I'll always love you more than you could ever love me.
AnasAbdin
trying on a metaphor
d e v o n
i don't do bad sauce passes

pixel skylines
🪼

shark vs the universe
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year
ojovivo

izzy's playlists!
Today's Document

Janaina Medeiros

roma★

Origami Around

Discoholic 🪩

blake kathryn

if i look back, i am lost
Not today Justin
todays bird
YOU ARE THE REASON

seen from Germany
seen from United States
seen from Italy

seen from T1
seen from Canada

seen from France

seen from United States

seen from United States

seen from France
seen from United States
seen from Canada

seen from T1

seen from United States

seen from United States

seen from Türkiye

seen from Argentina

seen from United States
seen from United States
seen from Switzerland

seen from United States
@sugarvariation
I'll always love you more than you could ever love me.
18. Dwa miesiące później..
urodziny minęły miękko
życzenie, którego nie wypowiedziałam na głos,
kwiaty w dłoniach,
ten prezent z dedykacją
trafił w miejsce,
o którego istnieniu milczę.
i ten krótki buziak w czoło,
zbyt delikatny jak na coś,
co miało już nie istnieć.
myślałam, że krzyk nas oczyścił,
a kłótnia postawiła granice,
ale chyba tylko zagłuszyliśmy
to, co i tak od dawna
nie daje mi spać.
i znów na moment
zniknęła we mnie pustka,
ta, którą noszę od lat.
może dlatego tak trudno
udawać, że nic nie czuję,
skoro przy nim
czuję aż za bardzo.
17. Po granicy
mówiłam zbyt długo półsłówkami,
aż w końcu nazwałam po imieniu
to, co ciążyło,
i to, co było tylko cieniem dawnych emocji.
nie potrzebowaliśmy zdjęć,
żeby pamiętać,
jak blisko potrafi być człowiek,
gdy w końcu wie, gdzie się kończy.
granica nie oddziela -
uczy szacunku.
i kiedy wracam,
to już nie po dawnych śladach,
ale do siebie,
i do niego,
do spokojnej codzienności,
w której nie trzeba nic udowadniać.
może ten rok był nam potrzebny -
przecież wszystkie relacje są po coś.
kolejna lekcja,
która jeszcze się nie skończyła;
trwa dalej, tylko inaczej.
bo wszystko jeszcze może się zdarzyć,
a między nami
zawsze będzie odrobina tej dziwnej bliskości.
16. Po wszystkim. Koniec, a może nowy początek?
nie było wybuchu,
tylko ciche „dosyć”,
które rozlało się po nas jak ciepła woda.
każde słowo znalazło swoje miejsce,
a to, co miało spłonąć, spłonęło.
teraz mówimy spokojniej,
patrzymy inaczej,
z większą odległością,
ale bez chłodu.
wracam do siebie,
do domu, do rąk, które znam od lat.
między nami znów jest śmiech,
a nie napięcie.
nauczyłam się stawiać granice
bez zamykania drzwi.
bo czasem to, co było ogniem,
staje się ciepłem kominka.
Bez pożądania,
ale z troską,
z czymś, co przypomina rodzinę.
można przecież kochać ciszej, inaczej,
a wciąż prawdziwie.
15. Zauważanie
przez długi czas
traktowałam cię jak tło
śmiałam się z twoich żartów
tak, jakby nie mogły znaczyć nic więcej,
pozwalałam dłońmi błądzić
po bezpiecznych granicach,
nie pytając – dlaczego właśnie ty
dopiero gdy cień odpadł ode mnie
i kurz toksycznych słów opadł,
zobaczyłam wyraźniej
że twój uśmiech nie jest tylko wspólnym żartem,
a cisza, którą niesiesz,
potrafi być domem
zaczęłam widzieć
te spojrzenia zatrzymane o sekundę za długo
to "cześć" wypowiadane tylko dla mnie
to, jak w ciszy obok siebie
nie musimy nic udawać
byłeś tam, kiedy szukałam ciepła
w rękach kogoś innego
byłeś cierpliwy, spokojny, milczący
a jednak obecny
twoje dłonie mówią inaczej
nie szukają, nie żądają
tylko są, jakby wiedziały
że czasem obecność wystarczy
może to zawsze było tuż obok
ukryte w żartach i półsłówkach
a ja dopiero teraz
nauczyłam się patrzeć
nie wiem jeszcze, co w tym znajdę,
ale już nie uciekam wzrokiem i widzę.
14. Ognista refleksja o kolejnych komplikacjach
górskie widoki oddychały chmurami,
a my splątani w swoje historie
uczyliśmy się milczenia między słowami.
cisza była cięższa od słów.
w dole czekały doliny,
a przy mnie - trzy ognie,
każdy palił inaczej.
Jeden - stały jak kamień,
ciepły, domowy płomień.
Drugi to iskra, co parzy i znika,
ale zostawia ślad na skórze.
Trzeci - żar, co tli się po cichu,
i kusi, by przyłożyć dłonie.
a ja dryfowałam pomiędzy,
szukając w ich dotyku odpowiedzi,
której przecież nigdy tam nie było.
czasem myślę, że góry wiedzą więcej,
bo uczą dystansu
i przypominają,
że nie wszystkie drogi prowadzą w stronę ognia.
pomiędzy ciszą gór
próbuję znaleźć w sobie
stronę świata,
która nie będzie ucieczką,
tylko powrotem.
13. Refleksja, zapis trzynasty
uczę się, że nie wszystko trzeba nazwać,
że relacje mogą istnieć w półcieniach,
a granice – choć dziwne –
czasem tworzą własny język.
widziałam już, jak łatwo
„co by było gdyby”
potrafi urosnąć do rangi historii,
ale dziś wiem, że to tylko echo –
nic więcej.
może właśnie o to chodzi:
by pozwolić, żeby coś było
dziwne, niedopowiedziane,
a jednocześnie nasze –
na tyle, na ile ma być.
12. Kraków. Cienie wczorajszego dnia
Wczoraj miasto oddychało naszym krokiem,
a twoja dłoń znalazła moją
i już nie puszczała.
Nie na chwilę, nie w żart,
ale w długim, milczącym marszu
ciągle razem.
nie dziwi mnie już,
że twoje palce splatają się z moimi
tak naturalnie, jakbyśmy znali ten ruch od zawsze,
od zawsze szli tą samą drogą,
choć przecież nie jesteśmy „my”.
inni patrzą i nic nie mówią,
może już się przyzwyczaili,
może nie rozumieją,
a może wcale nie ma czego rozumieć.
Nie czuję w tym wstydu,
tylko znajomą bliskość,
której nie mam z nikim innym.
wszyscy to widzą,
a nikt nie pyta,
jakby granice były ruchome,
jakbyśmy mogli istnieć
pomiędzy nimi.
nie jesteś dla mnie kochankiem,
nie jesteś obcym —
jesteś czymś pomiędzy,
cieniem, który chodzi obok mnie,
czasem wyprzedza, czasem się cofa,
ale nigdy nie znika.
śmiejesz się, dotykasz, szukasz mnie w tłumie,
i choć wiem, że to tylko momenty,
że nie należą do żadnej z naszych historii,
przyjmuję je jak znak, że istnieję
w twojej przestrzeni.
jestem spokojna.
przywykłam do tego tańca bez granic,
do ciszy, która nie wymaga słów.
to dziwne — a jednak wcale nie dziwi.
11. Cień między wersami
omijamy się
jak iskry w suchym lesie —
niby ostrożnie,
a jednak w napięciu,
które nie zna słów.
twój wzrok
ślizga się po moim karku,
jakby znał drogę,
której nie przejdziesz.
a ja —
nauczona unikać,
wciąż nie umiem przestać patrzeć.
gdy cię nie ma,
świat stygnie.
przez chwilę oddycham lżej,
prawie wierzę,
że to wszystko było niczym.
ale wciąż gdzieś
trzymam ten cień.
potem znów —
śmiejesz się za blisko,
znów ręka
zatrzymuje się pół sekundy za długo.
i znów wiem:
zapomniałam zapomnieć.
ta historia
nie pali się w ogniu,
nie kończy się słowem.
tylko się tli —
niewidoczna,
ale wciąż we mnie.
10. Niedokończeni
spotkaliśmy się nie po to, by się odnaleźć,
ale by przypomnieć sobie, że można się zgubić —
w czyimś spojrzeniu, w niedokończonym zdaniu,
w pragnieniu, które nie ma imienia.
między nami było zawsze trochę ciszy
i trochę za dużo niewinnych gestów,
które niczego nie obiecywały,
a jednak zostawały pod skórą.
może to nie był flirt,
a tylko potrzeba,
by ktoś widział nas trochę wyraźniej,
niż patrzą ci, którzy znają nas za dobrze.
może to nie była zdrada,
a tylko pytanie,
czy da się być wiernym
z uczuciem, które nie zna granic,
bo nigdy ich nie przeszło.
widzieliśmy się nago,
ale nie pożądaliśmy siebie.
tylko bliskości,
tylko tego momentu,
gdy ktoś sięga dłonią
po ciszę, której nikt inny nie słyszy.
zostaliśmy tacy — zawieszeni
pomiędzy „co by było”
a „nigdy nie będzie”.
może po to właśnie są niektóre spotkania —
nie po to, by coś trwało,
ale by przez chwilę
przypomnieć sobie,
jak to jest czuć więcej,
niż się powinno.
jesteśmy pytaniem,
które nie szuka odpowiedzi.
wersją,
która nigdy nie trafi do druku.
niedokończeni.
ale może dzięki temu
tak bardzo prawdziwi.
Zapiski z granicy 9. Stąpając...
Tamtej nocy muzyka mówiła,
a my udawaliśmy, że nie rozumiemy języka.
Raissa grała,
a ty całowałeś moje palce,
naśladując tekst w tle,
tylko skóra — tylko palce,
jakbyś chciał
zjeść ciszę między nami.
przy “chodź do łóżka”
Wyznałeś sen.
erotyczny.
z dnia wcześniej.
z moim imieniem
zapisanym w Twojej podświadomości.
i choć nigdzie nie poszliśmy,
od tamtej pory
wszędzie stąpam ostrożniej.
lecz kto inny śpi przy tobie
i zna twoje nielubienie kawy po szóstej
tej z mlekiem i cukrem.
A kto inny budzi mnie
poranną czarną kawą i zaufaniem,
że nie przekraczam.
jakby Piżama
była jedynym,
co mamy wspólnego o świcie.
a muzyka
znów mówi za nas,
szeptem,
którego nie uciszymy.
Zapiski z granicy 8. Wiem, że nic nie wiem
nie wiem, co czuję.
czasem myślę, że nic,
a potem
znów szukam Twojego spojrzenia,
uśmiechu, dotyku.
nie przekraczam granicy,
ale wiem, że balansuję
na czymś cienkim jak włos —
między gestem a spojrzeniem,
między oddechem a ciszą.
cenimy, że oni nam ufają.
że pozwalają oddychać.
ale czasem myślę:
czy nie gramy tym zbyt śmiało?
mówisz o tym prawie wprost —
że robimy coś,
czego nie umiemy nazwać.
a ja…
nie wiem, czy chcę więcej.
ale wiem,
że chcę coś.
a przecież ranię.
jego,
który ufa.
który patrzy,
a ja znów
odwracam wzrok
w niewłaściwą stronę.
a Ty —
czy Ty wiesz, co czujesz?
czy to tylko gra cieni,
czy naprawdę coś
drży Ci pod skórą?
czy w tyle głowy
ciągle masz ją —
tę, która nie należy
do tego świata?
może wszyscy
jesteśmy trochę winni.
albo tylko trochę samotni.
szukamy czegoś,
czego nie umiemy nazwać —
i tylko czasem
przez przypadek
znajdujemy to
w sobie nawzajem.
a potem udajemy,
że nic.
choć oboje przecież wiemy,
że nic nie wiemy.
7. Wino hibiskusowe 🌺🍷
pomiędzy nami
krąży ten sam kubek.
wino szczypie w język,
podawane niby od niechcenia,
ale zawsze z dotykiem.
zawsze z czymś więcej.
to nasza jedyna bliskość,
jedyna ślina,
która przekracza usta.
czasem sięgasz dłonią
do moich włosów,
poprawiasz pasmo,
zbierasz niewidzialny okruch —
pretekst, gest,
dotyk dłuższy niż powinien być.
a wszystko to
na oczach świata,
który nie widzi nic.
i może właśnie dlatego
możemy sobie pozwolić
na wszystko,
czego nie wypowiadamy.
przez chwilę —
jesteśmy.
bez winy.
tylko z winem.
Zapiski z granicy 6: wierny komu?:
Niektórym się mylicie.
Jak dwie wersje tego samego cienia —
On i Ty.
Choć Ty nosisz więcej ciszy
i trochę starszy świat w oczach.
Mówisz: jesteśmy przyjaciółmi.
Że to, co między Tobą a nim, jest po coś.
I to, co między nami, też.
Ale po co?
Nie wiesz. Ja też nie.
I może dlatego trwam —
gdzieś pomiędzy wyjaśnieniem a pragnieniem.
Kiedy jestem blisko Ciebie,
świat zapomina ram.
Ale kiedy patrzysz na niego,
cofasz się pół kroku.
Jakby jego obecność
była przypomnieniem,
że nie wolno.
Coraz częściej widzę,
jak w Twojej głowie on staje się powodem,
żeby nie.
Nie bliżej.
Nie więcej.
Nie teraz.
Choć przecież już jesteśmy dalej,
niż powinniśmy.
I nie wiem, komu bardziej chcesz być wierny —
mnie, jemu, czy sobie.
Ale wiem,
że to rozdarcie zostaje
nawet wtedy, gdy znikasz
jakby milczenie miało cokolwiek posklejać.