Myślałam, że latem będzie inaczej. Postawię się na nogi, odżyję, znajdę jakieś zajęcie, które mnie zainteresuje i zajmie wolny czas. A prawdę mówiąc, czuję się gorzej niż zimą, a zima była zła, bardzo zła dla mojego samopoczucia, wpadałam w ataki paniki i płakałam sporo. Być może teraz jest nieco inaczej, ale jednak gorzej. Wszystko wydaje się pozbawione sensu, w niczym nie widzę przyjemności, coś jakbym utknęła. Nie mam z kim popisać ani się spotkać, znajomości są na tyle płytkie, że raz na rok spotkanie starcza. Postawiłam wszystko na Ciebie, a ty nie postawiłaś na mnie, na naszą przyjaźń. Wszystko się posypało, psychicznie już wysiadam, moje myśli sabotują mnie samą. Wytykam sobie każdą negatywną rzecz na swój temat i przyrównuję się do wszystkich innych. I już mam trudność by płakać, bo po prostu wszystko mi jedno. Nie mam siły zrobić dobrej kawy, bo nie mam siły potem posprzątać po spienionym mleku. Jem suche kanapki, bo nie mam siły pokroić i umyć warzyw. Nie chodzę na spacery, bo nie widzę w tym celu, a poza tym kojarzą mi się z Tobą, przez co czuję się jeszcze bardziej przygnębiona. Leżę w wolne dni, bo nie wiem co innego miałabym robić. I chyba rozdziera mnie od środka i nie mam tak piekielnie siły. A chciałabym się pozbierać, ale chyba nie mam dla kogo.