dzień zaczął się fatalnie. chciałam wyjątkowo zjeść śniadanie i okazało się że nie ma żadnego z moich safe foods, prosiłam tatę by kupił mi kaszę mannę i oczywiście tego nie zrobił. załamałam się i w końcu nic nie zjadłam xd
potem jak sprzątałam pokój rozjebała mi się żaluzja, już smutna i wkurwiona poszłam powiedzieć o tym mamie a ona zaczęła dodatkowo na mnie wrzeszczeć że wszystko psuję. w końcu ją naprawiłam ale i tak czuję się okropnie... nieraz zastanawiam się jakim cudem moi rodzice nie widzą że jestem w złym stanie. cały czas jestem zmęczona, nie mam na nic siły, nie wychodzę ze znajomymi prawie w ogóle a oni to ignorują??? albo po prostu dobrze to maskuję, albo mają mnie totalnie w dupie.
planuję dzisiaj pograć przynajmniej chwilę na perkusji, strasznie dawno tego nie robiłam bo nie miałam ani trochę motywacji. w sumie nie wiem czy będę miała na to czas, po obiedzie od razu jadę na zajęcia z malarstwa ale postaram się znaleźć chociaż 15 minut. poza tym będę po prostu się uczyć i pójdę na zajęcia z angielskiego
jest mi tak wstyd... naprawdę dobrze mi szło i wszystko zjebałam. moja mama zrobiła gofry i zostawiła je w kuchni i mi odbiło xd zjadłam już 750 kalorii a później będę musiała jeszcze zjeść obiad, szacuje że ma z 500kcal. masakra!!! ale dobra, nie chcę się załamywać. jeden dzień maintainu nie zmieni wiele, później spalę trochę kalorii krokami i będzie okej...
2000kcal lol. boli mnie brzuch od jedzenia, jestem obrzydliwa