma, która jak wspomniałem chce pozostać anonimowa i dostarczyła błyskawicznie na miejsce brakujące uchwyty. Bóg Wam zapłać :)
Nieco później dołączył do Nas Łukasz SQ7JHC, który znów zasponsorował pewne potrzebne rzeczy do prawidłowej pracy przemiennika. Po podłączeniu wszystkiego nadeszły pierwsze testy. Byliśmy nieco zdziwieni kiedy dostawaliśmy pierwsze raporty a w tym czasie zgrilowaliśmy co kto miał. Jako , że robiło się ciemno a na następny dzień każdy z uczestników wyprawy miał już wytyczone trasy cmentarne rozjechaliśmy się w swoich kierunkach ciesząc się doskonałą łącznością. Zasięg przemiennika badało kilku kolegów , którzy poruszali się autami w promieniu do 200 km. Jak się okazuje można przejechać kawał drogi nie zmieniając repeatera. Na następny wyjazd zostawiliśmy sobie przewiezienie szafy na wszystkie nasze klamoty i jeszcze jedną niespodziankę, o której nieco później.











