Nie jestem twoim wrogiem | Lance
❄ Rozdział 22. Myślę, że będziesz musiała się mną zaopiekować
- Możesz zostać moją królową, Andraste.
Te ostatnie słowa odrzuciły mnie, powodując nagłe mdłości w głębi gardła, które przełknęłam nie bez grymasu.
- Mieć zniewolone życie, takie jak to, które zagwarantowałeś Koori? - nie mogę się powstrzymać od odpowiedzi tonem pełnym obrzydzenia. - Więc to jest twoja wizja władzy?
Szkoda mojej techniki grania w jego grę.
Wciąż stojąc zbyt blisko mnie, poczułam, jak złośliwy uśmiech kitsune wykrzywia mu się na ustach na wspomnienie jego byłej żony.
- Masz odpowiedź; podoba mi się to. Ale uważaj, aby nie używać tego tonu za bardzo. Mogę się zdenerwować i szkoda byłoby uszkodzić tę wspaniałą twarz.
- Żal mi twoich ludzi, Tenjin. Mieć takiego króla jak ty... - zaciskam zęby.
Oddech urwał mi się, gdy jego silna ręka owinęła się wokół mojej szyi. Jego głos grzmiał przy mnie.
- Nie bądź taka pewna tylko dlatego, że masz w kieszeni całą Gwardię. Bez ich ochrony jesteś absolutnie niczym, nie zapominaj o tym.
Nie mogłam powstrzymać łez przed ucieczką, kiedy jego palce zacisnęły się mocniej. Gniew, który krążył mi w żyłach już od kilku minut, nagle wzrósł, gwałtownie pulsując w moich dłoniach, prawie mnie raniąc.
Zanim zdążył zrozumieć mój gest, przycisnęłam obie dłonie do jego dużej klatki piersiowej. Wzrok króla rozszerzył się w zdumieniu, gdy mnóstwo złotych smug przemknęło po jego ciele, zanim został mocno odrzucony do tyłu. Blask był tak silny, że moje oczy zamknęły się na chwilę, całkowicie zaślepione żywotnością wiązki światła. Tenjin uderzył z hukiem w ścianę daleko za nim, ale nie dałam mu czasu na wstanie. Moje stopy rzuciły się, by jak najdalej oddalić się od tego potwora.
Biegłam tak szybko, jak pozwalały na to moje nogi. Mój oddech syknął głośno w moim zmaltretowanym gardle, gdy drzwi do ogromnego korytarza pojawiły się w zasięgu wzroku.
Musiałam opuścić ten budynek, znaleźć innych.
Wciąż nie spowalniając biegu, moje dłonie pospiesznie chwyciły klamkę, gdy moje ramię mocno uderzyło o drewno, zatrzymując mój pęd. Kilkakrotne przekręcenie złotej gałki sprawiło, że do oczu znów napłynęły mi łzy, gdy zdałam sobie sprawę, że te są zamknięte.
- Nie, nie to... - nie mogę się powstrzymać od błagania na głos.
Już miałam się odwrócić, kiedy twarda dłoń mocno chwyciła mnie za ramię. Strach sparaliżował mnie do granic możliwości.
Ponieważ wiedziałam, że go wkurzyłam.
- Jeśli pozwolisz.. myślę, że ta gra trwała wystarczająco długo. - Tenjin warknął niskim głosem.
Moje palce zacisnęły się na skrzydle drzwi, wysyłając szybkie błyski światła, prawie palące, na moją lodowatą skórę. Mężczyzna następnie zaatakował mnie całym swoim ciałem, mocno trzymając moje ręce w swoich dużych pazurach. Jego wielki wzrost nie dawał mi możliwości uwolnienia się.
- Nie spodziewałem się takiej mocy po tobie, ale nie myśl, że jestem na tyle głupi, by dać się oszukać po raz drugi. Jesteś na moim terytorium, a Straż nigdy nie powinna pozwolić ci tu przybyć. Teraz, kiedy wiem, do czego jesteś zdolna, jesteś znacznie atrakcyjniejsza. Niemal zazdroszczę temu biednemu smokowi, który pewnie teraz o tobie śni. Kto wie, co on sobie wyobraża?
Przycisnął się trochę mocniej do mnie, dodając nienawistnym szeptem:
- Może myśli o twoim ciele. Mówisz mi, że nikt nie może go za to winić, ale kto by tego nie zrobił na jego miejscu...
Nagle jego uścisk zelżał bez ostrzeżenia, pozwalając powietrzu z ulgą wpłynąć do moich płuc. Odetchnęłam, kiedy zdałam sobie sprawę, co powstrzymało Tenjina.
Stojąc na pełnej wysokości, Nevra stanął przede mną, tworząc ścianę ochronną przed kitsune.
Nie sądzę, żebym kiedykolwiek wyczytała tyle nienawiści w jego zimnym spojrzeniu.
- Rzeczywiście, czas przerwać tę absurdalną małą grę, Tenjinie. - powiedział groźnie.
Kitsune próbował się wyprostować, ale wampir był szybszy. W ułamku sekundy prawe ramię wampira znalazło się na nim, celując ostrzem tuż pod jego szyją.
- Zaszedłeś za daleko. - warknął przez zęby. - Nigdy nie powinieneś jej się czepiać.
Zaskakując nas, zły uśmiech wykrzywił jego usta, gdy patrzył prosto na moje.
- Naprawdę, wszyscy mężczyźni są u twoich stóp, Andraste. Powinienem wiedzieć..
Nevra nie mógł już dłużej powstrzymywać gniewu. Chwytając kołnierz kitsune wolną ręką, z kolei uderzył nim mocno o ziemię, podczas gdy ja prawie słyszałam, jak zgrzytają mu zęby, gdy zaciska szczękę.
- Co ja właśnie powiedziałem? - syknął.
Nagle opamiętałam się, gdy biała kostka Nevry zacisnęła uścisk na jego nożu, pozwalając, by ślad krwi spłynął po białawej skórze króla śniegu.
- Nie Nevra! – wykrzyknęłam, odrywając się i rzucając się w jego stronę, aby go powstrzymać, chwytając go za przedramię. - Uspokój się. Bardzo dobrze widać, że próbuje nas zdenerwować!
Wampir powoli puścił poobijany kołnierzyk, prostując się groźnie.
- Puść nas bez incydentów, bo będziesz miał poważne problemy ze Strażą, Tenjinie. Nie radzę ci podejmować takiego ryzyka.
Ten z kolei wstał, wycierając czerwonawy ślad na gardle.
- W porządku, pozwolę wam odejść. Ale pod warunkiem, że opuścisz moje ziemie przed wschodem słońca. W przeciwnym razie.. będę zmuszony odzyskać to, co mi się należy. I to z dodatkiem. - dodał patrząc na mnie.
Po moim kręgosłupie przebiegł nowy dreszcz grozy. On był naprawdę obrzydliwy.
- Już nas tu nie zobaczysz. - zakończył Nevra skinieniem głowy.
Z prędkością niemożliwą do naśladowania dla moich ludzkich oczu, wampir chwycił mnie poniżej kolan i bez trudu kołysał w ramionach. Nagle ruszył do przodu w oszałamiającym tempie. Otwierając drzwi nieco dalej, niejasno rozpoznałam klatkę schodową.
- Zamknij oczy, Andraste. Twoje ciało nie jest stworzone do takiej prędkości, możesz czuć się źle.
Nie będąc w stanie nadążać za przewijającymi się obrazami, mądrze posłuchałam jego rad i zamknęłam oczy tak mocno, jak to możliwe, owijając ramiona wokół jego ramion i wtulając twarz w jego szyję. Jego charakterystyczny zapach pieścił moje nozdrza.
Zapach Nevry się nie zmienił.
Szalone bicie mojego serca nieco się uspokoiło na to uświadomienie. Nigdy by mnie nie zostawił.
- Nic im nie jest, nie martw się o nich. Wiedzą co robić, wszyscy spotykamy się na statku.
Otwierając oczy, obserwowałam go ukradkiem. Wiedziałam, że nie mówi mi wszystkiego.
Jego szczęka znów drgnęła, a wzrok przesunął się. Zacisnęłam uścisk.
- Nevra, gdzie jest Lance?
Moje serce przyspieszyło w oczekiwaniu na jego odpowiedź.
- Nie wiem, Andraste. - powiedział ostrożnie. - Zgubiłem go kilka godzin temu...
Nagle ogarnęły mnie nudności. Zamykając oczy, starałam się skupić na oddychaniu. Czułam się, jakbym się dusiła.
Gdybym nie została złapana przez Tenjina, to by się nie wydarzyło. Po raz kolejny okazałam się bezużyteczna i słaba, niezdolna do samodzielnej walki, zmuszając Nevrę i Lance'a do marnowania czasu na ratowanie mnie.
Byłam zaskoczona, gdy poczułam, jak ręce wampira ściskają mnie trochę mocniej.
- Jest w porządku, na pewno. Lance jest naszym najlepszym wojownikiem, nie dałby się oszukać komuś takiemu jak Tenjin, bez względu na to, jak duża i potężna jest jego armia. I jestem pewien, że nie pozwoliłby ci odejść za nic na świecie.
Moje oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Czy on właśnie insynuował, że wie o naszym związku?
Cóż, gdybyśmy mogli to tak nazwać.
Po raz pierwszy jego spojrzenie podobne do mojego utkwiło we mnie. Nasze twarze znalazły się tak blisko siebie, że czułam jego oddech na moich ustach. Przez krótką chwilę w jego tęczówkach pojawił się błysk smutku.
- Przepraszam, naprawdę nie chciałem, ale widziałem was na statku..
Z trudem przełknęłam ślinę. Szczerze mówiąc, nie chciałam, żeby wiedział. Przynajmniej nie tak szybko. Nevra i ja, dla mnie to było jeszcze niedawno. Myślenie w ten sposób było prawdopodobnie głupie, ale sprawiło, że poczułam się osobą, która płynnie przechodzi z jednego związku do drugiego...
...Czy Nevra pomyśli to samo?
To rozumowanie było kompletnie absurdalne, wiedziałam o tym.
- Nie będę ukrywał przed tobą, że byłem dość zaskoczony ze względu na waszą wspólną przeszłość, ale wiedz, że nikomu nie powiem. – powiedział, po raz kolejny kierując wzrok prosto przed siebie. - Tak czy inaczej, zapewniam cię, że nie musisz się o niego martwić. Jest osobą, której najbardziej ufam, jeśli chodzi o misje, więc uspokój się i skup się na ukończeniu tej.
Zawstydzona spuściłam oczy.
- Masz rację, przepraszam, że narzucam ci moją troskę. Masz już dość do zrobienia.
- Nie gadaj bzdur. - odpowiedział prawie wet za wet. - Przestań myśleć, że jesteś dla nas ciężarem, bo tak nie jest. Chroniłaś nas wszystkich, kiedy Tenjin zaatakował nas przed budynkiem. Bez ciebie jestem pewien, że przynajmniej jedno z nas zostałoby zranione. Teraz, gdybyś mogła uświadomić sobie swoje umiejętności, byłbym zadowolony ponieważ jesteś znacznie silniejsza niż myślisz i nie mówię tylko o twoich mocach.
Przybywszy do hotelowego lobby, Nevra delikatnie opuścił mnie na ziemię, prawdopodobnie obawiając się, że stracę równowagę z powodu jego zbyt szybkiego biegu jak na istotę nie obdarzoną wampirzymi zdolnościami.
- Wszystko w porządku? - zapytał, trzymając mnie za rękę.
- Tak, powinno być dobrze. Daj mi tylko dwie minuty, świat kręci się tu trochę za szybko.
Nevra śmieje się słabo przy mnie. Trzymając się jego uśmiechu, wpatrywałam się w niego, aż moja głowa przestała sprawiać, że chciałam oddać resztę posiłku na jego buty.
Istniała prawdopodobnie duża szansa, że po tym miałby do mnie żal.
Łapiąc jego dłoń na moim ramieniu, przyłożyłam ją do policzka, zamykając oczy, ze znużonym uśmiechem na ustach.
- Dziękuję, Nevro. Moje życie jest o wiele szczęśliwsze, gdy jesteś jego częścią.
Pozostając przez chwilę w milczeniu, powoli zaczął pieścić moją skórę kciukiem. Delektowałam się tą chwilą spokoju między nami, zanim ponownie otworzyłam oczy. Wzrok wampira był utkwiony we mnie.
Z lżejszym sercem ostrożnie puszczam jego palce. Nie mogliśmy się obijać.
- Dobrze, na czym polega kontynuacja misji?
Wampir odzyskał zdeterminowaną minę, widocznie gotowy do walki raz na zawsze.
- Tenjin nie przyszedł sam. Na zewnątrz słyszę dźwięk broni. Mam nadzieję, że jesteś gotowa, ponieważ inni najwyraźniej nie czekali, aż będziemy się bronić.
- W takim razie nie czekajmy dłużej!
Decydując się jak najpóźniej zostać zauważonym, Nevra i ja przecisnęliśmy się przez wybite okno, żeby wyjść na zewnątrz.
Ciemna noc nagle zawładnęła moim sercem. Gdyby ktoś podszedł do nas, z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że nie będę mogła go zobaczyć.
Kiwnęłam głową, kiedy kilka dźwięków ostrza w końcu do mnie dotarło. Wymieniając się spojrzeniem, Nevra i ja skierowaliśmy się w ich stronę. Starałam się jakoś zachować taką dyskrecję jak on i na szczęście dla mnie śnieg tłumił dźwięki. Gdy się zbliżyliśmy, odkryliśmy Mathieu, Koori i Leiftana, którzy walczyli z członkami armii Śnieżnego Króla.
Mathieu był pierwszym, który nas zobaczył. Kiedy nas zauważył, kilka kitsune rzuciło się wprost na nas. Nevra z łatwością sparował każdy ich atak.
Mathieu w końcu udało się do nas dołączyć, kropelki potu spływały mu po czole.
- Andraste, ulżyło mi, że wszystko w porządku! - powiedział do mnie, uderzając ostrzem o ziemię.
Nadszedł czas, aby dobrze wykorzystać te wszystkie godziny treningu. Wyciągając miecz z pochwy, przyłączyłam się do walki.
- Też mi ulżyło! Poczekaj jeszcze trochę, wszyscy wyjdziemy stąd i wrócimy do domu.
Triumfalny uśmiech zaszczycił jego usta, gdy wymachiwał ostrzem przed siebie.
- Masz rację. Pomóż mi, Malis Inimicus!
Pomimo naporu wokół nas, nie mogłam powstrzymać uśmiechu na okrzyk bojowy młodego człowieka.
- Mathieu, jesteś beznadziejny!
- Ale to mnie wzmacnia, zapewniam!
Głos Nevry przeciął naszą dyskusję.
- Leiftan, zabierz Koori i idź w kierunku łodzi!
Oboje natychmiast wykonali rozkazy prawej ręki, znikając z naszego pola widzenia.
Biegnąc za Nevrą i Mathieu, zauważyłam nieco dalej cień, który zatrzymał mnie w miejscu. Nie...
Kitsune wydawał się rozkoszować toczącą się wokół nas bitwą. Dwaj mężczyźni najwyraźniej jeszcze tego nie zauważyli. Król spojrzał na mnie okiem dziwnie błyszczącym w ciemności. Szybko zorientowałam się, że właśnie wbił kij w ziemię. Kilka kul niebieskiego ognia rzuciło się na nas.
Gestem tak szybkim, że ledwo go zauważyłam, wyciągnęłam przed siebie rękę, ponownie tworząc ochronny kokon wokół naszej małej grupy. Ataki odbiły się od niego z hukiem. Zwracając się do mnie, obaj mężczyźni rozszerzyli oczy.
- Dziękuję! - powiedzieli mi razem.
- Tenjin jest tam. - wyjaśniłam, wyciągając palec w jego kierunku. - Zachowajcie czujność.
Kiwając głową, ruszyli przed siebie. Próbując iść do przodu, odwróciłam głowę, gdy w miejscu, gdzie stał kitsune, pojawiła się ogromna postać.
Moje serce przyspieszyło, kiedy rozpoznałam jego zbroję.
Moje stopy przyspieszyły, doprowadzając mnie prawie do niego. Stał tuż przy krawędzi urwiska.
Twarz Lance'a była spokojna. Nie ruszał się, wydawał się czekać, aż do niego dołączę. W dłoni trzymał swój miecz wbity w śnieg.
Nagle bestialski krzyk zatrzymał mój pęd. Między smokiem, a mną pojawiła się linia ogromnych, niebieskawych płomieni, uniemożliwiając mi dalszą drogę. Podnosząc głowę, stałam zszokowana widokiem lodowego smoka wędrującego po gwiaździstej przestrzeni nad nami.
Lecąc na pełnych obrotach, bestia zanurkowała prosto w otchłań, a z każdym trzepotaniem skrzydeł widać było gniew.
- Andraste, to kolejna iluzja, nie daj się zwieść!
Moje serce przyspieszyło, kiedy rozpoznałam głos Lance'a, który rozbrzmiewał ponad otaczającym chaosem. Wtedy uścisk Tenjina uwolnił mnie, wysysając na chwilę całą energię. Upadłam na kolana, krople krwi pociekły mi z nosa i zaczerwieniły białą ziemię między moimi rękami.
Znowu traciłam krew.. znak, że wróciłam do rzeczywistości.
Na Wyrocznię, jak uniknąć ponownego wpadnięcia pod jej wpływ?!
Za palącą niebieskawą ścianą zobaczyłam, jak Tenjin broni się przed smoczą postacią Lance'a.
Nie było już żadnych wątpliwości. Wierząc, że widzę przywódcę Obsydianu, prawie pobiegłam prosto na wroga. Pociągnęłam nosem, prostując się, obserwując tytaniczną bitwę rozgrywającą się przede mną.
Atakując bezlitośnie, smok szybko się wyczerpał. Musiałam coś zrobić, aby pomóc Lance'owi. Ale jak?
Kiedy Tenjin podniósł kij.. zrozumiałam. Kolejna iluzja, kolejna chorobliwa pętla. Unosząc ramię przed siebie, zmaterializowałam kulę energii tak potężną, że moje stopy się poślizgnęły. Skupiając całą swoją uwagę, wysłałam ją, aby powstrzymała atak naszego napastnika. Moc mojego światła była tak gwałtowna, że zdmuchnęła część płomieni między nami. Przebijając się przez ścianę, uderzyła w kitsune czołowo, posyłając go na kilka metrów do tyłu.
Moje nogi opuściły siły. Spojrzenie smoka przeniosło się na mnie. Z wielkim machaniem skrzydeł skierował się prosto w moją stronę, odwracając się plecami do wroga.
Zdążyłam tylko zobaczyć, jak kij osadza się w ziemi.
I smok upadł bardzo blisko mnie z trzaskiem.
Przez duszące płomienie widziałam Tenjina na wpół leżącego na ziemi, z oczami pełnymi nienawiści wpatrującymi się we mnie. Odpychając się ramionami, próbowałam wstać, ale nic nie pomogło, moje ciało już mnie nie słuchało. Postać przede mną stanęła, chodząc z trudem. Zakrwawiona twarz kitsune szybko znalazła się blisko mojej.
– Brudna mała suka. - warknął, gdy ostry ból chwycił moją czaszkę.. gdy jego palce wpiły się we włosy, podnosząc mnie do połowy. - Pożałujesz tego, co mi zrobiłeś.
Wyrwał mi się krzyk, gdy odrzucił mnie ze złością. Leżąc twarzą do ziemi z rękami przed sobą, wciąż potrafiłam wyrazić swoje myśli. Zły uśmiech rozciągnął moje usta.
- Jesteś obrzydliwy, Tenjinie.
Warcząc z wściekłości, już miał chwycić mnie po raz drugi, kiedy ręka zatrzymała jego ruch, odpychając go ode mnie. Pomimo rozmycia, które zasłaniało mi wzrok, mogłam rozpoznać Nevrę, który dołączył do walki z królem.
Za mną ponownie słychać było zwierzęce krzyki, gdy ziemia zaczęła wibrować.
Korzystając z moich ostatnich zasobów, udało mi się wyprostować i znaleźć ogromnego smoka, który z wściekłością uderzał w armię wroga, uniemożliwiając im tym samym dotarcie do nas. Płomienie wkrótce ogrzały powietrze wokół nas.
Wylądował bardzo blisko mnie z pewnym trzaskiem, jego wielkie kocie oczy spojrzały na mnie uważnie.
- Ale nie jesteś ranny? - zapytałam z niepokojem.
- To nic poważnego. Pospiesz się, musimy się stąd wydostać.
Zbliżając się do mnie, jego duża głowa przyciągnęła mnie do siebie. Włożyłam wtedy ręce w jego łuski, ale kiedy odepchnęłam się aby skoczyć, moje palce poślizgnęły się na lepkiej części. Wytrwałe, udało mi się przysiąść na jego plecach, odkrywając z przerażeniem otwartą ranę, którą otrzymał.
Energicznie trzepiąc skrzydłami, wystartował bez czekania, nie pozostawiając mi czasu na powiedzenie czegokolwiek. Oszołomiona poczułam, że lekko się zataczał, zanim całkowicie się pozbierał.
- Trzymaj się mocno, to może być trochę bardziej brutalne.
Idąc za jego radą, próbowałam trzymać się trochę mocniej pomimo mojej skromnej siły. Szukałam lepszego wsparcia, ale szybko przeraziłam się, gdy odkryłam, że gdziekolwiek bym nie złapała, moje ręce były dosłownie skąpane w kałuży krwi. Miałam nadzieję, że nie zranię go bardziej...
Nagle przyszedł mi do głowy obraz wampira.
- Ale Nevra, jak on sobie poradzi?! Tylko on tam został! - prawie wykrzyknęłam.
- Nie martw się o niego, zna plan. Jest byłym przywódcą Cienia, potrafi zniknąć w oczach wrogów, jeśli chce.
- Ale jesteś pewien, że...
- Andraste, uwierz mi, wkrótce do nas dołączy.
Rany, nigdy nie zauważyłam, jak ci dwaj tak ślepo sobie ufali. W innych okolicznościach byłabym prawie zazdrosna.
Spoglądając znad mojego czerwonawego koszmaru, ze zdumieniem zdałam sobie sprawę, że statek dumnie stoi tuż przed nami.
Smok z trudem osiadł na zimnej ziemi. Pospieszyłam na dół. Ledwie moje stopy dotknęły podłogi, a smok zniknął, by zrobić miejsce swojej ludzkiej postaci.
Łzy popłynęły bez mojej zgody, kiedy odkryłam jego stan, ledwo chwytając go w moje słabe ramiona.
Jego wciąż ciepła krew przeciekała przez moje palce.
- Chodź tu. - mówię, zaciskając uścisk wokół jego ramion.
Puściwszy swoje bariery, poczułam, jak opiera się o mnie trochę bardziej, trącając nosem moją szyję.
- Przepraszam mój aniele. Myślę, że będziesz musiała się mną zaopiekować...
Jego ton, tak słaby, że wydawało mi się, że mi się przyśnił i uwydatnił potok łez, który mi uciekł.
Napełniając moje serce miłością, którą go darzyłam.