Na początku gdy już dotarło do mojej świadomości a co najważniejsze sumienia że jestem alkoholiczką pojawiły się ogromny wstyd za to kim się stałam i że w życiu osiągnęłam tylko alkoholizm bo alkoholizm definiuje każdy aspekt życia w taki sposób że kontroluję każdą myśl i każdą emocję jakby człowiek przestał być właścicielem swojego ciała i umysłu.
W ciągu dwóch lat trzeźwienia podczas procesu zdrowienia dowiedziałam się dlaczego mnie to spotkało, znalazłam odpowiedź na pytanie dlaczego ja. Abym mogła przestać odczuwać wstyd z tego powodu musiałam naprawdę spotkać się z samą sobą, a siebie bałam się najbardziej. Moje dzieciństwo, kluczowy moment dla rozwoju każdego dziecka stało się dosłowną walką o przetrwanie a na to żadne dziecko nie powinno być narażone. Ojciec alkoholik, w domu przemoc bieda i nieprzespane noce. Wychował mnie ciągły nieustający strach , odrzucenie,smutek. Mama choć nie piła jednak współuzależniona co za tym idzie stała się ofiarą własnej bezsilności więc mnie i rodzeństwa nie mogła ochronić, w tym piekle zostałam sama. Dorosłam z wieloma dysfunkcjami których po prostu nie byłam świadoma że wymagają leczenia i natychmiastowej opieki, tak samo jak matka stałam się współuzależniona choć jeśli mówimy o dzieciach alkoholików to raczej jest inna nazwa tego czyli dorosłe dziecko alkoholika (DDA) jednak dla mnie są te same cechy co współuzależnienie bo przejęłam te same chore wzorce co moja matka nabyła wraz z pojawieniem się choroby alkoholowej ojca Jako DDA cierpiałam na zaburzenia lękowe niedawno się dowiedziałam że mam syndrom stresu pourazowego (PTSD), jako DDA nie miałam wykształconego poczucie wartości ani nie umiałam nigdy być asertywna oraz zawsze czułam się jak nie z tego świata jakbym była gorsza od wszystkich, jakbym nie zasłużyła na życie na tej planecie Ziemia . Zawsze byłam nadwrażliwa na cudze cierpienie odczuwałam tak mocno jakby było moim własnym co za tym idzie wykształciła mi się agresja i złość szczególnie gdy odczuwałam bezsilność wobec cierpienia innych czy swojego także złość pojawiała się w obliczu niesprawiedliwości. Jako współuzależniona wykazuje cechy ratownika czyli zawsze chętnie każdemu pomogę nawet kosztem własnego dobra czy komfortu, potrafię każdą sytuację życiową zamienić w dramat a później płakać narzekać aby zacząć po prostu siedzieć bez działania aby swój stan poprawić i usprawiedliwiam ten brak działania tak aby dać sobie możliwość do robienia z siebie bezbronnej ofiary losu.
Dysfunkcji we mnie było jest i będzie pełno ale wcześniej nie byłam ich świadoma . Założyłam swoją rodzinę (19 lat) z myślą i nadzieją że w taki sposób stworzę sobie nowy świat lepszy niż miałam, wymyśliłam sobie dosłowny raj tak to widziałam i choć się bardzo starałam z roku na rok coraz bardziej źle się czułam psychicznie,coraz więcej obowiązków odczuwałam i przeciążenie a że miałam problem bo nie umiałam nigdy nawiązywać przyjaznych relacji z ludźmi do tego czułam się coraz bardziej samotna i wtedy odkryłam że alkohol pomaga na wszystko . Wiedziałam jednak że alkohol wpływa źle na mnie od zawsze, nigdy nie umiałam pić, ponieważ za każdym razem chciałam go więcej a później nie myślałam co robię, jeszcze jako młoda dziewczyna gdy się napiłam alkoholu za każdym razem miałam ochotę tylko na jedno bawić się do szaleństwa bez żadnych konsekwencji, więc wiedziałam już gdy miałam swoją rodzinę że alkohol wpływa na mnie dziwnie , zmienia mnie w osobę która nie chcę myśleć o konsekwencjach a tylko pić i się bawić ale wtedy jeszcze to potrafiłam jakoś sobie dawkować racjonalnie tak sobie to tłumaczyłam że mam kontrolę bo dla mnie obraz alkoholika wyglądał tak że alkoholik pije codziennie i nigdy nie trzeźwieje, więc gdy było źle znowu sięgałam po moją zabawę w postaci alkoholu. Emocjonalne z roku na rok było coraz gorzej odczuwałam nadmiar obowiązków przy tym coraz bardziej czułam się samotna oraz coraz częściej czułam się też przez partnera mniej kochana i pozostawiana sama sobie więc zwiększała się ilość zabaw z alkoholem do którego zaczęło dochodzić towarzystwo które się lubi napić i bawić (moje koleżanki ) no więc alkohol pokazał mi że jest skutecznym środkiem na samotność, na problemy na odczuwanie radości, tak ten dramat mój trwał dobrych 20 lat . W pewnym momencie przestałam odczuwać miłość całkowicie i wszystko co jeszcze było dobre ,coraz więcej narzekania na codzienność i życie oraz pojawiło się więcej złości i kłótni z partnerem dziś wiem było to spowodowane tym że po prostu szukałam wymówek aby móc się napić, im więcej oczekiwałam od innych tym więcej piłam ponieważ nigdy nic z tego co sobie wymyśliłam nie mogło zostać spełnione i tak to szło aż pewnego dnia już mnie psychicznie nie było tylko moja własna depresja i chęć zapicia się na śmierć.
Dlaczego ja? Odpowiedź brzmi tak abym mogła dziś każdego dnia spotykać się z samą sobą świadomie i miłości i zrozumieniu, mój alkoholizm był moim ratunkiem bo pomógł mi odnaleźć drogę do zdrowienia.
Kto nie upadnie nie wie jak powstać a kto nie szuka nigdy nie zabłądzi a więc nie odnajdzie