O co w tym chodzi ? - zadaję sobie pytanie, przechodząc przez przejście dla pieszych. Wzrok wpatrzony ni to w asfalt ni w oczy przechodniów, wychwytuje coraz to nowe szczegóły, nowe podobieństwa. Zauważam takie same barwy, ułożenie fryzur, buty tej samej marki mijające podobne kałuże.
Ludzie są tacy zabawni - powtarzam sobie, wciskając kurtkę do szkolnej szafki zmarzniętymi rękoma o połamanych paznokciach. Bardzo zabawni - zaznaczam, przyglądając się dziewczynie o wampirzej twarzy, stojącej obok mnie i trzymającej w lewej ręce podręcznik do biologii. Jej szpony wymalowane fluorescencyjnym lakierem przyprawiają mnie o ból głowy. Odwracam się w drugą stronę, ale i to zdaje się nie być dobrym pomysłem - nie gorszym, nie lepszym, lecz takim samym jak poprzedni. Podobne sztuczne paznokcie u podobnej bladej damy o wściekle czerwonych ustach, malują się przed moimi oczyma i chwytają klucz do szafki z dziwnym, puchatym breloczkiem. Do pierwszej dziewczyny podchodzi chłopak o włosach postawionych na żel i workowatych spodniach rapera znanego kanału na YouTubie. Para pozdrawia się jakimś tekstem, którego nie potrafię powtórzyć, choć słyszałam go już tego dnia chyba z 20 razy i odchodzi w ciemność, mijając trzy identyczne farbowane blondynki w takich samych marmurkowych spodniach i torebkach wartych kilka tysięcy złotych. Odprowadzam wzrokiem ową grupkę i wychodzę ze szkoły, pozostawiając w tyle ludzi, którzy pogubili karty do drzwi. Podobnych ludzi o podobnym zachowaniu.