Kurs: jak wyjść ze swojej strefy komfortu. Co się stanie jeśli usiądę w kawiarni bez gaci?
Zapisałem się na kurs – jak wyjść ze swojej strefy komfortu. Nic mnie nie kosztował. Ale był jeden haczyk. Podczas kursu trzeba było siedzieć bez gaci. A że w mieszkaniu które wynajmowałem za niepłacenie rachunków odcięli mi internet, udałem się do kawiarni z wi-fi. Miałem na to pewien plan. Po prostu skłamię, że siedzę bez gaci i tyle w temacie. Przecież prowadzący kurs nie będzie mi kazał wywijać kutasem przed ekranem laptopa.
Wszedłem do kawiarni pełnej kolorowych ludzi. W sensie wszyscy biali, ale kolorowo ubrani. W oczy rzucały się ich za krótkie szerokie spodnie, odsłaniające kolorowe skarpetki. Ich ręce pokryte były tatuażami. Nosy, usta, uszy, brwi, policzki przyozdobione kolczykami. Natomiast oczy odzwierciedlały inteligencje jakiej nigdy nie zaznam.
- Co to ma znaczyć! – ryknąłem zatrzymując się na środku kawiarni.
- Proszę się uspokoić – odezwał się brodaty barista.
- Szukam wolnego stolika!
- Łysy! - krzyknął ktoś z gości. - Czekaj na swoją kolej!
- Kto to powiedział!
Rozejrzałem się na wszystkie strony, ale nikt się nie odważył potwierdzić swoich słów. Atmosfera zgęstniała. I niewiele brakowało żeby ktoś dostał w ryja. Nerwowo przebierałem palcami gotów je w każdej chwili zacisnąć.
- Potrzebuje stolika na teraz! - ryknąłem jak lew na sawannie.
- Właśnie wychodzimy – odezwała się dziewczyna z włosami przyciętymi do ucha.
Zająłem zwolnione miejsce. Otworzyłem laptopa. Hasło do wi-fi. Wstałem i poszedłem do baristy. Na sobie miałem płaszcz, sweter, dresowe spodnie i trampki. Nie myłem się od trzech dni. I przez kolejne trzy nie miałem takiego zamiaru. Gdy przechodziłem ludzie zatykali nosy.
- Ale on śmierdzi – słyszałem szepty.
- Ty! Bródka – odezwałem się do brodatego baristy. - Jakie jest hasło do wi-fi?
- 1n15ndd15sd5ddf2sdassaa1258896aa5788524aassasaassas117755622vniewa984aana12369.
- Dłuższego nie było?
Całość zapamiętałem za pierwszym razem. Wpisałem. Połączyłem się. Wszedłem na pocztę. Stamtąd kliknąłem link, który przekierował mnie do strony z kursem. Na ekranie ukazała się morda prowadzącego kurs. Łysy w czarnym swetrze. Wory pod oczami. Zmęczone spojrzenie. Powieki opadające do połowy oczu. Trochę wyglądał jakby go ktoś w życiu oszukał.
- Czy wszyscy są bez gaci? - zapytał łysy wpatrując w środek ekranu swymi zmęczonymi oczyma.
Wszyscy zgodnie napisali na czacie „tak”. Ja również napisałem „tak”. Mój wpis na czacie widniał jako ostatni.
- Chciałbym przypomnieć, że jesteśmy na kursie „jak wyjść ze swojej strefy komfortu” i siedzenie bez gaci jest jednym z wielu zadań jakie ten kurs posiada. Nie przedłużając. Losowo sprawdzę, czy jesteście bez gaci. Sprawdzę na przykład. O na przykład sprawdzę ostatnią osobę, która napisała „tak”.
- Jasna cholera – mruknąłem pod nosem. Wiedziałem, że to mnie wybierze. Czułem to. Przyciągnąłem to. Widziałem, że tak będzie. I po raz kolejny będę świecił jajami na ekranie monitorów.
- Dawidzie - rozległ się głos w słuchawkach. - Chciałbym nawiązać z tobą rozmowę. Sprawdzę, czy jesteś bez gaci.
Na ekranie wyświetliło się połączenie od tego łysego świra. W sekundę zdjąłem gacie. W kawiarni rozległ się nieprzyzwoity szum. Zapomniałem się ogolić. I tam na dole było wesoło. Odebrałem połączenie.
- Witaj Dawidzie.
- Witaj nauczycielu.
- Czy mogę cie prosić żebyś skierował kamerkę na swoje krocze?
Zrobiłem co kazał.
- Jasna cholera! - wydarł się łysy.
- Co jest? - zapytałem.
- Nie wygląda to zbyt dobrze.
- Możemy zając się kursem?
- Jasne. Wracamy do kursu. Mam nadzieje, że tak jak Dawid, każdy z was siedzi przed monitorem bez gaci.
Kiedy tak siedziałem bez gaci w kawiarni przy stoliku i słuchając tego świra podszedł do mnie barista.
- Proszę się ubrać. Jeśli pan tego nie zrobi dzwonię po policję – zagroził barista.
- Ale ja wychodzę ze swojej strefy komfortu.
- Proszę pana, to jest miejsce publiczne. Goście skarżą się na pana. Grożą, że jeśli nie spełni pan mojej prośby wyjdą stąd.
- No to niech wypierdalają w podskokach! Mam dość! Mam dość ciągłego bycia pokurczem w tym cholernym społeczeństwie gdzie każdy ma na mordze maskę. Gdzie każdy się pilnuje na każdym kroku, słowie, czynie. MAM KURWA TEGO SERDZECZNIE DOŚĆ!
- Dzwoń na policję i w ogolę się nie ciaćkaj z tym świrem – mówił koleś w koszulce w biało czarne paski.
- Ty tam! Nie wtrącaj się! Ja tu wychodzę ze strefy komfortu! - pogroziłem mu pięścią.
- WYNOCHA! WYNOCHA! WYNOCHA! - darła się cała kawiarnia.
- Ludzie kurwa! Zrozumcie mnie! - wstałem. Kobiety piszczały. Mężczyźni gwizdali złowieszczo. - Nie mam internetu w domu! Muszę wyjść ze swojej strefy komfortu!
Do kawiarni wpadło dwóch barczystych policjantów.
- Gdzie ten ekshibicjonista? - zapytał policjant o kwadratowej szczęce.
- Proszę za mną – powiedział brodaty barista.
Zatrzymali się przy moim stolika. W czasie gdy do mnie szyli zdążyłem podciągnąć gacie.
- To ten – wskazał barista.
- Aha – odpowiedział policjant o kwadratowej szczęce.
- Pan jest ubrany – stwierdził drugi policjant. Miał niesamowicie wysunięte zęby do przodu. Jak królik. Z twarzy kogoś przypominał, ale za diabła nie mogłem sobie przypomnieć kogo. Siedział mi w głowie jak kleszcz w skórze.
- Rzeczywiście – odparł ten o kwadratowej szczęce. Upewniając się zajrzał pod stół.
- Jak boga kocham. Ten pan siedział przy stole bez spodni i majtek – tłumaczył barista. - Wszyscy goście mogą panom potwierdzić, że mówię prawdę.
- Królik?! - wydarłem się. Ciągle wpatrywałem się w twarz policjanta z zębami wysuniętymi do przodu. Najpierw rzucił mi pogardliwe spojrzenie. Potem zmrużył oczy. Mrużył i mrużył. W końcu twarz mu rozjaśniała.
- Dawid?
- Jasna cholera i sto diabłów! To ty Królik?
- To ty Dawid?
- Żebyś cholera wiedział! Króliczku zasrany.
Wstałem. Uścisnęliśmy się. Klepaliśmy się po plecach. Ogólnie było wesolutko. Mało brakowało a byśmy się zaczęli lizać po chujach.
- Ile to my się nie widzieliśmy? - zapytał Królik.
- Z piętnaście lat?
- Jak nie więcej – zaśmiał się Królik. Z ust buchnął mu nieprzyjemny zapach, niczym się nie różniący od czasów szkoły średniej.
- Ciągle masz zęby jak królik. I pozbyłeś się kolczyków z uszu – złapałem go za uszy i wytargałem jak burą sukę.
- A ty masz ciągle te białe plamy na szyi – zacharczał ze śmiechem.
- A tak! I nawet zacząłem je leczyć.
- Poważnie? Myślałem, że tego gówna nigdy się nie pozbędziesz.
- A widzisz!
- Pamiętasz jak cię przezywali krowa?
- Stare czasy.
- Co tutaj robisz?
- Przyszedłem napić się kawy. Te dranie się na mnie uwzięli.
- Wynośmy się stąd.
- Masz rację Królik.
- Hej! Przemysław! - krzyknąłem Królik do partnera .
- Co jest Andrzej?!
- Wychodzimy.
Zabrałem laptopa. Wyszliśmy na zewnątrz.
- Palisz jeszcze Królik?
- Na służbie staram się tego nie robić.
- Odwieziecie mnie do domu?
- Jasne – odparł Królik.
Wsiedliśmy do radiowozu.
- Odpalisz koguty? - zapytałem. - Jeszcze nigdy nie jechałem na sygnale.
Policjant o szerokiej szczęce odpalił koguty. Odjechaliśmy. Spojrzałem w tylną szybę. Na sygnalizacji zapaliło się czerwone światło. Grupka ludzie ruszyła przejściem dla pieszych. Kobieta w zielonej kurtce grzebała paznokciem w zepsutym zębie. Jej myśli krążyły wokół dzisiejszego obiadu. Czy warto wychodzić ze swojej strefy komfortu? Nie wiem, ale wydaje mi się, że warto robić to czego się boimy. Módlmy się. Amen. Dobranoc. Pchły na noc. Karaluchy pod po duchy. O kurde. Hihihihihi.









