Dzień 100 [9.7.2014] Parafrazując artystę: W poszukiwaniu straconego szczęścia. Szczęście odnalezione. Mija setny dzień happydaysów. Kiedy z początkiem kwietnia zaczynałam ten projekt nie wiedziałam jaki on ma być. Jak pisać, o czym pisać i gdzie mnie to wszystko zaprowadzi. Wiedziałam za to jedno, że chce, że zależy mi na tym z jakiegoś powodu bardziej niż na wszystkim innym. Sto dni to dobry czas na zmiany. Na wprowadzanie dobrych nawyków. Przestawianie na "pozytywne" malutkich trybików koła zamachowego zwanego życiem. Na przełamanie negatywnych schematów i nawyków. Znalezienie czasu na rozmowę z samym sobą. Na dokonanie wglądu w siebie. W końcu na zaopiekowanie się sobą. Obdarzenea miłością i zaufaniem. Podczas tego czasu zmieniło się tak wiele, że trudno wszystko opisać. 1. Życie w tu i teraz. Kto oglądał "This will too pass" ten wie, że kiedy nie ma nic innego do roboty, a warunki są kiepskie nie pozostaje nic innego jak spijać miód i czekać. Długo nie rozumiałam konceptu tu i teraz. Muszę przyznać, że ostatnio często jest on nadużywany i tak jakoś oględnie przedstawiany. Dla mnie tu i teraz to pełne zanurzenie w momencie, w którym jestem. To nie oglądanie się na przeszłość, której już nie ma, ani nie wyglądanie w przyszłość, której nie znam, to mocne osadzenie w czasie rzeczywistym. To pewna pokora wobec tego co nam życie przynosi, to pełna akceptacja momentu, w którym właśnie jestem, bez względu czy jest on dobry, czy zły (a może kiedy zły tym bardziej). To otwartość i zaufanie co do tego co przynosi nam życie. To spokój i pogoda ducha. 2. Szczęście jak kostka rubika. 100 dni nauczyło mnie czerpać garściami nawet z najbardziej prozaicznych aczkolwiek szczęśliwych momentów dnia codziennego. To wdzięczność za to co nam się przydarza. To prozaiczne detale, które dostrzegamy i z których lub do których możemy się uśmiechnąć. Są to promienie słońca o poranku lub rześki letni deszcz (jeśli właśnie pada) albo wieczorna burza i cisza po niej :), to posiłki, które spożywamy, to ludzie wokół nas, to uśmiech nieznajomego (czasem nawet gwizd;)), to możliwość samorealizacji, wyrażania siebie, tworzenia i spełniania, to pyszna kawa lub czai na ryneczku, albo targ śniadaniowy na Woli, to spełnianie malutkich marzeń np. takich jak kupowanie świeżych kwiatów.... jest tego mnóstwo, kwestia otwarcia oczu. 3. Relacja z samym sobą. Wspomniałam o tym już trochę wyżej, ale jest to jeden z ważniejszych aspektów więc dopisze jeszcze parę myśli. Jakiś czas temu rozmawiałam ze znajomymi, że pomimo iż czasem jest źle to i tak w głębi serca mam to uczucie radości i szczęścia. Jest ono wpisane we mnie i stanowi stały, nieprzemijający element mojego "ja". Jeśli codziennie jesteś szarpany emocjami i czasem szklanka jest do połowy pełna, a czasem pusta to wierz mi jest jeszcze wiele do zrobienia. Wszystkie negatywne doświadczenia są to informacje zwrotne czego nie powinniśmy już robić i w jakim kierunku iść. Głęboko wierzę, że negatywne doświadczenia są właśnie tymi, które popychają nas do przodu. Problemy były, są i będą, Kwestia tego jak zaczniemy je postrzegać, jako wrogów czy jako przyjaciół. Odkąd zaczęłam działać z takim nastawieniem wiele w moim życiu się zmieniło. Tak postawa wymaga bardzo dobrej relacji z samym sobą, nad którą każdego dnia trzeba się pochylić. Wymaga trudnej szczerości wobec samego siebie, otwartości, wsłuchania się w siebie. Obdarzenia się w trudnym momencie zrozumieniem, że dokonało się najlepszego wyboru jaki był możliwy. To oczekiwanie pozytywnego obrotu spraw. To świadomość, że wszystko jest tymczasowe i ma charakter przemijający. 4. Relacje z drugim człowiekiem Przyjaźń to jest niewątpliwie ten obszar, który w ostatnich kilku miesiącach zmienił się najbardziej. Zawsze myślałam o sobie jako o introwertyczce. Wiem, wiem ja i introwertyk gdzie? ;) Ano. Z perspektywy czasu nie wiem czy to był introwertyzm. Wiem za to, że byłam osobą emocjonalnie niedostępną. Nie oznaczało to często izolowania się od ludzi czasami wręcz przeciwnie, wszędzie mnie było pełno. Oznaczało to przyjęcie pewnej samotnej i utopijnej postawy wobec ludzi i świata. Osoba emocjonalnie niedostępna odznacza się tym, że nie pogłębia relacji z drugą osobą, nie dopuszcza do swojego świata nikogo, tak długo jak tylko może utrzymuje ją na powierzchni, o pełnym zanurzeniu nie ma mowy ;). Charakterystyczne jest np. nie proszenie o pomoc (przecież mogę to zrobić sam/sama, co ma taki mały plus, że wiele rzeczy się wie, bo trzeba było samemu sobie z tematem poradzić), trzymanie dystansu, nieangażowanie się emocjonalne, bycie w środku i jednocześnie na uboczu wydarzeń. Nie umiejętność przyjmowania prezentów, bo przecież to oznacza jakiś dług wdzięczności czy jakieś tam inne farmazony. Utopijność myślenia polega na tym, że nie ma możliwości bycia głęboko szczęśliwym jeśli nie jest się otwartym na relacje z drugim człowiekiem. Z jakiś tydzień temu Kasia w wyniku mojej dość trudnej dla mnie sytuacji napisała mi "tylko się znowu nie zamykaj". Uśmiałam się, bo w moich myślach widniała myśl pod tytułem "zamknąć się czy nie" :) Dziś nie ma dla mnie nic cenniejszego niż relacje z ludźmi. Jestem wdzięczna za każdą osobę, która jest obecna w moim życiu. W ostatnich tygodniach bardziej niż kiedykolwiek wcześniej czułam jak dobra, wspierająca energia przyjaźni unosi w górę w czasie trudnych dni straty. Jak ważne jest to, że możesz na kogoś liczyć i że Ty możesz być wsparciem dla innych. Kiedy zmieniają się Twoje relacje z ludźmi wierz mi, idziesz w dobrym kierunku, bo potem dzieją się cuda! <3 5. Miłość. Wiara. Nadzieja.











