Trafiłam na izbę wytrzeźwień. Dali mi brudny koc, materac i baniak z wodą. Wszystko zaczęło się koło 5 rano kiedy się obudziłam. Musiałam sikać do takiego „nocnika” i nagle zauważyłam, że ktoś się na mnie gapi - to był strażnik. Perfidnie się gapił i uśmiechał przez te jebane okno w drzwiach. Przez to, że byłam w ciągu alkoholowym ciężko mi się oddychało, waliło mi serce, czułam, że umieram. Pukałam z całej siły w te drzwi błagając o pomoc. Przyszedł ten strażnik, spytał się co boli, pokazałam na klatkę piersiową. On do mnie „ale podnieś bluzkę i pokaż”. Pomyślałam że może chce zobaczyć czy nie mam tam siniaka, czy coś więc podniosłam zakrywając oczywiście piersi. Zabrano mnie do gabinetu na „badanie”. Podczas mierzenia ciśnienia złapał mnie za cycka, następnie odprowadzając mnie do „izolatki” złapał mnie za biodra. Zaczęłam błagać go, aby dał mi telefon, abym zadzwoniła do chłopaka, po to aby poinformować go gdzie jestem. Bałam się, bo on na to: „a co dostanę w zamian?” Otworzył drzwi, dotknął mnie po cyckach i w miejsca intymne. Zamarłam. Miałam już wszystko gdzieś. Czułam tylko obrzydzenie…