Tumblr jest takim naszym pamiętnikiem, który posiada pewien szyfr. Tylko nieliczni są wstanie odczytać jego prawdziwą treść.
seen from United Kingdom
seen from China
seen from Malaysia

seen from Türkiye
seen from China

seen from T1
seen from Spain
seen from United States

seen from China

seen from Malaysia

seen from Türkiye

seen from Australia
seen from T1
seen from China
seen from Slovakia
seen from United States
seen from China

seen from Türkiye
seen from T1

seen from Türkiye
Tumblr jest takim naszym pamiętnikiem, który posiada pewien szyfr. Tylko nieliczni są wstanie odczytać jego prawdziwą treść.
Muzyka to fala
Niepodważalna kwantowość świata pozwala sądzić, że wszystko wokół znajduje się w stanie niepewności, który zmienia się pod wpływem obecności obserwatora. To spostrzeżenie nie pozostawia złudzeń. Świat jest zakodowany. Każda substancja ma umiejętności kodowania i robi to najczęściej mimowolnie. Kodowanie dzieje się na naszych oczach a właściwie poza naszym wzrokiem i zrozumieniem. Postaram się na przykładzie kodowania w muzyce udowodnić, że najdoskonalszym kodem jest taki, który wymaga interpretacji mentalnej. Mówiąc krótko, chodzi o wyczucie miejsca w płynącej muzyce, w którym informacja została schowana. Może to być ciąg nut o odpowiedniej długości, głośności, brzmieniu itd. Mnogość parametrów opisujących dźwięk fortepianu jest praktycznie nieskończony. Potrafimy co prawda symulować jego brzmienie ale zawsze taki dźwięk jest wówczas kwantyzowany, co oznacza jego ziarnistość. Owe ziarna dają się policzyć a stąd już tylko krok do odszyfrowania wiadomości.
Co zatem z muzyką płynącą z instrumentu do naszych uszu? Czy również ona ma strukturę ziarnistą? Tak. Splot fal dźwiękowych jako fal o określonej amplitudzie i częstotliwości da się opisać matematycznie. Jedyny problem, to “usłyszenie” za pomocą specjalistycznej aparatury wszystkich fal generowanych przez instrument.
Pracuję nad analizą dźwięków w kontekście ich brzmienia w określonych warunkach fizycznych. Wierzę, że da się zbudować model matematyczny pozwalający na jednoznaczne odróżnienie dwóch “wykonań” ze wskazaniem takich detali jak na przykład objętość sali. Dla wprawnego nawet ucha są to parametry nie do uchwycenia.
Jestem w stanie przekazywać wiadomości grając na instrumencie na żywo, niezależnie od tego, czy będzie to fortepian, czy skrzypce lub trąbka. Jedyną istotną informacją jest tylko wiedza o tym, czego w muzyce słuchać i co uznać za zakodowaną frazę tekstową.
3 x Cel
Cele, cele, cele...
Jak je stawiać? Ile? Jakie? Jak się zmotywować?
Ostatnio odblokowałam dwa życiowe osiągnięcia. Ciężko mi stwierdzić, czy były krótko- czy długoterminowe, bo tak właściwie to przygotowywałam się do nich od zawsze, ale nie jakoś konkretnie. W sensie - i tak bym się rozwijała w tę stronę, a wyzwanie podjęłam, bo czemu nie?
Podobno najlepsze cele są właśnie krótkoterminowe. Takie łatwe w osiągnięciu, żeby móc stale czerpać satysfakcję. Może w tym jest system?
POSTAW -> DĄŻ -> OSIĄGNIJ -> POWTÓRZ
Mogłabym też dorzucić tu cały poradnik, ale poprzestanę na dużym skrócie, który rozwinę, jeśli pojawi się odzew :)
Cel powinien być:
skonkretyzowany - wiemy dokładnie czego chcemy
mierzalny - jesteśmy w stanie określić ile udało nam się osiągnąć
atrakcyjny - nikt nie lubi realizacji nudnych zadań
realny - nie szalejmy! gwiazdki z nieba nie ściągniemy
terminowy - bez deadline'a będziemy odkładać wykonanie zadania tak długo, aż w końcu do niczego nie dojdzie albo nie przyniesie nam to satysfakcji
teoretycznie.
Powtarzali mi ten schemat na każdym szkoleniu, ale czy wykorzystuję go w praktyce?
Być może podświadomie, a być może w ogóle nie.
Grunt to mieć jakiś cel, nie?
PS. Podaję do wiadomości pewien zaszyfrowany, nazwijmy go - 'adres e-mail'. Kto rozwiąże zagadkę ten dowie się czegoś o mnie :) <- motywuje? nie? trudno.
PS.2. na początek daje wam coś prostego, żebyście się nie zniechęcili :) ave
Ochroń szlachetny trunek przed intruzami zamkiem szyfrowym.
Ciekawy prezent dla miłośnika wina, który lubi rozkoszować się butelką wina przez dłuższy czas.
Kto rozszyfruje? #krakow #dominikanie #krużganki #tablica #szyfr #cross #cipher #code #topsecret
Ostanie tygodnie owocują emisją ciekawych informacji będących konsekwencją działań Edwarda Snowdena, a mających szeroki związek z pracą tajnych służb ze Stanów Zjednoczonych, a w szczególności z tamtejszą Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (National Security Agency, skr. NSA) . PRISM, XKeyscore to słowa często pojawiające się w wiadomościach – teraz do zestawu magicznych fraz dołączył również TOR.
Centrum badawcze firmy IBM udostępniło na licencji GPL bibliotekę HElib służącą do szyfrowania homomorficznego – rewolucyjnego sposobu zabezpieczania zbiorów danych, który pozwala przeprowadzać operacje bezpośrednio na szyfrogramach.
A mury runą...
Pamiętacie, jak jakiś czas temu pisałem o ochronie własnych danych przed dostępem nieuprawnionych osób? Oczywiście, że nie pamiętacie – to było bardzo dawno temu, nie wiem, czy wtedy ktokolwiek mnie obserwował. Ale spokojnie, już tłumaczę o co chodzi:
W przypływie paranoi posłużyłem się otwartym programem TrueCrypt – za jego pomocą zaszyfrowałem podwójnie cały dysk algorytmami TwoFish oraz Serpent, ustawiłem hasło dostępu długości 45 lub 60 znaków (nie pamiętam) i cieszyłem się jak głupi, bo moje dane były bezpieczne wewnątrz olbrzymiej fortecy, do której tylko ja miałem dostęp.
Aby móc nacieszyć oczy ich widokiem, musiałem podążać bardzo długimi i zawiłymi korytarzami, by w końcu odkryć, że jestem tak zmęczony wchodzeniem do fortecy, że na oglądanie skarbca nie mam najmniejszej ochoty.
Porównanie mocno przejaskrawione, a jednak prawdziwe. Wiecie, jak uciążliwe jest wpisywanie hasła tej długości? Sprawdźcie sobie... Nie to jednak spowodowało, że pozbyłem się tak drastycznej formy zabezpieczeń.
Po prostu TrueCrypt przemęczał mój komputer. Temperatury były wysokie nawet w stanie bezczynności, bateria trzymała krócej o co najmniej 30%, wszystko działało wolniej...
Kompromis? Nie tym razem!
Pełne odszyfrowanie dysku i usunięcie zasobożernego programu zajęło mi chyba osiem czy dziewięć godzin, ale gdy już to zrobiłem, odetchnąłem z ulgą – laptop znów pracował normalnie i mogłem cieszyć się baterią pozwalającą na pisanie w pociągu.
Moje dane nie są aż tak bezpieczne, ale cóż – samo życie do bezpiecznych nie należy :D Poza tym nie popadajmy w skrajności... Po co szyfrować cały dysk, skoro można to zrobić z pojedynczymi plikami?
Takiej formie zabezpieczeń na komputerze robiącym za maszynę do pisania mówimy stanowcze nie. Zamiast bawienia się z programem, z którym nawet FBI nie potrafi sobie poradzić, polecam coś mniej skomplikowanego – zwykłe hasło do pliku. Na takie zabezpieczenie dokumentu pozwala nawet darmowy LibreOffice Writer, o komercyjnych programach nie wspominając.
Plik ODT zapisany z hasłem również jest szyfrowany – niedawno sprawdzałem. Może złamanie tego szyfru nie zajmie superkomputerom trzydziestu lat ciągłej pracy, ale przecież rodzice/rodzeństwo/dzieci nie mają do takowego dostępu, mylę się?
Podsumowując: bezpieczeństwo tak, paranoja nie. Choć Skipper pewnie powiedziałby co innego...
– Więcej paranoi, szeregowy! – Ale ja nie mam skłonności paranoicznych... – I to właśnie wasz problem!