Psychiatra: Próbujesz powiedzieć że rodzina ma cię za wariatkę?
Ja: Tak, ale nie tylko. Jednego dnia jestem szalona i nikt nie wie skąd wzięłam się w tej rodzinie, ale drugiego dnia jestem dziewczyną która wymyśliła sobie chorobę.
Psychiatra: Czyli albo jesteś wariatką albo oszukujesz wszystkich lekarzy?
Ja: Albo jestem jednym i drugim
Psychiatra: Szaloną wariatką?
Ja: Tak
Psychiatra: No dobrze ale coś tutaj nie gra w ich osądzie. Dlaczego miałabyś wymyślić sobie to wszystko? Mam wrażenie że im dłużej się leczysz tym gorszy oni mają o Tobie osąd.
Ja: Z nudy, bo mam za dobrze
Psychiatra: Tyle że psychiatryk jest równie nudny, nawet bardziej. Na zewnątrz macie więcej możliwości, nic ciekawego się tutaj nie dzieje. Całymi dniami nie macie co robić, to przykre miejsce. Może Twoja rodzina nie zdaje sobie sprawy z tego jak tu jest?
Ja: Może, w takim razie pozostaje fakt, że jestem szalona
Psychiatra: Bycie szalonym to pojęcie względne, dla mnie osoba szalona to taka która nie wie co robi i na przykład tańczy z parasolem na środku ulicy. Tym bardziej że Ty nie masz schizofrenii żeby mogli się Ciebie chociażby bać. A jeżeli każda osoba chora psychicznie jest wariatem to kto na tym świecie nim nie jest? Z Tobą jest tak, że jesteś niewyobrażalnie inteligentna, więc nie możesz być szalona. Pozostaje więc to że jesteś chora, to daje dalsze nadzieje bo możemy Cię leczyć.












