Samo życie!
seen from Greece

seen from T1
seen from Philippines
seen from United States

seen from Tanzania
seen from T1
seen from China

seen from United States
seen from China
seen from United States
seen from T1
seen from China

seen from Germany
seen from Russia
seen from China
seen from China
seen from Philippines

seen from Germany
seen from United Kingdom
seen from Greece
Samo życie!
Są dwie najgorsze rzeczy, które przyciągają duchowy smród i syf z całej okolicy. To chrześcijańska pycha i chrześcijańskie użalanie się nad sobą ⚓
Moje
To jest aż takie prost!
Niedzielne przedpołudnie
Jak zwykle jadę moto. Upalny dzień, przelatuję całe miasto. Korzystam z przywileju i mijam stojące samochody, zgodnie z przepisami, po lewej stronie, staję jako pierwszy. Czerwony yaris, jak dostrzegam w lusterku, odczuwa z tego powodu lekkie pieczenie z tyłu. Żółte, zielone, ruszamy! Startuję pierwszy i odskakuję, jednak widzę obłęd w oczach kierowcy yarisa, który na chama wciska się z mojej prawej i spycha mnie w kierunku wysepki. Na szczęście mieszczę się między nim, a krawężnikiem, pamiętając o tym, by patrzeć na pozostały kawałek jezdni, nigdy na przeszkodę. Yaris odskakuje, jednak na najbliższych światłach musi stanąć. Ten fakt skrzętnie wykorzystuję, podjeżdżając do kierowcy. Z tyłu siedzi dziecko, około 2 lat, obok niego przestraszona mama. Za kierownicą grubszy, niestary jeszcze facet. Walę pięścią w okno. Udaje, że mnie nie widzi. Walę jeszcze raz, podnosząc przyłbicę. "Nauczyć cię jeździć, kolego?"- pytam zaczepnie. Na twarzy kierowcy maluje się zmieszanie, w końcu nie podejrzewał, że pod skórą i kaskiem jest żywy człowiek. "- eee... nie zauważyłem pana..."- opuszcza zawstydzony wzrok grubszy jegomość. Zamykam przyłbicę i bez słowa odjeżdżam, korzystając z przywileju i na najbliższych światłach staję na pole position... nie do końca #zmyslonehistorie
No cóż, taka prawda...
Nikomu nie mów
Coś Ci powiem w tajemnicy... Jestem szczęśliwym człowiekiem. Wielu ludzi goni za szczęściem, stawia sobie nowe cele, ASAPy, zera na koncie, kolejne szczyty do zdobycia. Myśli sobie, “jeśli jeszcze to osiągnę, na pewno będę szczęśliwy”. Zdobywa to i przez chwilę jest haj, potem wraca frustracja. Ja jestem szczęśliwy, po prostu. Dlaczego? Czy nie mam zmartwień? Mam. Czy osiągnąłem już wszystko? Jeszcze więcej przede mną, niż za mną. Może jestem bogaty? Nie ma takiej sumy, której moja żona nie potrafi wydać. Więc o co mi chodzi? Wiem, to choroba psychiczna...
Mówisz? Ja po prostu cieszę się, tym co mam. Zasypiam koło kobiety, którą kocham. Trzymam za rękę moją córkę, która jest zdrowa, wesoła i szczęśliwa. Mam plany, marzenia, cele. Czy to znaczy, że nic mnie nie frustruje, nie boli, nie wnerwia? Nie. To znaczy, że mogę mieć do tego zdrowy dystans. Znalazłem skarb, wygrałem w totka, spotkałem miłość mojego życia.
Oddałem życie Bogu. Umarłem. Wstałem do nowego życia, trochę bardziej wyluzowanego, mniej frustrującego, w którym potrafię cieszyć się małymi przyjemnościami, nie ma większego znaczenia stan konta, czy marka samochodu, którym jeżdżę. Nie liczy się rywalizacja, bo już jestem wygranym. Umarłem dla siebie i żyję dla Boga. A Ty? Co z Tobą? Gdzie jest koniec Twoich zmagań?
Tworzysz, czy odtwarzasz?