Pierwsza połowa sezonu 2015 była nieco inna niż zwykle. Nie tylko ze względu na niepełne przygotowanie, z powodu kontuzji na początku roku, ale przede wszystkim pod względem długości dystansów jakie biegałem. Zawsze mój sezon był urozmaicony, natomiast tym razem nie biegałem ani razu dystansu krótszego niż 5km. Pierwszym startem był przełaj na 5km, później MMP na 10km, następnie kolejne 10km na MPS, 5km na lidze seniorów, półmaraton lubelski i na koniec 5km podczas mitingu w Puławach. Do czego dążę to fakt iż przy niewystarczającej bazie oraz niepełnych fundamentach, postawionych na „szybko”, równie szybko uciekła forma. Start na długich dystansach również sprzyjał narastającemu zmęczeniu. Całe szczęście, że tak jak planowałem, szczytową formę udało się uzyskać na mistrzostwach polski. Jak już wspomniałem w jednym z wcześniejszych wpisów, od początku tego roku plan treningowy rozpisuję sobie sam i zupełnie sam dobieram sobie obciążenia, ich ułożenie, dosłownie wszystko. Trener jedynie kontroluje moje poczynania i zgłasza mi swoje „sugestie”. Bałem się początkowo, że to co sobie „nakreślę” będzie zbyt ciężkie, ale dzięki takiemu układowi nauczyłem się kolejnych zależności i zachowań mojego organizmu, a w tym właśnie szacowania momentu, w którym potencjalnie należy się spodziewać u mnie szczytowej formy. W tym roku, w końcu trafiłem idealnie z formą na docelowe zawody. Na żadnych zawodach z wyżej wymienionych nie biegło mi się tak dobrze jak na MMP i MPS. Czułem wtedy gaz, szkoda tylko, że nie wykorzystałem tej szansy i z powodu zbiegu okoliczności w postaci mojego błędu oraz kolki, nie udało się bardziej poprawić czasu na dychę podczas MPS. Swoją drogą skoro już przy wynikach jesteśmy, jedynie na 10km udało mi się poprawić rekord życiowy- 31,21’ oraz ustanowić nowy w debiucie podczas półmaratonu. Jednakże nie odzwierciedla on nawet w części moich możliwości więc osobiście nie biorę go pod uwagę. Należy w tym momencie wspomnieć iż owy półmaraton był dla mnie na tyle wyczerpujący iż w następnych zawodach, które odbyły się tydzień później, pobiegłem 5km w czasie wolniejszym niż międzyczas na 5km podczas dychy :P. W zaistniałej sytuacji zdecydowałem się zakończyć wcześniej pierwszą część sezonu i odpocząć przez 2 tygodnie, by tym samym również wcześniej zacząć od nowa budować formę i przygotować się do części drugiej.