In the spotlight - Ibanez AD9 Analog Delay '81 "black label" - as you can see it presenting the best on the stage boards (even if this scene is just my room, and the boards are the most ordinary floor panels). AD9 is based on 100% analog circuit designed in "bucket-brigade" technology. For "stunning" 300ms delay responsible (among other things) already not produced chips: Panasonic MN3102 (Clock Driver IC) and MN3205 (4096-stage BBD). On board you will also find the iconic JRC4558D opamp, well known to everyone from the legendary Tubescreamer. The whole thing politely rests on the original Maxon MP-AD1401A board. What is interesting, even four trim-pots are hidden inside. With their help we can tweak the delay time almost doubled (while maintaining the usable sound) and get AD9 to self-oscillating in a higher position of "REPEAT" knob. At the extreme "time tuning" we have to reckon with a significant degradation of repeats quality, with each "reflection" they become darker, strongly distorted and blurry, but is not that just what we love in analog delays? ;) On the factory setting, AD9 generates a warm and creamy repeats, which gently spreading in space. Ibanez AD9 Analog Delay perfectly suited as a base delay for longer chains of delays and reverbs. All signs in the heavens and the earth (and in particular, the marking of components, label and a very low serial number) indicate that it is a original MIJ '81 which is the first year of production (so much to win!). Personally I think that AD9 is a true star in delay world, it's a shame that neither Ibanez or Maxon does not longer produce even a reissue of the iconic AD9. Maxon recently decided to release a variation on AD9 marked as a AD9Pro, but this is completely redesigned construction with altered sonic characteristics, the factory extended delay time and equipped with an modern chips. In terms of opportunities, analog (and digital) delays of the last century wage uneven war, like David versus Goliath, against modern projects employing the modeling based on advanced algorithms, but in terms of sound ... they are second to none! Analog design will always stand out with this magical element, and although our today's hero does not have a tap tempo, programmable presets and a few (or over a dozen) seconds delay - it has its own unique character - something that is missing in the present times.
P.S. At the end a riddle: can someone identify those two delay monsters lurking in the dark? You should recognize them by the distinctive "eyes" ;)
W blasku jupiterów – Ibanez AD9 Analog Delay '81 "black label" - jak widać na scenicznych deskach prezentuje się najlepiej (nawet jeśli ta scena to tylko mój pokój, a deski to najzwyklejsze podłogowe panele). AD9 oparty jest na 100% analogowym układzie zaprojektowanym w technologii "bucket-brigade". Za "oszałamiające" opóźnienie na poziomie 300ms odpowiadają między innymi już nieprodukowane chipy Panasonic MN3102 (Clock Driver IC) oraz MN3205 (4096-stage BBD). Na pokładzie znajdziemy również kultowy op-amp JRC4558D, doskonale wszystkim znany z legendarnego Tubescreamera. Całość grzecznie leżakuje na oryginalnej Maxonowskiej płytce MP-AD1401A. Co ciekawe w środku ukryte są aż cztery trim-poty. Możemy nimi podkręcić czas opóźnienia blisko dwukrotnie (przy zachowaniu "używalego" brzmienia) i skłonić AD9 do samooscylacji w wyższym położeniu gałki "REPEAT". Przy skrajnym czasowym tuningu musimy się liczyć ze znaczną degradacją jakości powtórzeń, z każdym "odbiciem"staną się one jeszcze ciemniejsze, mocniej przesterowane i rozmyte, ale czy nie o to nam wszystkim chodzi w zabawie z analogowym delayem? ;) Na fabrycznych ustawieniach AD9 generuje ciepłe i kremowe powtórzenia, łagodnie rozchodzące się w wybrzmiewającej przestrzeni. Ibanez AD9 Analog Delay idealnie sprawdza się jako bazowa linia opóźniająca w dłuższych łańcuchach delayów i reverbów. Wszystkie znaki na niebie i ziemi (a w szczególności oznaczenia komponentów, label, oraz bardzo niski numer seryjny) wskazują, że jest to egzemplarz z rocznika '81 (oczywiście made in Japan) czyli z pierwszego roku produkcji (tyle wygrać!). Osobiście uważam AD9 za prawdziwą gwiazdę w delayowym środowisku, tym bardziej smuci fakt, że ani Ibanez, ani Maxon nie produkują już nawet reedycji kultowego AD9. Maxon zdecydował się ostatnimi czasy wypuścić wariację na temat AD9 z oznaczeniem "Pro", jednak jest to już całkowicie przeprojektowana konstrukcja o zmienionej charakterystyce brzmieniowej, fabrycznie wydłużonym czasie oraz wyposażona we współczesne chipy. Pod względem możliwości analogowe (jak również cyfrowe) delaye z ubiegłego wieku toczą nierówną walkę niczym Dawid z Goliatem przeciwko nowoczesnym projektom wykorzystującym modeling oparty na zaawansowanych algorytmach, lecz pod względem brzmienia... nie mają sobie równych! Analogowa konstrukcja zawsze wyróżniać się będzie tym magicznym pierwiastkiem i chociaż nasz dzisiejszy bohater nie posiada tap tempo, programowalnych presetów czy kilku (lub kilkunastu) sekund opóźniania, to posiada swój niepowtarzalny charakter - coś czego dzisiaj brakuje nawet najlepszym.
P. S. Na koniec zagadka: ktoś potrafi rozpoznać dwa delayowe potwory czające się w ciemnościach? Dodam tylko, że powinniście je rozpoznać po charakterystycznych "ślepiach" ;)