W marcu ukazał się ostatni, piętnasty numer magazynu "Island", który z mniejszą lub większą regularnością ukazywał się trochę ponad półtorej roku. O jego początkach pisałem tutaj i wtedy nie wiedziałem jeszcze, jakie zmiany zajdą w tym tytule. Od piątego numeru magazyn zmniejszył liczbę swych stron, tracąc przy tym dotychczasowy grzbiet. Na szczęście sam format się nie zmienił, a zawartość, choć mniejsza, utrzymała poziom, dostarczając nowych, ciekawych komiksów.
Początkowo najważniejszym i najgłośnieszym komiksem w magazynie było "I.D." (#1-2) Emmy Rios, o którym bardzo dobrze pisał Krzysiek na Image Comics Journal, więc polecam tam zajrzeć. Przypomnę tylko, że to komiks opowiadający o przyszłości, w której ludzie dość swobodnie dzięki nowoczesnej medycynie mogą przenieść swoją swiadomość do innego ciała. Historia ukazuje różne argumenty za i przeciw zabiegowi, śledząc rozmowy trójki pacjentów. Wszystko to wsparte jest ciekawym artykułem dotyczącym ludzkiego mózgu. Gdyby sama treść nie przekonała Was do sięgnięcia po ten komiks, to powinny nią być rysunki samej Emmy Rios. Dodatkowo zdecydowała się ona użyć tylko jednej barwy w róźnych odcieniach, przez co historia nabiera własnego, oryginalnego charakteru.
Sam Brandon Graham stworzył dla "Island" kolejne epizody swojego "Multiple Wareheads" (w #1, #3 i #15), które w tym przypadku można uznać głównie za ciekawostkę. Szkoda, że nie stworzył czegoś więcej, bo to interesujący świat i postaci, które chciałbym lepiej poznać. Pojawiła się jednak zapowiedź jakiegoś dalszego ciągu, ale to dopiero w przyszłym roku.
Do współtworzenia magazynu, Grahama ściągnął też swojego dobrego współpracownika z serii "Prophet", czyli Simona Roy'a. Kto ją czytał, ten wie, że artysta ma dobry warsztat, tutaj zaś popisał się także w roli scenarzysty. Jego "Habitat" (w #2, #5 i #8) to ciekawe zderzenie świata sci-fi i fantasy, gdzie główny bohater przez odkrycie pewnej broni musi uciekać przed swoimi pobratymcami i ukryć się w szeregach wroga. Roy tworzy ciekawą i płynną historię, używa znanych schematów, ale w interesującej kompozycji i szkoda, że nie poznaliśmy tego świata nieco lepiej. Fanom "Propheta" zdecydowanie polecam, choć jest to o wiele prostsza historia od tamtej.
Swoje miejsce w "Island" znalazł też Farel Dalrymple, który powrócił do swojej serii "Pop Gun War". Dzięki temu Image wznowiło jej pierwszy tom pod tytułem "GIFT", który nie jest tak naprawdę konieczny do poznania tego co zostało przedstawione w magazynie, ale rozbudowuje ten świat. "Chain Letter", bo pod takim tytułem ukazuje się wszystkie pięć rozdziałów komiksu (obecnych kolejno w #3, #5, #10, #14 i #15 numerze "Island"), skupia się na Emily. To młoda dziewczynka, członkini zespołu muzycznego, która pewnego dnia w trakcie spaceru dostrzega dziwne postaci. Gdy za nimi podąża, trafia do równie dziwnego miejsca, gdzie na kilku monitorach może śledzić przygody innych postaci z teraźniejszości, przyszłości i przeszłości. Mamy dzięki temu możliwość poznania innych barwnych bohaterów, którzy przeżywają dziwne, magiczne przygody. Dalrymple eksperymentuje przy tym z grafiką, mamy tu czarno-białe strony, ale też w pełni malowane, wszystko to dobrze wpisuje się w klimat całej historii. Autor ten tworzy coś, co chyba najlepiej opisać jako urban fantasy, gdyż miasto ma tu sporą rolę do odegrania, jego tajemnicze zakątki są źródłem wielu przygód i tajemniczych zjawisk. "Pop Gun War" obok "ID" to najlepiej wspominany przeze mnie komiks w "Island" i liczę na to, że będzie dalej kontynuowany i poznamy kolejne historie umieszczone w tym ciekawym świecie.
Przyznam się, że "Land Called Tarot" Bertranda (w #3, #6 i #10) najmniej mnie początkowo interesował. Odcinki są nieme, wizualnie przeciętne, a świat przedstawiony dość prosty, przez co sama strona graficzna nie nadrabiała za całość komiksu. Z czasem jednak kolejne odcinki serii dostarczyły mi więcej rozrywki przy lekturze. Być może wiedziałem już po prostu czego się spodziewać i stąd taki odbiór. Samotnie w wydaniu zbiorczym tej historii raczej bym nie polecał - polega ona na przemieszczaniu się głównego bohatera po całej krainie Tarrot i przeżywaniu przeróżnych przygód.
"Ancestor" od duetu Sheean/Ward (#4, #5, #7 i #11), rogrywa się w pewnej bliskiej przyszłości, gdzie pewien mężczyzna zaprasza do swojego domu różnych ludzi, co początkowo zapowiada się dość niewinnie, jednak później przeradza się w filozoficzne rozmowy o sensie istnienia, tego, do czego zdolny, a w czym ogranicza ludzi ich organizm, przez co bohaterowie, a dokładniej jeden z nich, musi zdecydować się, czy chce zawalczyć o swoje dotychczasowe życie. To bardzo interesująca historia, w dodatku przyjemnie zilustrowana. Zdecydowanie polecam jej zbiorcze wydanie.
Pod koniec istnienia "Island" Graham i Rios rozpoczęli także współpracę z Filem Barlowem, umieszczając w kolejnych numerach (#9, #10, #12) epizody z jego świata "Zooniverse", które oryginalnie powstały pod koniec lat osiemdziesiątych. Z odświeżonymi kolorami, to nadal świetna lektura i artysta ten stał się świetnym uzupełnieniem dla "Islan". Nie zdziwiłbym się, gdyby te stare epizody były kiedyś inspiracja dla Grahama w tworzeniu swoich komiksów. "Zooniverse" to naprawdę ciekawy świat, historie Barlowa naturalnie wzobagacają czytelnika w wiedzę o nim, i widać dobrze, że wyboraźnię artysta ten ma wyjątkową.
To, co nie grało mi w "Land Called Tarot", w "Mirendzie" (w #11, #13 i #15) zadziałało dużo lepiej. Tutaj grafika była o wiele ciekawsza, bardziej ekspresywna i z przyjemnością odkrywało się to, co rysunki mają do przekazania. Grim Wilkins to najciekawszy z nowych artystów, obok duetu Sheen/Ward, których poznałem w "Island" i którego dalsze prace na pewno będę śledził.
Siłą magazynu były też pojedyńcze komiksy od gościnnych artystów, perełką nawać można tu chociażby "Mostly Saturn" od Michaela DeForge (#8), który zaskakiwał tak historią jak i rysunkami. Dobrze czytało się także opowieści Dilraj Mann (#4 i #15), o bardzo specyficznej kresce, mającej przy tym w sobie wiele uroku. Na swój sposób komiks i styl Any Galvan (#14) mógłbym umieścić gdzieś tak pomiędzy wspomnianą dwójką, blisko jej też do tego co w wydanym w tym roku przez Kulturę Gniewu "Miesiącu miodowym na Safari". Zachwycił mnie także komiks "Firebug" autorstwa Johnie Christmas (#7), głównie stroną graficzną, ale też ciekawą historią fantasy.
Bardzo żałuję, że magazyn przestał istnieć, ale po części można obiwnić za to samych twórców. Opóźnienia, zwłaszcza przy takim tytule, nie są wskazane, a tutaj zdarzały się częściej niż by się chciało. Szkoda, że nie zdecydowano się od początku wydać "Island" jako kwartalnik, zachowując początkową większą liczbę stron, większą spójność w formie. Magazyn ten był dla twórców dość szaloną przygodą i niestety, nie tak wielu podchwyciło ten styl. Na niekorzyść magazynu mogły też działać dość szybko zapowiedziane wydania zbiorcze ich najlepszych tytułów. "I.D.", "Ancestor", "Habitat", "Land of Tarot" oraz "Pop Gun War: Chain Letter" możecie nabyć właśnie w takiej formie. Polecam zapoznać się z tymi komiksami, są oryginalne pod wieloma względami, a przy tym przyjemne w lekturze. "Pop Gun War" czy "I.D." zdecydowanie powinny pojawić się na waszych półkach.