Siedziałem w przychodni onkologicznej zajmując trzecie od końca miejsce w kolejce. Zapach formaliny, starych ludzi...W powietrzu pachniało śmiercią. Rzadko bywałem w takich miejscach odkąd wykryto u mnie zapalenie mięśnia sercowego. Nie wiem co tym razem mnie podkusiło. Chyba chciałem wiedzieć na czym stoję. Czy warto odkładać forsę do puszki na podróż do Islandii, czy nie lepiej zaopatrzyć się w arsenał dobrego trunku w sklepie za rogiem i cieszyć się każdym łykiem w swoim pokoju. Gdy nie mogłem wysiedzieć, spacerowałem długim korytarzem gapiąc się na tych wszystkich biednych, starych ludzi pełnych nadziei, w głębi serca czujących jak nie wiele zostało im czasu. W przeciwieństwie do nich byłem młody. Miałem niespełna trzydziestkę na karku. Od zawsze byłem hipochondrykiem, bałem się, że umrę już jako nastolatek. Mimo wszystko jak do tej pory dawałem rade.
- Łendi Gruber! - Wywołała czarnowłosa pielęgniarka w beżowych rajstopach.
Pani w podeszłym wieku podniosła tyłek i dowlokła się do drzwi gabinetu. Czekałem cierpliwie na swoją kolej. Miałem ochotę zapalić. Poszukałem toalety, wszedłem, uchyliłem okna i tak też zrobiłem. Patrzyłem na parking przed szpitalem gdzie stało mnóstwo aut. Ani jednego wolnego miejsca. Zdałem sobie sprawę, ilu ludzi zmaga się z podobnym problemem. Większość z nich pewnie jak ja ma tylko przeczucia, niestety reszcie się one sprawdzą. Ktoś wszedł nagle do kibla.
- Hallo. Przepraszam pana tu nie wolno palić! - Upomniała mnie jakaś druga wolontariuszka. Była niczego sobie. Mieli świetny personel.
- Tak tak. Już wychodzę - Odpowiedziałem grzecznie.
- Pan może na wizytę do Pana Wiliama Kasińskiego?
- Za chwile zostanie pan poproszony. Proszę się przygotować.
Cisnąłem petem przez okno i wyszedłem. Za niespełna kwadrans siedziałem już naprzeciwko tłustego lekarza z zakolami i siwą brodą.
- Pan Brzeski zgadza się?
- Tak jest panie doktorze.
- Słucham zatem. Co pana sprowadza...
- Hm...Nie wiem od czego by tu zacząć.
- Najlepiej od początku panie Brzeski. Śmiało.
- Otóż wydaje mi się, że nadszedł mój czas.
- To znaczy? Nie wygląda pan jakby umierał.
- Możliwe. Ale takie odnoszę wrażenie...
- Wydaje mi się, że mam raka.
- Nie gorączkujmy się. Po pierwsze nie raka tylko nowotwór, a po drugie proszę powiedzieć, skąd takie przypuszczenia? Coś pana boli?
- Nie wiem. Czasami tak. Chodzi o to, że mam od groma guzów na ciele. Ostatnio dotykałem się po jądrach podczas kąpieli i są dziwnie nie symetryczne. Jedno większe od drugiego.
- Lewe. Zwisa kilka centymetrów niżej. Te prawe natomiast jest zdeformowane. Nie przypomina piłki futbolowej lecz ogryzek jabłka.
- Proszę mi pokazać. Pan wstanie, zdejmie spodnie i się wyprostuje.
Gość zakłada gumowe rękawiczki, schyla się i zaczyna miętosić mi klejnoty. Po chwili wstaje i siada z powrotem za biurko.
- Może się pan ubrać - Powiedział.
Tak też zrobiłem. Zapiąłem pasek i siadłem ponownie naprzeciwko lekarza. Przez chwile nic nie mówił. Notował coś w białym notesie z Jezusem na okładce.
- Uprawia pan seks? - Spytał.
- To znaczy ostatnimi czasy nie zbyt często. Zostawiła mnie dziewczyna.
- Yhy. Ale wcześniej rozumiem wszystko grało jak trzeba?
- Jak najbardziej. Will...O co właściwie tu chodzi?
- Prawdopodobnie do uszkodzeń doszło podczas współżycia. Ewentualnie często się pan masturbujesz. Polecam odrobinę przystopować. Albo wrzucić lżejszy bieg.
- Nie panie Brzeski. To w żadnym wypadku nowotwór. Wspominał pan coś o innych guzach. Gdzie konkretnie?
- Na szyi. Wydaje mi się, że to ziarnica.
- No proszę. Interesuje się pan medycyną ?
- Nie koniecznie. Lubiłem doktora Housa.
- Zobaczmy...No, no...Rzeczywiście, mamy powiększone węzły chłonne. Musiał pan przechodzić ostatnio infekcję. Nie widzę ziarnicy. Wszystko w porządku.
- A te nierówne włókna pod skórą? Prawą stronę mam twardą, lewą miękką. Jakby mi coś ją już pożerało.
- Pożerało? To naciągnięcie. Możliwe, że podczas snu. Musisz mieć pan niewygodne łóżko.
- Nie mam łóżka. Od lat sypiam na podłodze.
- Nie. Z nim wszystko ok. Po prostu mnie na nie nie stać.
- Coś jeszcze panie Brzeski?
- Wątroba, bądź jelita. Coś w brzuchu...
- Czasem tydzień sram krwią.
- To już bardziej niepokojące. Poza tym występuje ból?
- Nie. Po prostu przy opróżnianiu szczypie mnie dupa.
- Rozumiem. Proponuje dietę. Więcej warzyw, ograniczenie tłuszczy i alkoholu.
- Świetnie. Czyli póki co będę żył?
- Na to wychodzi. Umrzeć nie jest tak łatwo panie Brzeski. Trzeba się naprawdę postarać.
- Dobra. Dzięki Will. Powiedz mi tylko. Ile dzisiaj wyroków wydałeś?
- Tak, osiem. Troje z moich pacjentów nie dożyje przyszłego miesiąca.
- O kurwa. Przejebane. I co im wtedy mówisz w takich chwilach?